Forum Ewangelizacyjne e-SANCTI.net

Pełna wersja: Czy głoszenie musi być kerygmatyczne.
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4
Gerwaz napisał(a):Nie bardzo rozumiem dlaczego w tym twoim kerygmatycznym gloszeniu musi pojawic sie punkt o wspolnocie...

Nie bardzo rozumiem. Co gdzie i jak? Chodzi Ci, ze gloszenie powinno byc wspolnotowe? Czyli, ze Jezus wysylal po 2 i przynajmniej w 2 powinno sie ewangelizowac?
O co Ci chodzi?
Daidoss napisał(a):
Gerwaz napisał(a):Nie bardzo rozumiem dlaczego w tym twoim kerygmatycznym gloszeniu musi pojawic sie punkt o wspolnocie...

Nie bardzo rozumiem. Co gdzie i jak? Chodzi Ci, ze gloszenie powinno byc wspolnotowe? Czyli, ze Jezus wysylal po 2 i przynajmniej w 2 powinno sie ewangelizowac?
O co Ci chodzi?
Chodzi mi o to, ze za kazdy razem kiedy na forum pokrzykujesz "Badz zimny albo goracy!" popierajac to czasem "Inaczej cie wyrzygam z ust moich", to robisz to wtedy, kiedy jest mowa o wspolnocie. Tak, jakby tylko od tego zalezalo bycie goracym badz zimnym, a pomijasz wtedy znacznie wazniejsze sprawy, takie, jak milosc Boga i przebaczenie...

A na temat teg chodzenia po 2 to juz Marek sie wypowiadal, i okazalo sie, ze nie zawsze to musi byc "wspolnotowo". Poza tym to perfidny zabieg psychologiczny - 2 "ewangelizatorow" na 1 "ewangelizowanego"...
Gerwaz napisał(a):Chodzi mi o to, ze za kazdy razem kiedy na forum pokrzykujesz "Badz zimny albo goracy!" popierajac to czasem "Inaczej cie wyrzygam z ust moich", to robisz to wtedy, kiedy jest mowa o wspolnocie. Tak, jakby tylko od tego zalezalo bycie goracym badz zimnym, a pomijasz wtedy znacznie wazniejsze sprawy, takie, jak milosc Boga i przebaczenie...
Nie teraz napisalem ten fragment na podstawie, ze nie mozna chodzic do koscila a nie wierzyc, czy nie chodzic do kosciola a byc katolikiem. Bo to wszytsko sie razem laczy. Ale nie o tym teraz rozmawiamy Oczko A ten cytat bardzo mi sie podoba Uśmiech

Cytat:A na temat teg chodzenia po 2 to juz Marek sie wypowiadal, i okazalo sie, ze nie zawsze to musi byc "wspolnotowo". Poza tym to perfidny zabieg psychologiczny - 2 "ewangelizatorow" na 1 "ewangelizowanego"...
Wiesz ja jadac w autobusie i majac sytuacje aby komus opowiedziec o Jezusie nie bede dzwonil po kumpli aby byli ze mna bo tak wysylal nas Jezus. Ale chodzi to to, ze np w tamtym roku dziewczyna na woodstocku poszla sama ewangelizowac bo chciala byc madrzejsza od Jezusa i zostala pocieta przez satanistow. O takie sytuacjie mi chodzi. A pozatym gdy jedna osoba ewangelizuje druga moze sie modlic.
Gerwaz napisał(a):A na temat teg chodzenia po 2 to juz Marek sie wypowiadal, i okazalo sie, ze nie zawsze to musi byc "wspolnotowo". Poza tym to perfidny zabieg psychologiczny - 2 "ewangelizatorow" na 1 "ewangelizowanego"...

Doprawdy nie wiem co masz na myśli mówiąc wspólnotowo?!

Po pierwsze - może dla Ciebie jedynym odniesieniem jest Marek /z całym szacunkiem do niego, moja intencja chyba jest jasna/, jednak dla mnie pierwszym, w oparciu o którego buduje swoje poglądy jest Jezus! Tym badziej jeśli chodzi o misję głoszenia. Właśnie On wysyłał dwójkami apostołów i swoich uczniów aby rozgłaszali Dobrą Nowine o królestwie! Można w oparciu o to zastanawiać się, co to oznacza dziś, bo czasy się zmieniły. Jezus kazał również, aby odczytywać znaki czasu. Mimo wszystko powinnyśmy robić to, jakoś razem /mówię bardzo ogólnie/. Nie oznacza to, że jak nie należysz do jakieś grupy parafialnej nie możesz głosić! Jednak bardzo ważne dla mnie: łączność z pasterzem musi być, bo jesteśmy Kościołem i w jego imieniu to robimy - ewangelizujemy! Po drugie dlaczego od razu zakładasz, że prefidnie w przewadze osobowej "nachodzimy" tych, którym prganiemy głosić? Na swojej drodze może spotkasz jedną osobę, a może 10, tego nie wiesz! Zresztą chyba powinieneś mieć pretensje do Jezusa, gdyż On perfidnie wysłał swoich uczniów dwójkami.... Zresztą razem chyba raźniej.

Pozdrawiam :wink:
Daidoss napisał(a):Ale chodzi to to, ze np w tamtym roku dziewczyna na woodstocku poszla sama ewangelizowac bo chciala byc madrzejsza od Jezusa i zostala pocieta przez satanistow
Litosci... Czy chodzi o to, zeby zawsze miec przewage liczebna, to wtedy "ewangelizowani" beda na gorszej pozycji i ulegna, a jak nie to nam wp@!$#$la??

Niewazne - wrocmy do tematu...

[ Dodano: Sob 21 Sie 2004 14:03 ]
Gregoriano napisał(a):Zresztą chyba powinieneś mieć pretensje do Jezusa, gdyż On perfidnie wysłał swoich uczniów dwójkami.... Zresztą razem chyba raźniej.
Dlaczego mialbym miec pretensje? Bog naprawde posyla ludzi nie tylko grupami - to jeden z przypadkow, ale wcale tak byc nie musi. Wspomniany byl juz przyklad Filipa, mozna wziac pod uwage np. prorokow, ktorych rola byla podobna, a dzialali zwykle pojedynczo...
Gerwaz napisał(a):Dlaczego mialbym miec pretensje? Bog naprawde posyla ludzi nie tylko grupami - to jeden z przypadkow, ale wcale tak byc nie musi. Wspomniany byl juz przyklad Filipa, mozna wziac pod uwage np. prorokow, ktorych rola byla podobna, a dzialali zwykle pojedynczo...
Nie Jezus posylal nas grupkami. A tak samo jak dzis czy idziemy sami czy razem zalezy od nas. A piszesz o prorokach ST to nie miej za zle, ze jezus im wtedy tego nie powiedzial. I ich rola byla inna niz jest teraz nasza.
Gerwaz napisał(a):
Gregoriano napisał(a):Zresztą chyba powinieneś mieć pretensje do Jezusa, gdyż On perfidnie wysłał swoich uczniów dwójkami.... Zresztą razem chyba raźniej.
Dlaczego mialbym miec pretensje? Bog naprawde posyla ludzi nie tylko grupami - to jeden z przypadkow, ale wcale tak byc nie musi. Wspomniany byl juz przyklad Filipa, mozna wziac pod uwage np. prorokow, ktorych rola byla podobna, a dzialali zwykle pojedynczo...

Właśnie mi o to chodziło! Można ewangelizowac tak i tak, co do tego się zgadzamy!

Hmmm.... Prorocy to nie jest za najlepszy przykład jeśli chodzi o ewangelizację. Głównie byli /Jonasz jest wyjątkiem/ posłani do narodu wybranego. Natomiast nam przecież chodzi o misję poleconą przez Jezusa i o głoszenie Jego!

Pozdrawiam.

PS. Jakby co to odnośmy się do tematu przewodniego, bo "nieco" zboczyliśmy!
Gregoriano napisał(a):Hmmm.... Prorocy to nie jest za najlepszy przykład jeśli chodzi o ewangelizację. Głównie byli /Jonasz jest wyjątkiem/ posłani do narodu wybranego.
A tak naprawde kto bardziej od ludzi, ktorzy sa chrzescijanami tylko z nazwy (sytuacja taka jak w ST, kiedy prorocy szli wlasnie do Zydow, ktorzy z zalozenia powinni byc blisko Boga) potrzebuje ewangelizacji??? Jest nawet taka ksiazka - "Idzcie i ewangelizujcie ochrzczonych".

A czy gloszenie musi byc kerygmatyczne? Widze, ze macie takie zalozenie: od keygnatu do katechezy (ze tak to nazwe). I slusznie, bo najpierw sa podstawy, a potem cala reszta. Ale przeciez sytuacje zyciowe sa na tyle roznorodne, ze bardziej skuteczne moze byc "od katechezy do kerygmatu"... Mam nadzieje, ze wiecie o co mi chodzi Uśmiech
"To wieszczenie - kerygmat, kazanie lub katecheza - zajmuje tak wazne miejsce w ewangelizacji, ze czesto okresla sie je ta nazwa. Jednak jest to tylko czesc ewangelizacji."
" EVANGELII NUNTIANDI"
" EVANGELII NUNTIANDI" to jest taka ksiazka. Zwiazana z Magisterium Kosciola. Tam Jan XXIII prosi na Soborze II o Ducha Świetego.

@ Gerwaz: Tak naszym obowiazkeiem jest ewangelizacja ochrzczonych. A o tym, ze pierwszy powinien byc kerygmat a nie kartecheza to mowi sama praktyka.
Marek MRB napisał(a):"To wieszczenie - kerygmat, kazanie lub katecheza - zajmuje tak wazne miejsce w ewangelizacji, ze czesto okresla sie je ta nazwa. Jednak jest to tylko czesc ewangelizacji."
" EVANGELII NUNTIANDI"

Co chciałeś przez to pokazać? Wiadomo, że głoszenie słowem to nie wszystko, a wręcz to wstęp do czegoś konkretniejszego. Mówiąc, że głoszenie musi być kerygmatyczne miałem na myśli, iż "pierwsze musi być pierwsze", a nie że ewangelizacja to tylko kerygmat. Choć dokładnie nie wiem jaki miałeś zamiar dając ten cytat, który mimo wszystko fajnie ubogacił dyskusję.

Każdy z nas ma świadomość, tego co napisał papież. Natomist skupienie się tylklo na samym kerygmatycznym głoszeniu było by wręcz niewybaczalną pomyłką.

Gerwaz napisał(a):A czy gloszenie musi byc kerygmatyczne? Widze, ze macie takie zalozenie: od keygnatu do katechezy (ze tak to nazwe). I slusznie, bo najpierw sa podstawy, a potem cala reszta. Ale przeciez sytuacje zyciowe sa na tyle roznorodne, ze bardziej skuteczne moze byc "od katechezy do kerygmatu"... Mam nadzieje, ze wiecie o co mi chodzi

Znowu kręcimy sie w kółko. Gerwaz przecież to wiadome, że do każdej sytuacji należy podchodzić oddzielnie. tylko jeśli jest osoba, która jeszcze nie spotkała Jezusa, to nie będe jej mówił o np.: dogmacie nieomylności papieża! Jeśli, ktoś jeszcze nie wierzy w Boga, to będe głosił podstawy, będe głosił Jezusa. Natomiast jeśli ktoś potrzebuje jakieś rady, dalszego prowadzenia to będe pomagał na tylę ilę mogę /myślę tutaj o katechezie/. Tylko wtedy to już jest sytuacja, która nie jest przedmiotem naszej dyskusji. Mówimy o przepowiadaniu kerygmatycznym, tym pierwszym. Wiem, że nie można ludzi karmić tylko mlekiem!!!!!!!!!

Chyba sie nie rozumiemy juz od jakiegoś czasu. Z wiekim uporem powtarzasz: "sytuacje życiowe są różne". Stary, wiem o tym i zgadzam się z tobą, więc nie ma sensu juz o tym dyskutować. Oczywiście to co mówisz jest bardzo ważne.
Wszystko pięknie - kerygmat, zgoda.
Ale... co tak naprawdę zawiera kerygmat ?
Bo jak na razie tym mianem zbyt często określa się w naszych ewangelizacjach pewien zbiór twierdzeń, niekoniecznie najważniejszych, i w dodatku prowadzących do obrzędu "wyznania Jezusa jako osobistego Zbawiciela i Pana" (co jest pożyteczna praktyką przebudzeniową, ale jest niestety stawiane jako obrzęd inicjujący, wręcz zbawczy co jest wielką pomyłką)
Marek MRB napisał(a):Bo jak na razie tym mianem zbyt często określa się w naszych ewangelizacjach pewien zbiór twierdzeń, niekoniecznie najważniejszych, i w dodatku prowadzących do obrzędu "wyznania Jezusa jako osobistego Zbawiciela i Pana" (co jest pożyteczna praktyką przebudzeniową, ale jest niestety stawiane jako obrzęd inicjujący, wręcz zbawczy co jest wielką pomyłką)

Czyli zamist tego, powinno być odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych?

Dlaczego twierdzisz, że z "obrzędu wyznania Jezusa jako osobistego Zbawiciela i Pana" zrobiono inicjację chrześcijańską?

Czy w takim razie, wersety z Rz 10, 8-9 są pokazywane w złym kontekście i przeinterpretowane w świetle nauki Kościoła Katolickiego?

Pozdrawiam.
Cytat:Czyli zamist tego, powinno być odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych?
Przy reewangelizacji - własciwie tak.
Z tym że nie o to idzie - po prostu trzeba sobie uświadomić że reewangelizacja nie zmierza do inicjacji, tylko jest praktyką przebudzeniową.

Cytat:Dlaczego twierdzisz, że z "obrzędu wyznania Jezusa jako osobistego Zbawiciela i Pana" zrobiono inicjację chrześcijańską?
Bo czytam świadectwo w stylu "Dla świata urodzilem się 20 lat temu, a dla Boga 2 lata temu" - i pisze to człowiek który był ochrzczony i był aktywnym chrześcijaninem - tylko na ewangelizacji mu wmówiono że ten para-obrzęd " "wyznania Jezusa" rozpoczyna jego życie chrześcijańskie.

Cytat:Czy w takim razie, wersety z Rz 10, 8-9 są pokazywane w złym kontekście i przeinterpretowane w świetle nauki Kościoła Katolickiego?
W Biblii mamy wiele podobnych twierdzeń (choćby z 6 rozdziału Jana :
Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.

Chrzest podłącza człowieka do Przymierza Zbawienia. Czy zbawia ? Zadbał o to Jezus na krzyżu... I w tym sensie nie zbawia nic – ani Chrzest, ani Biblia, ani uczynki, ani Wiara, ani Miłość. Jezus odkupił i proponuje swoją Łaskę każdemu. Człowiek może się przyłączyć lub nie.
Zreszta podejście „X zbawia, więc Y nie” to nieporozumienie i źródło wielu nieporozumień. Bo to jeden wyczyta z Biblii że zbawia krew Jezusa, inny że rany, jeszcze inny że wiara jeszcze inny podaje wersety na dowód że uczynki, jeszcze inny że Eucharystia czy głośne wyznanie wiary, czy Chrzest wreszcie albo Kościół...
I wszyscy mają rację, mają na to dowody w Biblii...
I słusznie, bo to wszystko Prawda. Nieprawdą natomiast jest jakoby Prawdy te się wykluczały.

Owo "wyznanie" jest b. charakterystyczne dla protestantyzmu, który "wyjmuje" z całego szeregu aspektów jeden z nich i doprowadza do absolutnej, wystarcającej i wyłącznej wartości.

Natomiast sama praktyka jest OK. Byle była na swoim miejscu.

Inna rzecz że sama forma jest nie do końca własciwa. Jezus nie jest zbawicielem "osobistym" ( a więc "prywatnym") bowiem zbawienie, choć dotyczy pojedyńczego człowieka, następuje w wymiarze wspólnotowym (kościelnym).
No, ale to już drobiazg - może się czepiam.
Czyli co?
Marku... stwierdzasz, ze przyjecie Jezusa jako swojego jedynego Pana i zbawiciela to obrzed?
Moglbym sie z tym zgodzic jedynie jesli dodalbys, ze jesli go nie przyjmiesz rezygnujesz takze z Jezusa. W ten takze sposob cofasz sie od Zbawienia w Jezusie.
Jesli osoba wierzaca mowi, ze chodzi do kosciola a kiedy pytasz sie jej czy chce w tym momecie przyjac Jezusa jako swego Pana ona odpowiada, ze jie to to jaka jest jej wiara?? W ten sposob zamyka drzwi Jezusowi mowiac Mu nie dzieki innym razem. A nie zdaje sobie sprawy co bedzie jutro. Moze stanac przed Bogiem i co mu powie? Ze myslalaea, ze jutro to zrobi? Kiedy Bog stawia Ci na drodze konkretna osobe ewangelizatora dajmy na to, to wydaje mi sie, ze nie stawai go po to aby sobie porozmawiali na temat pogody.

MarQ czy Cie zrozumialem ?? Język
Pozdrawiam Oczko
Stron: 1 2 3 4
Przekierowanie