Forum Ewangelizacyjne e-SANCTI.net

Pełna wersja: Sens cierpienia, dążenie do Świętości
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5
frater napisał(a):Każdego człowieka żyjącego w `Stanie Łask` prowadzi DUCH ŚWIĘTY.
I jeżeli żyjemy w stałej JEGO obecności, nie ma możliwości byśmy sami nie mogli odzielić Objawień dobrych od złych (pochodzących od tego z ogonem)

:coo: Dziwne tylko czemu Betanki ( a dokładniej przełożona) nie odróżniły objawień dobrych :aniol: od złych :evil: .
Bioman, ale to może należy przyczepić do tematu o eks-betankach :coo:
W temacie:
Polecam "Postawy wobec cierpienia w Biblii", autorstwa Mieczysława Guzewicza.
Cytat:To mi tchnie herezją, która w wiekach XIII/XIV przyczyniła się do powstania sekt biczowników.

czyżby włosiennica była słabo znana?
Nosiło ją wielu Świętych i Błogosławionych Kościoła Katolickiego m.in. Franciszek z Asyżu, Teresa z Avila, Ignacy Loyola, Tomasz Morus, Franciszek Salezy, Jan Maria Vianney, Teresa z Lisieux, Faustyna Kowalska, Ojciec Pio, Maksymilian Kolbe, Klara z Asyżu, Edyta Stein, Józef Sebastian Pelczar, Matka Teresa z Kalkuty.
Matt Talbot także - proces Beatyfikacyjny trwa.

Wiemy z Objawień, że godzina rozważań Męki PANA JEZUSA (nie mylić z klepaniem wierszyków) daje więcej niż rok biczowania się do krwi.

Proponuję odmawiać Drogę Krzyżową na sznurku z zawiązanymi supełkami oznaczającymi poszczególne Stacje (sznurek nosimy przy pasku jako przypominacz i narzędzie)
3-3-3-4-2
niektórzy odmawiają 15 stację - Zmartwychwstanie PANA JEZUSA
Papież Jan Paweł II codziennie odmawiał Drogę Krzyżową

Pokój i Dobro
"Miłość moja jest bez granic, spójrz na krzyż mogę znowu umrzeć na nim. Tylko przyjdź proszę przyjdź otworzyłem tobie drzwi wszystkie drzwi Mego serca."

Sens cierpienia wisi na krzyżu.

[Obrazek: JEZUS1.GIF]
frater napisał(a):czyżby włosiennica była słabo znana?
A jak ma się to do sekt biczowników, o który wyżej wzmiankowałem?
Kochany Bracie w cytacie nie wskazywałem autora

Ogrom Łask jest z medytacji codziennej Drogi Krzyżowej.

`3-3-3-4-2`

oznacza grupy supełków na sznurku

Nowym Adamem jest PAN JEZUS, a Nową Ewą jest współcierpiąca w Drodze Krzyżowej Mamusia Święta

sznurek może być np. niebieski - Maryjny
może być np. noszony pod habitem lub na pasku na wierzchu (także przez dzieci) - nie wygląda zbyt pięknie więc o imponowaniu innym nie ma tu mowy

ja odmawiam poszczególne stacje tak;

„Kłaniamy CI się PANIE JEZU CHRYSTE i Błogosławimy TOBIE, żeś przez Krzyż i Mękę SWOJĄ świat odkupić raczył”

następnie medytacja dotycząca stacji

„Któryś za nas cierpiał Rany JEZU CHRYSTE Zmiłuj się nad nami i Ty, któraś współcierpiała Mamusiu Święta Bolesna, przyczyń się za nami.”

ostatnia stacja 15 to Zmartwychwstanie PANA JEZUSA


Pokój i Dobro
frater napisał(a):Kochany Bracie w cytacie nie wskazywałem autora
Alez przecie są to moje słowa:
Cytat:To mi tchnie herezją, która w wiekach XIII/XIV przyczyniła się do powstania sekt biczowników.
:mrgreen:

A co do Via Crucis: owocne to nabożeństwo, co nie podlega dyskusji.
Osobiste dźwiganie Krzyża z chwilą upublicznienia zmniejsza wynikające z Niego Łaski

każdy z Nas może poprosić o Krzyż i może być wysłuchany. Nie jest on nigdy większy od tego, który jesteśmy wstanie unieść.




np. Św. Rita miała stygmat Korony Cierniowej

UDZIAŁ W CIERPIENIACH ZBAWICIELA - STYGMAT CIERNIA
Siostra Rita chciała się we wszystkim upodobnić do Boskiego Mistrza. Aby cierpieć jak On nosiła włosiennicę, biczowała się kilka razy w ciągu dnia tak mocno, że jedna z sióstr znalazła ją kiedyś nieprzytomną w celi. Jednak jej to nie wystarczało. W roku 1443, w okresie Wielkiego Postu rekolekcje głosił znany franciszkanin. Cała wioska chciała go usłyszeć. Siostry także należały do grona słuchaczy.
W Wielki Piątek kiedy wyjaśniał z wielkim realizmem boleści Zbawiciela, siostra Rita błagała Pana, by móc odczuć ból przynajmniej jednego z cierni Jego korony... I nagle jeden z gipsowych cierni wielkiego krucyfiksu oderwał się i spadł na sam środek jej czoła. Ból był tak straszny, że siostra Rita straciła przytomność. Nazajutrz rana powiększyła się i zaczęła wydzielać nieprzyjemną woń. Rana nie goiła się. Odpychający zapach pozostawał. Przeorysza ze względu na pozostałe siostry przeznaczyła jej więc celę w głębi korytarza.
Minęło kilka lat. Papież ogłosił rok 1450 rokiem jubileuszowym. Delegacja klasztoru miała wziąć udział w uroczystościach w Rzymie. Siostra Rita też wyraziła chęć pojechania. Przeorysza chętnie by ją wysłała, jednak z jej raną ropiejącą i cuchnącą...! Podróż była niemożliwa. Siostra Rita była głęboko przekonana, że w stosownym czasie zostanie uzdrowiona. Rzeczywiście na kilka dni przed wyjazdem zakonnic, na czole nie było widać najmniejszego śladu stygmatu, choć nie zniknął ból. Przeorysza umieściła ją więc na czele delegacji. Siostry po drodze zastanawiały się, czy mają dość pieniędzy na dotarcie do celu, Rita widząc w ich zachowaniu brak wiary w Opatrzność, na oczach przerażonych zakonnic, wrzuciła wszystkie pieniądze do potoku. Niczego im nie zabrakło ani w drodze do Rzymu, ani w drodze powrotnej.

OSTATNIE CHWILE ŻYCIA
Po powrocie do Cascia, zgodnie z prośbą siostry Rity stygmat znowu pojawił się na jej czole, a z nim odrażający odór. Siostra podjęła na nowo życie w całkowitym odosobnieniu, rozmyślając nad Męką Zbawiciela i poszcząc. Karmiła się jedynie Eucharystią.
W 1457 r. była już całkowicie wyczerpana życiem pełnym cierpień i pokuty. Zbliżał się jej koniec i nikt w to nie wątpił. Siostra przydzielona jej jako pielęgniarka lękała się każdego wejścia do celi tak bardzo odpychała woń wydobywająca się z rany. Ritę odwiedzała jednak kuzynka, zwróciła się więc do niej z zaskakującą prośbą. Miała przynieść jej różę z krzaka rosnącego w ogrodzie, którym kiedyś się zajmowała. Trwała surowa zima! Ziemię pokrywał śnieg, więc wszyscy sądzili, że chora majaczy. Jednak kuzynka zaciekawiona poszła i wbrew oczekiwaniu wszystkich znalazła przepiękną różę o wspaniałym zapachu. Urwała ją i przyniosła Ricie. Sadzonka tej róży włożona do ziemi klasztornego ogrodu rośnie tam od pięciu wieków.
Innym razem Rita poprosiła o przyniesienie fig z jej dawnego figowca. I tym razem kuzynka znalazła w ogrodzie wszystkie drzewa ogołocone: pobawione liści i owoców... z wyjątkiem figowca. Tylko na nim znajdowały się dwie wspaniałe figi. Urwała je i zaniosła chorej.
Z każdym dniem chorej ubywało sił. Pewnego dnia oświadczyła, że zjawił się jej Pan Jezus ze Swą Matką. Na jej pytanie: «Kiedy, mój Jezu, będę mogła posiąść Ciebie na zawsze?», otrzymała odpowiedź: «Za trzy dni będziesz ze Mną w Niebie.»
Siostra Rita poprosiła o sakramenty. W dniu zapowiedzianym przez Jezusa poprosiła przeoryszę o błogosławieństwo. W chwilę po jego otrzymaniu jej życie łagodnie zgasło. Było to 22 maja 1457 roku.
I tak Święta odeszła do Nieba. Dzwon w klasztorze sam ogłosił to zdarzenie. Cela, do której nikt nie chciał się zbliżyć z powodu wywołującego mdłości odoru rany, napełniła się światłem i cudnym zapachem. Można naprawdę powiedzieć, że Rita umarła otoczona zapachem świętości.
Jedna z sióstr w klasztorze miała sparaliżowane ramię. Kiedy pochyliła się nad zmarłą, by ją pocałować prostując się stwierdziła, że jej ramię zostało w jednej chwili uzdrowione. Ciało siostry Rity, umieszczone w bazylice w Cascia, od ponad 5 wieków zachowuje się w doskonałym stanie.

KULT ŚWIĘTEJ RITY
Kult Świętej rozpoczął wraz z jej śmiercią. Cuda nie przestały się mnożyć: uzdrowienia i nawrócenia. O jednym z pierwszych doniósł wiejski stolarz. Nie mógł już wykonywać zawodu z powodu paraliżu i deformacji ręki. Przyzywał więc wstawiennictwa św. Rity wystawionej na śmiertelnym łożu. Obiecał, że jeśli odzyska władzę w ręce, wykona dla niej trumnę. Ledwie skończył modlitwę, stwierdził, że ręka odzyskała swobodę ruchów i rzeczywiście on wykonał trumnę, w której złożono ciało. Po 3 dniach od śmierci św. Rity liczba cudów stale wzrastała. Czas mijał i trzeba było pochować zmarłą. Jednak jej ciało pozostawało nienaruszone i nadal wydzielało piękny zapach. Postanowiono więc zachować je w kaplicy, pod ołtarzem. I tak nigdy nie złożono go w ziemi.
W roku 1595 kiedy napływ pielgrzymów zbytnio przeszkadzał wspólnocie zakonnej, zadecydowano przenieść ciało Świętej do wiejskiego kościoła. Było to wygodniejsze i dla sióstr i dla pielgrzymów.
W kilka lat później na stolicy Piotrowej zasiadł Urban VIII. Jedna z jego siostrzenic zainteresowana życiem i sławą Rity, przekonana o jej świętości udała się do Rzymu przedstawić tę sprawę do szczegółowego zbadania. Papież powołał komisję. Mając przed sobą niezniszczone od 170 lat ciało, wydzielające nadal piękny zapach i po zbadaniu akt stwierdzających liczne cuda, przypisywane wstawiennictwu Rity, doniesienie komisji było tak przychylne, że Urban VIII podpisał dekret o beatyfikacji w roku 1628.
Ceremonia odbyła się w kościele parafialnym w obecności niezliczonego tłumu. Wywołało to niewyobrażalne przepychanie się, a co za tym idzie - nieporządek, krzyki wygrażających sobie osób. Ponieważ cuda nie były naszej Świętej obce... podniosła głowę, otwarła oczy i spojrzała na przepychających się. Natychmiast zapadła cisza! Jeszcze wiele razy powtórzył się cud otwarcia oczu.
Papież Leon XIII kanonizował ją 24 maja 1900 roku, wyznaczając jej święto na dzień 22 maja.



Pokój i Dobro
Tak... czytałam kiedyś o św. Ricie... dostała dokładnie to o co prosiła...
Uważam, że cierpienie nie ma żadnego sensu i nikt mnie nie przekona, że jest inaczej. Ma ono wpływ destrukcyjny na człowieka. Wiem to z własnego doświadczenia. Kiedy dotknęło mnie cierpienie,którego nie umiałam udźwignąć, przeklinałam własne życie i nie miało ono dla mnie żadnego sensu, a wiara bardzo mocno się wówczas zachwiała i oddaliłam się na długo od Boga.
aga napisał(a):Uważam, że cierpienie nie ma żadnego sensu i nikt mnie nie przekona, że jest inaczej.
Czyżby? Gdyby nie miało sensu, uważasz, że Jezus poszedł by na swoja mękę i krzyż? Przecież był wszechmogący. Mógł zbawić świat zupełnie inaczej - lżej, przyjemniej, bez tego całego krzyża. Jednak wybrał krzyż. Jak myślisz, czemu?
Pozwolę sobie zacytować jednego wspaniałego duszpasterza z Olsztyna: "Wiarą trzeba żyć na maxa. Bo jeśli nie żyje się nią na maxa, każdy krzyż będzie dla nas cierpieniem, a ma być przede wszystkim ZBAWIENIEM - ma prowadzić do zbawienia."
Zauważ, że życie nie kończy się na krzyżu. Jezus zmartwychwstał. Na krzyżu nasze życie dopiero się zaczyna Uśmiech

[ Dodano: Sro 25 Lip, 2007 17:02 ]
aga napisał(a):Kiedy dotknęło mnie cierpienie,którego nie umiałam udźwignąć, przeklinałam własne życie i nie miało ono dla mnie żadnego sensu, a wiara bardzo mocno się wówczas zachwiała i oddaliłam się na długo od Boga.
No cóż, pierwszą reakcją człowieka na jakikolwiek ból, czy cierpienie jest odruch obronny: chęć odrzucenia tego bólu/cierpienia, kategoyczne pozbycie się go. To naturalne. Ale cierpieniu czy to fizycznym, czy duchowym jest głęboki sens, a ten sens został nadany właśnie przez Jezusa.
Jednak mnie nie przekonałaś. Wydaje mi się, że człowiek wierzy w sens cierpienia dopóty, dopóki go ono osobiście nie dotknie. Na szczęście pewne rzeczy mam już za sobą.
aga napisał(a):Uważam, że cierpienie nie ma żadnego sensu i nikt mnie nie przekona, że jest inaczej.
A ja podejmę się tego wyzwania. Zrobię to za pomocą książki ks. Marka Dziewieckiego pt. "Siódmy rozdział" i Biblii. Najważniejsze jest aby zacząć, więc z braku pomysłu na rozpoczęcie cytacik:
Cytat:Życie człowieka jest jak księga, w której zapisane są różne wydarzenia(...)Wiemy, że szatan jest władcą ciemności.(...) Panuje nad tymi kartami naszej księgi, które nie zostały wyjaśnione światłem Ewangelii i blaskiem Chrystusa.(...) To są sklejone karty tworzące jeden rozdział.(...)Boimy się tego.(...)Są tam uczucia żalu, złości, nienawiści, niechęci, pragnienia odwetu, bólu, rozpaczy, bezsilności, lęku i niepokoju.(...) Trzymamy to wszystko w ciemnościach(...) należy to do szatana
aga napisał(a):Kiedy dotknęło mnie cierpienie,którego nie umiałam udźwignąć, przeklinałam własne życie i nie miało ono dla mnie żadnego sensu, a wiara bardzo mocno się wówczas zachwiała i oddaliłam się na długo od Boga.
Wcale się nie dziwię, sama kiedyś zrobiłam dokładnie to samo. Cierpienie jest pałeczką szatana. On to doświadczenie chce wykorzystać do swoich planów. W takich chwilach najłatwiej jest mu zwieść nas na złą drogę... Przypatrzmy się temu w świetle Biblii...
Cytat:Joba 5:17-18
17. Szczęśliwy, kogo Bóg karci, więc nie odrzucaj nagan Wszechmocnego.
18. On zrani, On także uleczy, skaleczy - i ręką swą własną uzdrowi.

Koh 1:17-18
17. I postanowiłem sobie poznać mądrość i wiedzę, szaleństwo i głupotę. Poznałem, że również i to jest pogonią za wiatrem,
18. bo w wielkiej mądrości - wiele utrapienia, a kto przysparza wiedzy - przysparza i cierpień.

2 Tm 1:12
12. Z tej właśnie przyczyny znoszę i to obecne cierpienie, ale za ujmę sobie tego nie poczytuję, bo wiem, komu uwierzyłem, i pewien jestem, że mocen jest ustrzec mój depozyt aż do owego dnia.

2 Mch 7:36
36. Teraz bowiem nasi bracia, którzy przetrwali krótkie cierpienia prowadzące do wiecznego życia, stali się uczestnikami [obietnic] przymierza Bożego.

2 Kor 4:8-10
8. Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy;
9. znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy.
10. Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele.

1 Ptr 2:20-24
20. Co bowiem za chwała, jeżeli przetrzymacie chłostę jako grzesznicy? - Ale to się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia.
21. Do tego bowiem jesteście powołani. Chrystus przecież również cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami.
22. On grzechu nie popełnił, a w Jego ustach nie było podstępu.
23. On, gdy Mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie groził, ale oddawał się Temu, który sądzi sprawiedliwie.
24. On sam, w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo, abyśmy przestali być uczestnikami grzechów, a żyli dla sprawiedliwości - Krwią Jego zostaliście uzdrowieni.

1 Ptr 5:10
10. A Bóg wszelkiej łaski, Ten, który was powołał do wiecznej swojej chwały w Chrystusie, gdy trochę pocierpicie, sam was udoskonali, utwierdzi, umocni i ugruntuje.

2 Kor 12:9-10
9. lecz /Pan/ mi powiedział: Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali. Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa.
10. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny.
(BT)
Jak widać cierpienie nie jest czymś destrukcyjnym jeśli oddamy je w ręce Boga. Jeśli chcemy odnaleźć sens cierpienia musimy popatrzeć na nie z szerszej perspektywy, nie tylko na to, co się dzieje z nami w danej chwili. Musimy w tym widzieć coś więcej niż czubek naszego własnego nosa. Ostateczny sens cierpieniu bowiem nadaje Bóg. Jeśli spotka nas cierpienie pierwszą reakcją jest złość, szukanie winnego, i te ciągłe pytanie "Dlaczego mnie to spotyka!!! Dlaczego właśnie ja!!!" To normalne, że w takiej chwili nie myślimy o tysiącach osób, których również spotyka cierpienie, być może nawet gorsze od naszego, to normalne, że zamiast szukać u Boga pomocy, zwalamy wszystko na Niego i oddalamy się od Niego. To normalne, bo wtedy wkracza do akcji szatan. To on jest przecież panem naszego cierpienia. Ale czy tędy droga? Czy to wszystko nam pomaga? Nie.
aga napisał(a):Ma ono wpływ destrukcyjny na człowieka.
Bynajmniej to nie cierpienie ma destrukcyjny wpływ na człowieka. Ma go szatan, który zaczyna działać w obliczu naszego cierpienia. Cierpienie pokazuje też nasz stosunek do Boga.
Cytat:Joba 1:8-9
8. Mówi Pan do szatana: A zwróciłeś uwagę na sługę mego, Hioba? Bo nie ma na całej ziemi drugiego, kto by tak był prawy, sprawiedliwy, bogobojny i unikający grzechu jak on.
9. Szatan na to do Pana: Czyż za darmo Hiob czci Boga?
(BT)
Czy za darmo? Takie pytanie możesz postawić sobie ty. Czy za darmo czciłaś Boga? Jaki był twój stosunek względem Niego, jaka wiara, jaka miłość, jakie zaufanie, skoro wraz z przyjściem cierpienia tak się załamałaś? Czy nie powinnaś odczytać tego cierpienia jako próby, na jaką wystawił cię Bóg? Już w tym aspekcie cierpienie to nabiera sensu. Bóg bowiem przez to poznaje twoje prawdziwe uczucia względem Niego. Łatwo jest kochać i wielbić Boga, gdy jest nam dobrze, gdy się nam powodzi. Ale gdy przyjdzie cierpienie.. jakże trudno wtedy powtórzyć za Hiobem: "Dobro przyjęliśmy z ręki Boga, czemu zła przyjąć nie możemy?"
Jednak to nie wszystko. Cierpienie ma jeszcze głębszy sens. Nabiera go gdy zrobimy to, co radzi ks.Marek Dziewiecki w swojej książce, a mianowicie...
Cytat:Prześledźmy niektóre wydarzenia, które w życiu Jezusa były "siódmym rozdziałem". Czytając o nich, pomyśl o swojej historii... Przekonaj się naocznie, że skoro krzyż Jezusa i Jego odrzucenie otworzyło niebo, to im bardziej jesteś podobny do Niego, tym bardziej On otworzy niebo i przed tobą...
1. Po narodzeniu Jezusa Herod urządził rzeź niewiniątek, chciał Go zabić...
2. Po kuszeniu na pustyni Jezus udał się do swojego rodzinnego miasta, gdzie chciano go strącić ze zbocza góry. Został odrzucony przez najbliższych...
3. Jezus niejednokrotnie przekraczał szabat. Faryzeusze atakowali Go za to, bo nie życzyli sobie takiego zachowania...
4. Przez swoich Jezus odbierany był jako dziwak, bo przecież wszyscy wiedzieli czyim jest synem...
5. Gorszono się widząc go z celnikami, grzesznikami...
6. Opuścili go nawet apostołowie. Spali, gdy potrzebował ich pomocy w cierpieniu.. Prosił ich o pomoc, ale uzyskał obojętność... ponownie zasnęli..
7. Judasz przyszedł do Jezusa ze zgrają uzbrojonych w kije i miecze ludzi i zdradził go pocałunkiem...
8. Piotr 3 razy się Go zaparł... Piotr, ten którego imię oznacza "opoka"... ten na którym Jezus zbudował Kościół i któremu dał klucze do królestwa niebieskiego...
9. Jeden z apostołów odciął mieczem ucho jednego z żołnierzy.. w ten sposób wyładował złość na Judasza..
10. Na sądzie u Kajfasza i Annasza składane były przeciw niemu fałszywe dowody... a On się nie bronił..
11. Kajfasz rozdarł szaty i oskarżył Jezusa o bluźnierstwo... a pozostali Go bili i policzkowali...
12. A Szymona z Cyreny trzeba było przymusić do tego, aby pomógł nieść Jezusowi krzyż...
13. Jezus umiera wołając... "Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił!?"

Im bardziej jesteś podobna do Jezusa, tym większy twój udział w Jego męce, tym większy twój udział w Jego zbawieniu, tym większa wartość twojego życia i twoja. Popatrz na krzyż. Nie widzisz sensu... Pomyśl logicznie, jak Jezus będąc Bogiem mógł sam siebie opuścić? Paradoks... Po co? Żeby być jak najbardziej podobnym do ciebie, gdy dotyka cię cierpienie.
Myślisz, że Jego nie ma wtedy, gdy ciebie spotyka coś złego... Wręcz przeciwnie, jest wtedy najbliżej ciebie... Gdy ciebie dotyka cierpienie, On cierpi razem z tobą, gdy ty upadasz pod ciężarem problemów, On upada razem z Tobą, idzie razem z tobą przez to życie, krok w krok, nie odstępuje, nawet jeśli ty się od Niego odwrócisz, czeka, aż podasz Mu rękę, czeka na to, że Go pokochasz, że Mu zaufasz.... Bo im więcej cierpienia ciebie dotyka, tym bardziej cię kocha, przez to podobieństwo do Niego...

Myślisz pewnie.... co znaczą te słowa? czym one są? jakie prawo mam do tego, żeby w taki sposób coś tłumaczyć? ile w tym jest prawdy?
aga napisał(a):Wydaje mi się, że człowiek wierzy w sens cierpienia dopóty, dopóki go ono osobiście nie dotknie.
Cóż... Jeśli ktoś wtedy traci wiarę oznacza to jedynie, że jej nigdy nie miał, albo, że była za bardzo słaba.

Moje słowa nie są puste... Przez te 17 lat doznałam naprawdę wiele cierpienia. Nie chcę się teraz rozczulać nad sobą, więc pozostaje ci uwierzyć mi na słowo. Mam do naprawienia całe życie... serce mam poszatkowane, psychikę zjechaną na maxa... Już nic nie jest w stanie zadać mi większego bólu od tego, który był, nic nie jest w stanie mnie ruszyć... Straciłam coś, co nazywa się wrażliwość... I mówię tobie dziś z pełną świadomością swoich słów.... Z JEZUSEM WSZYSTKO MA SENS, Z NIM NAJWIĘKSZY SENS MA WŁAŚNIE CIERPIENIE. Jeśli chcesz aby cierpienie nie było czymś destrukcyjnym, jeśli chcesz, aby było owym doświadczeniem, w którym można znaleźć coś dobrego, aby było złem, z którego wynika dobro, aby było wartościowe i miało sens NIE ODWRACAJ SIĘ OD BOGA przeżyj to z Nim, naprawiaj to z Nim...
Przyznaję, że piszesz dużo mądrych rzeczy i ja to wszystko niby wiem. Niby moje cierpienie miało sens, bo doprowadziło ostatecznie do dobra. Gdyby nie to, wiele innych rzeczy by się nie zdarzyło, ja jednak chyba nie do końca się z tym pogodziłam. Może nie umiem jeszcze Bogu "wybaczyć".
Stron: 1 2 3 4 5
Przekierowanie