Forum Ewangelizacyjne e-SANCTI.net

Pełna wersja: Czy Pan Bóg potrzebuje rozgłosu?
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5
Zgadzam się z Tobą. Bóg nie potrzebuje rozgłosu (jak by chciał to by każdemu włożył Ewangelię do głowy wprost - z tym że wówczas chyba byłoby to naruszenie naszej wolności ?) , ale w swojej łaskawosci dał nam zaszczyt uczestniczenia w głoszeniu Słowa. W tym sensie (głoszenia) rozgłos jest OK.
Ale - jak kazdy boży dar w rękach ludzkich - budzi to też pewne zagrożenia. Pisał na ten temat kardynał Ratzinger :
(podaję za http://www.apologetyka.katolik.pl/odnowa.../index.php)
Cytat:Dlatego poszukujemy – poza tą ewangelizacją permanentną, która nigdy nie została i nie może zostać przerwana – nowej ewangelizacji, zdolnej dotrzeć do świata, nie objętego ewangelizacją «klasyczną». Wszyscy potrzebują Ewangelii; Ewangelia jest przeznaczona dla wszystkich, a nie tylko dla zamkniętego kręgu ludzi, mamy zatem obowiązek szukać nowych dróg, by dotrzeć z nią do wszystkich.

Tu jednak kryje się także pewna pokusa – pokusa niecierpliwości, pokusa dążenia do natychmiastowego, wielkiego sukcesu, pokusa wyścigu do wielkich liczb. To wszakże nie jest metoda Boża. Do Królestwa Bożego, a więc także do ewangelizacji, która jest narzędziem i nośnikiem Królestwa Bożego, odnosi się przypowieść o ziarnku gorczycy (por. Mk 4, 31-32). Królestwo Boże rozpoczyna się wciąż na nowo od tego znaku. Nowa ewangelizacja nie może być próbą natychmiastowego przyciągnięcia – za pomocą nowych, bardziej wyrafinowanych metod – wielkich mas ludzi, którzy oddalili się od Kościoła. Nie, nie na tym polega obietnica nowej ewangelizacji. Podjąć nową ewangelizację znaczy: nie zadowalać się tym, że z ziarnka gorczycy wyrosło wielkie drzewo Kościoła powszechnego, nie sądzić, że to wystarczy, jeśli w jego listowiu mogą się zagnieździć najróżniejsze ptaki, ale zdobyć się na odwagę rozpoczęcia od nowa, z pokorą – od skromnego ziarenka, pozwalając Bogu zrządzić, kiedy i jak ma się ono rozwinąć (por. Mk 4, 26-29). Wielkie sprawy zawsze zaczynają się od małego ziarenka, a masowe ruchy są zawsze nietrwałe. W swojej wizji ewolucji Teilhard de Chardin mówi o «bieli początków» (le blanc des origines): początek nowych gatunków jest niedostrzegalny i nie może zostać odkryty drogą naukową. Źródła są ukryte i zbyt małe. Inaczej mówiąc: wielkie sprawy mają skromne początki. Zostawmy na boku kwestię, czy i w jakiej mierze Teilhard ma rację w swoich teoriach ewolucjonistycznych; zasada niedostrzegalnych początków ukazuje nam prawdę obecną w Bożym działaniu w dziejach: «Wybrałem cię nie dlatego, żeś jest wielki, przeciwnie – jesteś najmniejszym z ludów; wybrałem cię, bo cię miłuję» – mówi Bóg do Izraela w Starym Testamencie, wyrażając w ten sposób podstawowy paradoks dziejów zbawienia. To prawda, Bóg nie przywiązuje wagi do wielkich liczb, zewnętrzna potęga nie jest znakiem Jego obecności. Wiele Jezusowych przypowieści wskazuje na taką właśnie logikę Bożego działania, odpowiadając w ten sposób na obawy uczniów, którzy oczekiwali od Mesjasza zupełnie innych sukcesów i znaków – sukcesów w rodzaju tych, jakie proponował Chrystusowi Szatan: dam Ci to wszystko, wszystkie królestwa świata… (por. Mt 4, 9). Co prawda, Paweł pod koniec swego życia był przekonany, że zaniósł Ewangelię aż po krańce ziemi, ale chrześcijanie tworzyli wówczas małe wspólnoty rozproszone po świecie i wedle doczesnych kryteriów byli pozbawieni znaczenia. W rzeczywistości jednak byli odrobiną zaczynu, który od wewnątrz przenika ciasto, i nosili w sobie przyszłość świata (por. Mt 13, 33). Stare przysłowie powiada: «Sukces nie jest imieniem Bożym». Nowa ewangelizacja musi wpisać się w tę tajemnicę ziarnka gorczycy i nie powinna zabiegać, aby natychmiast wyrosło z niego wielkie drzewo. Żyjemy albo osłonięci wielkim drzewem, które już wyrosło, albo w niecierpliwym oczekiwaniu, żeby wyrosło drzewo jeszcze większe, jeszcze bardziej żywotne – a powinniśmy przyjąć tajemnicę, że Kościół jest zarazem wielkim drzewem i małym ziarenkiem. W dziejach zbawienia zawsze trwa jednocześnie Wielki Piątek i Niedziela Wielkanocna…
Przecież to oczywiste! Choć Bóg musiał mi nie jedno pokazać, abym to zrozumiał --> chodzi o przytoczona wypowiedź kard. Ratzinger'a! Osoboście dla mnie jest bardzo ważne, by słuchac co chce robić Bóg. Zawsze powinnyśmy robić dzieła Boga, a nie dzieła dla Niego....

Pozdrawiam.
głosu Boga trzeba słuchać, to fakt. Ostatnio przekonałem się o tym dotkliwie przy jednej osobie, która potrzebowała doświadczyć Boga, choć siedzi już w Odnowie, jest w niej nawet potrzebna. Tyle że jeszcze nie doświadczyła miłości Pana. Na Filipa poszła tylko dlatego, że poszli przyjaciele. Chcieliśmy z przyjaciółką ogłosić jej kerygmat (na pielgrzymce), ale Bóg pokazał, że On tego nie chce. Po prostu wlał takie przekonanie w nasze serca. I jak tu się wybijać? Ale wola Pana jest najpełniej ukazana w Piśmmie Świętym. Tam jest mowa (pewnie przekręcę, za co przepraszam): "Jeśli wy przestaniecie głosić, kamienie wołać będą". Ksiądz Waldek Grzyb też długo modlił się o rozeznanie, czy kurs Paweł ma być przez niego zorganizowany, czy nie. Nie można rozdzielać Głoszenia od modlitwy o rozeznanie czy za ludzi (już w trakcie jakiegokolwiek kursu). Nie można się tym w ogóle nie interesować. Wydaje mi się, że ewangelizacja to obowiązek chrześcijanina nawet, jeśli jest ona najprostrza, np. poprzez przykład czy świadectwo z życia. Pewnie, że Bóg jest wszechmocny i sam może sprawić, żeby każdy uwierzył, ale po co wtedy byliby apostołowie? (tylko do prowadzenia, a la biskupi?) Każdy z nas jest ziarnkiem pięknego kwiata w naszych otoczeniach, które najpierw musi samo rozkwitnąć a potem, gdy kwiat się już rozwinie, wiatr wieje i rozsiewa nasze ziarna w inne serca.
Co do kursów duże znaczenie ma w nich podejście i oczekiwania uczestnika. Moc Pana jest ogromna i te oczekiwania mogą być niczym w porównaniu z tym, co się wydarzy, ale to nam może zaoszczędzić wielu dołów. Ja na Filipa poszedłem z pragniemniem uzyskania zaufania Jezusowi (takiego prawdziwego, z serca) i zdobyłem jeszcze więcej.
Mógłby ktoś pokazać mi wady kursu Filip? Ja ich nie widzę, a chciałbym od razu działać i ich nie popełniać (np. na moim Filipie nie było momentu, w którym wychodziliśmy na ulicę i głosiliśmy Pana. Przecież filip to osobiste spotkanie z Jezusem). Nie musi być tu na forum, można bezpośrednio do mnie na gg. Z góry dziękuję
Tak jak pioszesz Piotrek, ze kurs "Filip" jest osobistym spotkaniem Boga. Na tym kursie nie wychodzi i nie glosi sie. Jak juz doszlismy na tym FORUM, ze jest to kurs emocjonalny, dlatego takich ludzi podrajcowanych nie powinno sie puszcac gdzies w celu ewangelizacji. Niech to sie wszystko ulozy.
Daidoss napisał(a):Niech to sie wszystko ulozy.
Chyba ulezy Język
Ja po swoim Filipie mialem duzy zapal do ewangelizacji. Ale fakt potem to troszq wygasa biorac jeszce pod uwage to, ze zabardzo nie wiem jak.
Ale moja odpowiedzia jest to, ze trzeba gloscic Jezusa nie tylko w kosciele (jako budynek).
Piotrek napisał(a):Czy Pan Bóg potrzebuje rozgłosu?

Tak, bo sam nakazał mówić o Sobie samym: Idźcie i nauczajcie wszystkie Narody!!

Znaczy to przede wszystkim, aby ludziom poprzez łaskę swego powołania dawać znaki Bożej Obecności i łaskawości w życiu tych, którzy są Bartymeuszami czasów współczesnych, Zacheuszami w wyścigu szczurów, Mateuszami finansjery, bogatymi młodzieńcami polityki, etc.
Też się zgadzam z twierdzeniem, że BÓg potrzebuje rozgłosu.
W formacji SNE istnieje kurs Paweł, na którym mówi się o sposobach głoszenia.
Może to nie Bóg tego potrzebuje, ale człowiek, żeby usłyszeć Oczko
Bóg może uczynić w naszym kierunku tysiąc kroków, ale ten jeden w Jego kierunku - ten musimy zrobić sami. Karl Rahner formułując tę myśl doskonale oddał o treść tego, o czym piszesz Anniko
Cytat:Może to nie Bóg tego potrzebuje, ale człowiek, żeby usłyszeć

Jest taki fragment w Księdze Samuela (chyba drugiej), gdzie są słowa:
"Mów Panie, bo sługa Twój słucha."
Wydaje mi się, że odnosi się to do każdego z nas, każdy z nas musi sam usłyszeć głos Boga. Bóg jest Wszechmogący, ale jednego nie chce robić (choć może): zmuszać człowieka do posłuszeństwa siłą. To człowiek musi go chcieć słuchać.
Podobnie ma się rzecz ze słowami rozpoczynającymi modlitwę żydowską: "Słuchaj Izraelu..." Rzecz podstawowa w kontakcie z Bogiem, to słuchanie Go. My mówimy do Niego nieustannie, nieraz różne bzdury, ale czy potrafimy go słuchać?
Cytat:"Mów Panie, bo sługa Twój słucha."
Shemma`l Israel :!:

Wiara rodzi sie ze słuchania i konteplacji
Dlatego wciaz musimy sie uczyc modlitwy , ktora - poza tym , ze winna byc najpierw uwielbieniem i dziekczynieniem , to winna byc nieustannym wsluchiwaniem sie w to co Bog do nas mowi. Niestety tego nie umiemy jeszcze dobrze robic i bardzo dobrze, ze Ks. Marek mocno na to zwraca uwage. Wystarczy zaobserwowac sposob modlitwy wielu modlacych sie ludzi. Glowny ciezar polozony jest na proszenie- czyli mowienie- mowienie i mowienie, a nie sluchanie Boga.
kazimierz napisał(a):Glowny ciezar polozony jest na proszenie- czyli mowienie- mowienie i mowienie, a nie sluchanie Boga.
To tez jest zrozumiałe Panie Kazimierzu. Człowiek jest najsłabszym ze wszystkich stworzeń na ziemi - jeśli go pozbawić techniki, narzędzi, etc. Po drugie, człowiek to też wielki egoista - w wyniku grzechu pierworodnego, chyba nade wszystko. A także sklerotyk: zapomina, iz jest Obrazem i Podobieństwem Bożym. W związku z tym nie pamięta także o tym, że jeśli Bóg stwarzając świat i człowieka, mówi: Jest to dobre, to jest to nic innego, jak stwierdzenie: cieszę się, że jesteś człowieku. Albo jeszcze inaczej: Jeśli Chrystus mówi: "wy jesteście solą, wy jesteście światłem", to tak jakby mówił: "Wy jesteście niezbędni w tym świecie, potrzebni i ważni". Ważność ta jest zapewniona Bożą troską o człowieka: "Ojciec niebieski wasz widzi czego wam potzreba", On karmi ptactwo, i ryby, i wszystko. Z naszej strony potrzeba zatem korzystać z tego wszystkiego z wdziecznością
Język Bóg przemawia do każdego z nas i w dosyć czasem żartobliwy sposób.Poprostu nas kocha. Czasami potrzebuje niemal trzęsienia ziemi, aby odnaleźć swe owieczki (nie traktować tego zdania dosłownie) czasem cichej podpowiedzi.Najlepiej słuchać Boga w cichości serca- do czego służy modlitwa.
Czasami stawia nas w takiej sytuacji .. Język Właśnie przed chwilą wróciłam z pewnego spotkania podczas którego rozważaliśmy Pismo Święte i doszło do bardzo ciekawego zdarzenia :oops: Nagle niemal byłam świadkiem jak pewna osoba niemal pociła się rozważając słowa ewangelii- chociaż usilnie chciała zinpretować te Słowa zupełnie obok siebie udowadniając , ze nie chodzi o nią to i tak temat jak bumerang powracał do niej. :oops: Myślałam ,że wybuchnę śmiechem- nie dlatego że czuję się lepsza, ale że naprawdę myślę ze po tym zdarzeniu ktoś troszeczkę będzie musiała ta osoba zastanowić nad sobą, Nawracajcie się i głoście ewangelię!!!. :aniol:
Cicho !

Cicho boską spełnić wolę,
Cicho bliźnim ulżyć dolę,
Cicho kochaj ludzi, Boga.
Cicho-oto święta droga!

Cicho z swymi dzielić radość,
Cicho wszystkim czynić zadość,
Cicho innych błędy znosić,
Cicho życzyć, błagać, prosić.

Cicho zrzec się, ofiarować,
Cicho ból swój w sercu chować,
Cicho jęki w niebo wznosić,
Cicho, skrycie, łzą się rosić.

Cicho kiedy ludzie męczą,
Cicho, gdy pokusy dręczą,
Cicho zmiany życia znieść,
Cicho krzyż z Jezusem nieść.

Cicho Jezus w Hostyi Sam,
Cicho-milcząc mówi nam:
Cicho ufaj Zbawcy Swemu,
Cicho tęsknij, wzdychaj, k”Niemu.

Cicho z cnoty zbieraj plon,
Cicho, aż nadejdzie zgon;
Cicho ciało spocznie w grobie,
Cicho da Bóg niebo Tobie

+Jan Kard.Puzyna

Co prawda nie jest to strona poezji , ale ten wiersz, który znalazłam w internecie bardzo pasuje do tematu!!!
Stron: 1 2 3 4 5
Przekierowanie