Forum Ewangelizacyjne e-SANCTI.net

Pełna wersja: Kurs "Paweł"
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6
Nie o to idzie.
CHodzi o to że ewangelizacja w sposób niepokojący z "treści" przechyla się w kierunku "metod" i to w najgorszym stylu południowokalifornijskich "kaznodziei telewizyjnych" (w stylu "narciarstwo w weekend", "nauka żeglowania w weekend", 'chrześcijaństwo w weekend").

CO gorsze, często "skuteczność" (mierzona całkiem opacznymi wskaźnikami) często staje się argumentem by zaniedbać błędy w treści.

By być dobrze zrozumianym : nie jestem przeciw "kursom" w tym "Pawła". Dobrze że są.
Niedobrze, że nie są stale i bezustannie weryfikowane pod kątem właściwości treści i wpływu.
Cytat:CHodzi o to że ewangelizacja w sposób niepokojący z "treści" przechyla się w kierunku "metod" i to w najgorszym stylu południowokalifornijskich "kaznodziei telewizyjnych" (w stylu "narciarstwo w weekend", "nauka żeglowania w weekend", 'chrześcijaństwo w weekend").

Spokojnie. Wszystko pójdzie w dobrym kierunku tylko zależy od tego, czy obecny jest ksiądz i czy nie brakuje codziennej Eucharystii podczas kursu. Jakie chrześcijaństwo w weekend,czy "od niedzieli do niedzieli". Może jeszcze "szkółka niedzielna". Raczej to nie grozi. To byłoby zbyt łatwe i po pierwsze nie byłoby chrześcijaństwem według zasady "Bądź zimny, albo gorący". Na bycie letnim nie ma miejsca w chrześcijaństwie.
Polonium napisał(a):Wszystko pójdzie w dobrym kierunku tylko zależy od tego, czy obecny jest ksiądz i czy nie brakuje codziennej Eucharystii podczas kursu.
Eucharystia jest sine qua non, ale niestety nie jest to warunek wystarczający
Polonium napisał(a):Jakie chrześcijaństwo w weekend,czy "od niedzieli do niedzieli". Może jeszcze "szkółka niedzielna". Raczej to nie grozi. To byłoby zbyt łatwe i po pierwsze nie byłoby chrześcijaństwem według zasady "Bądź zimny, albo gorący". Na bycie letnim nie ma miejsca w chrześcijaństwie.
Kursy są emocjonalnie bardzo "gorące" - nawet przesadnie. Ale to za mało
Marek MRB napisal:
Cytat:Kursy są emocjonalnie bardzo "gorące" - nawet przesadnie. Ale to za mało

Emocjonalnie mają być "bardzo gorące". Napełniają prawdziwą radością i pokojem. Ale główną ich rolą jest umocnienie naszej wiary, byśmy następnie mieli odwagę i wytrwałość podczas ewangelizacji, by nie stchórzyć. Tą radość mamy przetworzyć na czyny i słowa.

Powiem Marku,że podczas Mszy także doświadczamy niesamowitej radości, a wręcz szczęścia, gdy przyjmujemy Eucharystię. Ale nie kończy się tylko na uczuciach.

Po Mszy jest rozesłanie i ono właśnie wzywa do dawania świadectwa. Nie wychodzimy więc z kościoła, by pogrążyć się następnie w "słodkim lenistwie" przed ekranem TV lub żeby poplotkować, że ktoś nie jest O.K. Wychodzimy po to, by świadczyć o naszej wierze.
Marek MRB napisał(a):CO gorsze, często "skuteczność" (mierzona całkiem opacznymi wskaźnikami) często staje się argumentem by zaniedbać błędy w treści.
A jakie dokładnie wskaźniki masz na myśli?
A jeśli te co są uważasz za złe to jakie inne byś zaproponował?
Polonium, wybacz ze zapytam : znasz te kursy ? Bo mam wrażenie że ...

Talmid - mam na mysli wskaźniki typu:
- "świadectwo" bezpośrednio po kursie (oczywiście mało warte, bowiem jest jedynie emocjonalną reakcją na kurs, nie stoi za tym żadna "historia")
- liczbę osób które wyszły do modlitwy wstawienniczej
- liczbę osób które wyszły do "wyznania Jezusa"
- głośność i hałas modlitwy (są grupy w których cicha rozmowa z Bogiem bywa wręcz zarzucana)
Ja wiem że nie dzieje się to na wszystkich kursach. Ale niestety zjawisko jest i wpływa do Polski.
A moje drugie pytanie?
Żadnych.
Tego i tak się nie da zmierzyć.
My robimy swoje - a wynik moze być po 20 latach.
A może nie być - ewangelizacja nie może być maszyną do nawracania, to jest sprawa wolnej woli.

To trochę jak ze spisem ludności Izraela w ST który nie podobał się Bogu.
Marek MRB napisał(a):My robimy swoje - a wynik moze być po 20 latach.
Z tym się zgadzam dokładnie tak uważam, jak zresztą większość osób w tym środowisku.
Jednak osoby odpowiedzialne za ewangelizację potrzebują jakiś statystyk do porównania zarówno efektywności narzędzi, jak i skuteczności konkretnych osób i zazwyczaj przyjmuje się do pomiaru skuteczności ewangelizacji ulicznej dwa wskaźniki: ilość osób, które przyjęły cały kerygmat na ulicy, a potem ile tych osób przyszło do wspólnoty. Bądźmy realistami trzeba to jakoś monitorować
O ile drugi jest jeszcze od biedy jakimś miernikiem, to pierwszy IMHO jest marny.

Chciałbym powtórzyć - nie jestem przeciw metodom (nawet emocjonalnym). Zwracam tylko uwagę na dwie rzeczy:
- aby dbać by przy pomocy tych narzędzi siać naprawdę czyste i wartościowe ziarno
- aby metoda nie górowała nad Łaską (w sensie: by raczej liczyć na tę drugą)
Tu szczególnie ważna jest proporcja między tymi dwoma tzn. ile osób, które przyjęły kerygmat trafiło do wspólnoty i jeszcze jak długo w niej zostali. Czyli wspólczynnik rotacji versus współczynnik zatrzymania we wspólnocie. Była np taka wspólnota w Wa-wie, w której rotacja była wyższa niż średnia liczebność wspólnoty w ciągu roku. Ja osobiście na tego typu ewangelizację w tej wspólnocie patrzę bardzo sceptycznie. Poprostu nie umieli tych ludzi zatrzymać na dłużej, ale nic dziwnego skoro się nimi wcale nie interesowali. Ograniczali się tylko do zaproszenia do wspólnoty i koniec.
W dużej mierze się zgadzam, choć patrząc z drugiej strony nie jestem zwolennikiem twierdzenia ze z'ewangelizowany chrzecijanin musi życ we wspólnocie rozumianej jako mała grupa pastoralna (inna rzecz że "wspólnota" to duże słowo - Prawdę mówiąc w większości wypadków należałoby mówić raczej o "grupie celu").

Przyznam też że jestem bardzo sceptyczny wobec tzw. ewangelizacji ulicznej. Uważam że podstawą ewangelizacji jest kontakt, ale o bardziej osobistym charakterze.
Marek MRB napisał(a):choć patrząc z drugiej strony nie jestem zwolennikiem twierdzenia ze z'ewangelizowany chrzecijanin musi życ we wspólnocie rozumianej jako mała grupa pastoralna
Z tym się zgadzam.
Ale wtedy taka osoba jest niemierzalna, co oczywiście pokazuje niedoskonałość wszelkich wskaźników mierzących ewangelizację. Ale lepsze niedoskonałe niż żadne.
A swoją drogą ciekawe ile jest takich osób, które po kerygmacie ulicznym autentycznie się nawróciły i nie trafiły do żadnej wspólnoty.
Możliwa jest też sytuacja, że osoba trafia do innej wspólnoty niż ta co ewangelizowała i wtedy też jest niemierzalna.
Pamiętajmy że jednak Kościół jako całość to też wspólnota - nie mówiąc już o najstarszej wspólnocie religijnej tj. rodzinie.
Talmid napisał(a):Jednak osoby odpowiedzialne za ewangelizację potrzebują jakiś statystyk do porównania zarówno efektywności narzędzi, jak i skuteczności konkretnych osób i zazwyczaj przyjmuje się do pomiaru skuteczności ewangelizacji ulicznej dwa wskaźniki: ilość osób, które przyjęły cały kerygmat na ulicy, a potem ile tych osób przyszło do wspólnoty. Bądźmy realistami trzeba to jakoś monitorować
To coś zupelnie jak u ŚJ :diabelek:
Stron: 1 2 3 4 5 6
Przekierowanie