Forum Ewangelizacyjne e-SANCTI.net

Pełna wersja: Czy głoszenie musi być kerygmatyczne.
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4
Całkiem zwyczajnie nie ma takiej zachęty w Pismie by to robić. Owszem, jest to pożyteczne (na podobnej zasadzie jak np. powtórzenie obietnic chrzcielnych czy - jesli ktoś praktykuje modlitwę wg. s.Faustyny - mówienie "Jezu ufam Tobie"), ale niekonieczne.

Zresztą wymyślono to nieco ponad 100 lat temu.
I nie wiadomo czemu ktoś sobie wymyślił że taki obrzęd (bo , skoro się do tego zmierza w ewangelizacji to jest obrzęd inicjacyjny) jest momentem w którym człowiek jest "zbawiony" (co też jest nieprawdą, nawiasem mówiąc - Jezus nas na Krzyżu ODKUPIŁ, zaś zbawienie jest kwestią przyszłości).

To raz.
Dwa, to pewien delikatny błąd teologiczny zawarty w słowie "osobistym". Otóż Jezus jest tu stawiany utylitarnie, nie jako cel (którym powinien być), ale jako coś w rodzaju "narzędzia służącego do zbawienia". No i oczywiście zbawienie nie dokonuje się indywidualnie, a we wspólnocie Kościoła. Owszem, Jezus indywidualnie za mnie umarł, ale zbawienie ma charakter wspólnotowy.
No tak Bog juz poslal do na Jezusa, ktory za nas umarl, abysmy mogli byc Zbawieni. Wiec przyjecie Jezusa za osobistego Zbawiciela to jest przyznanie sie do niego. Taki akt zaufania Jezusowi.
Marek MRB napisał(a):Całkiem zwyczajnie nie ma takiej zachęty w Pismie by to robić. Owszem, jest to pożyteczne (na podobnej zasadzie jak np. powtórzenie obietnic chrzcielnych czy - jesli ktoś praktykuje modlitwę wg. s.Faustyny - mówienie "Jezu ufam Tobie"), ale niekonieczne.

Zatem czym jest werset z Rz 10, 8-9? Jeśli to nie jest zachęta, to jak należy go intrpertować? W ogólności czym jest? Pytam, bo zasugerowałem jakoby był zachętą, a może tak nie jest?
Wiadomo, iż wypowiedzienie czegoś może bardzo łatwo stać się rodzajem dbania o formę, zawierzyć można w sercu i tyle.

Marek MRB napisał(a):Zresztą wymyślono to nieco ponad 100 lat temu.
I nie wiadomo czemu ktoś sobie wymyślił że taki obrzęd (bo , skoro się do tego zmierza w ewangelizacji to jest obrzęd inicjacyjny) jest momentem w którym człowiek jest "zbawiony" (co też jest nieprawdą, nawiasem mówiąc - Jezus nas na Krzyżu ODKUPIŁ, zaś zbawienie jest kwestią przyszłości).

Wiesz, ale to nie jest dowód, że jak coś zmierza do - jak to nazywasz obrzędu "ogłoszenia Jezusa Panem" - staje się inicjacją chrześcijańską. Może to głupie ale dla ścisłości powinnyśmy ustalić czym jest inicjacja, wtedy sprawa stanie się jasna. Jednocześnie sugerujesz całkowity błąd takiej praktyki, który prowadził by do - dla mnie poważnych błędów teologicznych - "zbawiony jestem już"! Nie wiem czy to jest charakterystyczne dla protestantyzmy, ale zapewne tak, jednak to co napisałeś jest przesadzone. Mimo, że kerygmat ma swoje wady - odnoszę się do wersji Filipowej - to "element nawrócenia" jest tam poruszany. Wcale to nie jest sprawa błacha. Człowiek został już zbawiony, ale czy przyjmie ten dar to kwestia całego życia. Można jedynie zarzucać zbyt małe zakcentowanie tej kwestii, ale to już przedmiot dyskusji.

Marek MRB napisał(a):Dwa, to pewien delikatny błąd teologiczny zawarty w słowie "osobistym". Otóż Jezus jest tu stawiany utylitarnie, nie jako cel (którym powinien być), ale jako coś w rodzaju "narzędzia służącego do zbawienia". No i oczywiście zbawienie nie dokonuje się indywidualnie, a we wspólnocie Kościoła. Owszem, Jezus indywidualnie za mnie umarł, ale zbawienie ma charakter wspólnotowy.

Czy Jezus staje się tylko narzędziem zbawienia, dla mnie to "nasze wolne interpretacje". Może masz takie wraźenie, ale to co napisałeś nie przekonuje mnie. W jednym słowie "osobistym" doszukiwać się takich wniosków... Sprawa jest otwarta, trzeba ją podrążyć. Tak to prawda zbawienie dokonuje się w Kościele, jednka odnosząc to do tego, iż Jezus jest osobistym zbawicielem /to nie jest wcale taki istony punkt, nie mówi się o tym tak dużo/, chodzi o podkreślenie pewnej rzeczywistości. Pięknie ujął ją Andre Frossard, parafrazując: Jezusa nie interesują masy tylko ty i ja konkretne osoby, nie jesteśmy dla Niego bezimiennym tłumem. Oczywiście to moje spojrzenie mogę się mylić. Jednka mimo wszystko z ewnagelizacji, musi wynikać, że zbawienie dokonuje sie w Kościele, bo taka jest nasza wiara, taka jest nauka naszego Mistrza.
Gregorianie, takich wersetów jest w Piśmie na kopy - i mówią o różnych rzeczach (wyznanie Jezusa, uznanie go Panem, poproszenie i otrzymanie Ducha Świętego, Spożywanie Ciała i Krwi Pańskiej, Kochanie Braci, Wyznanie wiary, przyznanie się do Jezusa, a nawet uczynienie dobra, wytrwanie itd. itp.).
Podnoszenie akurat tego wyznania do rangi momentu w ktorym "dokonuje się Nowe Narodzenie" jest typowym dla protestantyzmu wybraniem jednego aspektu z całości.

Oczywiście, takie wyznanie nie musi być błedem - jeśli jest dokładnie i dobrze zrozumiane.

Inna rzecz ze zbawieniem - nie został już zbawiony - został już odkupiony. To kolosalna różnica i myślę że dobrze ją opisałeś (kwestia przyjęcia - ja dodałbym za Pawłem jeszcze sprawę wytrwania).

Zgadzam się z "osobistym zbawicielem" jesli rozumie się to tak jak to opisaleś.
Dla mnie innym problemem i niezrozumieniem jest to:
glosimy kerygmat ewangelizujac. Ale np w parafi jest organizowany kurs Filip. Osoba zostala zewangelizowana do konca tak to nzawijmy. I na koniec zapraszamy, ze "wiesz niedlugo bedzie kurs Filip moze przyjdziesz?" i w tym momecie nasowa sie motyw, ze ta osoba zewangelizowana pozna identyczne prawdy, ktore przed chwilka sie dowiedziala. Dlatego troche mnie zastanawia gloszenie kerygmatyczne Oczko
Marek MRB napisał(a):Podnoszenie akurat tego wyznania do rangi momentu w ktorym "dokonuje się Nowe Narodzenie" jest typowym dla protestantyzmu wybraniem jednego aspektu z całości.

Właśnie, ale czy tak to jest przedstawiane, że ogłoszenie Jezusa swoim Panem, to "Nowe Narodzenie" jak napisałeś. Czy rzeczywiście dokonują się, aż takie błędy?

Marek MRB napisał we wcześniejszym poście: napisał(a):Bo czytam świadectwo w stylu "Dla świata urodzilem się 20 lat temu, a dla Boga 2 lata temu" - i pisze to człowiek który był ochrzczony i był aktywnym chrześcijaninem - tylko na ewangelizacji mu wmówiono że ten para-obrzęd " "wyznania Jezusa" rozpoczyna jego życie chrześcijańskie.

Jeśli o to chodzi, to pojawia się wiele pytań i potrzeba wielu dopowiedzeń. Przyczotone świadectwo przecież tyczy się jakieś zawężonej grupy osób. Sądzę, że większość, która przychozi na kurs "Filip" /moje doświadczenia/ to osoby młode w wierze, bądź te, które są na przed nawróceniem. Nie kiedy rzeczywiście są głoszone takie świadectwa, ale nie tylko przez osoby wcześniej zaangażowane, ale również takie które - tak to określmy - po raz pierwszy w życiu w sercy podjeły decyzje wiary. Jeśli chodzi o te ostatnie, to tak szczerze nie ma co się dziwić takich wypowiedzi. Jeżeli się cały czas było zdala od Boga i nagle się to wsztystko zmienia, pojawia się nowa relacja, to mnie nie dziwi taka relacja. Powiedzmy powrót syna/córki marnotrawnej do Ojca. Oni - jeśli chodzi o ochrzczonych - nigdy nie przestali być dziecmi Boga, bo nimi zostali wcześniej, ale to wcześniej dla nich nic nie znaczyło! Gdy zobaczyli Jezusa, później również zobaczą swoje życie w innym świetle i zrozumią właściwe znaczenie tego momentu. Wiesz syn marnotrawny nie musiał wrócić do Ojca. Mimo wszystko to jest ważne wydarzenie. Wtedy to co zostało przyjęte formalnie, zostało przyjęte sercem. /oczywiście chrzest czy ogólnie inicjacja chrześcijańska to dla mnie nie jakaś tam forma, chyba wyniknie z kontekstu co chciałem powiedzieć/. To zresztą będzie chyba przedmiotem dalszej dyskusji.
Natomist jeśli chodzi o takie osoby jak z tego świadectwa, to w takim razie należało by ukażać na ile jest to spowodowane treścią kursu "Filip". Ponieważ z tej relacji wynikałoby, iż ten ktoś albo "poleciał" na emocje, albo rzeczywiśćie coś mu wmówiono. To jest pewien problem, gdyż niekliedy lansuje się jakoby każdy musaiał być na kursie "Filip". Tylko czy można osoby "rozwinięte" duchowo karmić mlekiem. Jednka to kwestia rozeznaia. W takim przypadku chyba SNŻ byłoby właściwe.

Marek MRB napisał(a):Owo "wyznanie" jest b. charakterystyczne dla protestantyzmu, który "wyjmuje" z całego szeregu aspektów jeden z nich i doprowadza do absolutnej, wystarcającej i wyłącznej wartości.

Jednak czy można tego potraktować w ten sposób, iż jest to wyznanie, którem przecież doprowadzi do innych ważnych decyzji np. uznania Jezusa w Eucharystii itd. Nie wiem czy to jest takie wyizolowane /może w protestatyzmie tak/ skoro to będzie "Bramą" do całej pełni. Jezus jest bramą, gdy GO szczerze wyznany, czy w ten sposób nie uznamy w następstwie "Całej reszty" /przepraszam za wyrażenie/?

--------------------------

Rasta napisał(a):Dla mnie innym problemem i niezrozumieniem jest to:
glosimy kerygmat ewangelizujac. Ale np w parafi jest organizowany kurs Filip. Osoba zostala zewangelizowana do konca tak to nzawijmy. I na koniec zapraszamy, ze "wiesz niedlugo bedzie kurs Filip moze przyjdziesz?" i w tym momecie nasowa sie motyw, ze ta osoba zewangelizowana pozna identyczne prawdy, ktore przed chwilka sie dowiedziala. Dlatego troche mnie zastanawia gloszenie kerygmatyczne

Wiesz często gdy my głoszimy to nie jest takie ułożone, niekiedy nie powiemy wszystkiego badź powiemy za mało! Choć w tym wszystkim generalnie nie powinno zbraknąć rozeznania i rozumu - tak poprostu. Rzeczywiście - w jakiś tam okolicznościach - można zachęcić do Seminarum Nowego Życia niż do Filipa. Ten pierwszy kurs to raczej szkoła modlitwy i niewątpliwe jest pogłębieniem i krokiem naprzód. Jednak jeśli ktoś pomimo, że prawdy kerygmatyczne zostały przez nbiego przyjęte a dopiero raczkuje w wierze, nic się nie stanie gdy pójdzie usłyszy jeszcze raz to samo. Kurs "Filip" ma swoją specyfikę i może byc pomocny dla takiej osoby.
No i ciekawa jestem, gdzie mam Markowi odpowiedzieć, Annniko, skoro zamknęłaś dopiero rozwijającą się dyskusję i podałaś 3 inne wątki... Ech, no dobra, niech będzie w pierwszym od góry, może się połapiemy.

No więc tak...

Cytat:Widzisz, i tu już mamy problem. Tak jak to sformułowałaś (łącznie z obrazem "przepaści") to nie jest nauka katolicka.
Obrazu przepaści nie wzięłam znikąd Uśmiech Iz 59,1-3.
Oczywiście, że nie jest tak, że łaska Boża staje się w 100% nieskuteczna Uśmiech Gdyby tak było, człowiek nie istniałby. Samo istnienie, życie jest przecież łaską. Prawda jest jednak taka: słońce nie przestaje świecić, kiedy się od niego odwrócimy, ale w cieniu opalamy się zdecydowanie mniej. Podobnie roślina (światłolubna, wszak człowiek jest analogicznie 'łaskolubny' ;P), żyjąca w cieniu ma dostarczaną energię wystarczającą do przeżycia, ale nie rozwija się w pełni swoich możliwości. Mów, co chcesz, ale ja tego doświadczyłam na własnej skórze Uśmiech Kiedy żyłam z dala od Boga, On miał dla mnie wciąż tyle samo łaski, ale ja 99% nie byłam w stanie przyjąć.

Cytat:Zbawienie, odkupienie OK. A co rozumiesz przez "przyjęcie"?
Rozumiem to tak - odkupienie już się dokonało na krzyżu. Każdy z nas ma jednak wolną wolę, może odrzucić to odkupienie, a raczej nie skorzystać z niego. Zbawienie każdego z nas jest zależne od naszego przyjęcia odkupienia.
Odkupienie jest zapłaceniem okupu (znowu mi zarzucisz protestantyzowanie pewnie ;P), a zbawienie - wybawieniem od śmierci, która miała być zapłatą za nasz grzech. Wybawienie to może się dokonać wtedy, kiedy zaakceptujemy fakt, że Ktoś spłacił nasz dług, wykupił nas.

Cytat:Poza tym - sądzę że tu powinniśmy mówić o CAŁOŚCI Tajemnicy Paschalnej - nie ma głoszenia tego punktu bez WIelkiego Czwartku i jego dzisiejszych konsekwencji. Nadto - bardzo często głoszenie zbawienia ogranicza się "po protestancku" do samego Krzyża - zapominając że odbyło się ono także przez Wcielenie i Zmartwychwstanie.
Tak, oczywiście, tylko równie dobrze nie ma zrozumienia Wielkiego Czwartku bez wytłumaczenia historii exodusu, nie ma zrozumienia Wielkiego Piątku bez odniesienia do Paschy, nigdy nie ma pełnego zrozumienia Dzieła Zbawienia bez odniesienia do wydarzeń, tradycji i symboliki Starego Testamentu. Myślę jednak, że pierwsze głoszenie to nie czas na takie wykłady. Jeśli ma się całą letnią noc przy ognisku na przegadanie, to proszę bardzo, może uda się i o dogmaty maryjne zahaczyć, ale w przypadku syntetycznego głoszenia - nie ma na to czasu. No taka prawda Oczko
I stąd bierze się pozornie głupi pomysł 'doklejenia' do kerygmatu punktu o 'małej wspólnocie', kosztem innych, zdecydowanie bardziej wartościowych treści. Pomysł jest tylko pozornie głupi, bo tych wartościowych treści jest całe multum, ich nie da się upakować do 1 gratisowego punktu Oczko Natomiast kiedy zaprosi się człowieka do 'małej grupy', tam pozna on osoby, które pomogą mu już na spokojnie poznawać zapierającą dech w piersiach rzeczywistość analogii ST i NT i niesamowitej tajemnicy Nowego Przymierza, które mimo swojej pełni, nie przekreśla starego Uśmiech

A co do wymiaru eschatologicznego - masz oczywiście rację Uśmiech
omyk napisał(a):Obrazu przepaści nie wzięłam znikąd Uśmiech Iz 59,1-3.
Oczywiście, że nie jest tak, że łaska Boża staje się w 100% nieskuteczna Uśmiech Gdyby tak było, człowiek nie istniałby. Samo istnienie, życie jest przecież łaską. Prawda jest jednak taka: słońce nie przestaje świecić, kiedy się od niego odwrócimy, ale w cieniu opalamy się zdecydowanie mniej. Podobnie roślina (światłolubna, wszak człowiek jest analogicznie 'łaskolubny' ;P), żyjąca w cieniu ma dostarczaną energię wystarczającą do przeżycia, ale nie rozwija się w pełni swoich możliwości. Mów, co chcesz, ale ja tego doświadczyłam na własnej skórze Uśmiech Kiedy żyłam z dala od Boga, On miał dla mnie wciąż tyle samo łaski, ale ja 99% nie byłam w stanie przyjąć.
Omyku, ja nie wątpię że Ty to dobrze rozumiesz - niemniej zwracam uwagę że nawet Ty, rozumiejąca o co chodzi, napisałaś:
Cytat:ludzki grzech, jako przyczyna niemożności odebrania Bożej miłości i łaski
(podkreślenie moje)

To jest problem z protestantyzmem - jego uproszczenia dużo łatwiej głosić niż biblijną, katolicką naukę.

Ktoś powie że się czepiam - ale to rozróżnienie pomiędzy utrudnieniem a uniemożliwieniem dostępu do Łaski Bożej ma kolosalne konsekwencje teologiczne, rzutując również na to czym jest i jak odbywa się zbawienie.

Jest jeszcze jedna rzecz mniej wyraźna - w tym podejściu grzech jest bardzo ważny,stoi na pierwszym miejscu - natomiast w katolickiej teologii tak nie jest. Może dlatego, że Wcielenie, Życie, Ofiara i Zmartwychwstanie Jezusa w katolicyźmie nie tylko wyzwala nas z grzechu, ale przede wszystkim usynawia nas (nie przywraca nas do pierwotnego stanu przed grzechu, ale wynosi nas nieporównanie wyżej).

omyk napisał(a):
Cytat:Zbawienie, odkupienie OK. A co rozumiesz przez "przyjęcie"?
Rozumiem to tak - odkupienie już się dokonało na krzyżu. Każdy z nas ma jednak wolną wolę, może odrzucić to odkupienie, a raczej nie skorzystać z niego. Zbawienie każdego z nas jest zależne od naszego przyjęcia odkupienia.
No dobrze, ale co konkretnie to w praktyce oznacza "przyjąć odkupienie"?
Załóżmy że mnie ewangelizujesz - i ja mówię "to świetnie że Bóg mnie kocha i że daje mi swoje odkupienie. Co mam zrobić by je przyjąć ?

omyk napisał(a):Odkupienie jest zapłaceniem okupu (znowu mi zarzucisz protestantyzowanie pewnie ;P)
Nie, dlaczego ? Przecież to jest pawłowe stwierdzenie....
omyk napisał(a):a zbawienie - wybawieniem od śmierci, która miała być zapłatą za nasz grzech. Wybawienie to może się dokonać wtedy, kiedy zaakceptujemy fakt, że Ktoś spłacił nasz dług, wykupił nas.
Ta definicja jest ona inna od normalnie obowiązującej - w której zbawienie to coś co dopiero się dokona (albo nie...).
I nieprzypadkowo - bowiem jest odbiciem protestanckiej nauki o zbawieniu w momencie "przyjęcia" i to zbawieniu rzekomo nieutracalnym.
Nadto - gdzie jest tu miejsce dla zbawienia innowierców, dzieci i chorych umysłowo ?

omyk napisał(a):
Cytat:Poza tym - sądzę że tu powinniśmy mówić o CAŁOŚCI Tajemnicy Paschalnej - nie ma głoszenia tego punktu bez WIelkiego Czwartku i jego dzisiejszych konsekwencji. Nadto - bardzo często głoszenie zbawienia ogranicza się "po protestancku" do samego Krzyża - zapominając że odbyło się ono także przez Wcielenie i Zmartwychwstanie.
Tak, oczywiście, tylko równie dobrze nie ma zrozumienia Wielkiego Czwartku bez wytłumaczenia historii exodusu, nie ma zrozumienia Wielkiego Piątku bez odniesienia do Paschy, nigdy nie ma pełnego zrozumienia Dzieła Zbawienia bez odniesienia do wydarzeń, tradycji i symboliki Starego Testamentu.
Sprowadzasz rzecz do absurdu (przemycając "pełne zrozumienie" którego nie postulowałem).
Natomiast istotą DObrej Nowiny, jej centrum jest właśnie Pascha Jezusa. Mówić o niej bez Eucharystii która jest jej urzeczywistnieniem w życiu chrześcijanina to tak jak mówić o zbawieniu w Jezusie bez mówienia o Golgocie.

omyk napisał(a):Myślę jednak, że pierwsze głoszenie to nie czas na takie wykłady. Jeśli ma się całą letnią noc przy ognisku na przegadanie, to proszę bardzo, może uda się i o dogmaty maryjne zahaczyć, ale w przypadku syntetycznego głoszenia - nie ma na to czasu. No taka prawda Oczko
Omyku, nie ma czasu na Eucharystię- ale jest na charyzmaty nadzwyczajne, nie ma czasu na Chrzest - ale jest na wymyślony 150 lat temu obrzęd "przyjęcia Jezusa jako swego Pana i zbawiciela" , nie ma czasu na Sakrament Pokuty ale jest czas na "modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne".
Nie czarujmy się.
omyk napisał(a):I stąd bierze się pozornie głupi pomysł 'doklejenia' do kerygmatu punktu o 'małej wspólnocie', kosztem innych, zdecydowanie bardziej wartościowych treści. Pomysł jest tylko pozornie głupi, bo tych wartościowych treści jest całe multum, ich nie da się upakować do 1 gratisowego punktu Oczko Natomiast kiedy zaprosi się człowieka do 'małej grupy', tam pozna on osoby, które pomogą mu już na spokojnie poznawać zapierającą dech w piersiach rzeczywistość analogii ST i NT i niesamowitej tajemnicy Nowego Przymierza, które mimo swojej pełni, nie przekreśla starego Uśmiech
WYbacz, ale to najbardziej przewrotny argument jaki słyszałem - wychodzi na to że głosi się nie to co jest w Kerygmacie, tylko to co "taktycznie" pasuje.
Nadto jest to w praktyce BARDZO niebezpieczne - ponieważ, umieszczone w miejsce nauki o Kościele i Eucharystii w jego życiu deprecjonuje "zwykłe" i "mało atrakcyjne" zebranie Eucharystyczne Kościoła parafialnego (nieraz spotykałem się z ludźmi którzy wracając z takiej ewangelizacji źle się czuli w kościele parafialnym - i stawali się bardzo łatwym łupem różnych "odjechanych" grup).

To jest kwestia izolowania Kerygmatu od społeczności, sakramentów i codziennego życia Kościoła (i to przecież w reewangelizacji, w stosunku do ludzi którzy nie słyszą po raz pierwszy tej nauki).

Jeśli powie się że zbawienie następuje w momencie wymówienia słów "przyjęcia" wówczas chrzest jawi się jako "rytuał" a do momentu wypowiedzenia słów o przyjęciu nie byliśmy właściwie chrześcijanami, wszystkie sakramenty, modlitwy itd to tylko jakiś teatr.
Jeśli grzech nas oddziela całkowicie, to żadna współpraca z Łaską nie jest potrzebna ani nawet możliwa - stąd "tylko Łaska" (sola gratia).
Jeśli zbawienie już nastąpiło a Wielki Czwartek nie jest integralną, niepomijalną częścią Paschy Jezusa, to Msza Święta nie jest "centrum życia Kościoła" lecz jakimś zbędnym teatrem, "kultem", a zgromadzenie eucharystyczne jakimś nudnym "spędem".
Jeśli mała grupa jest fragmentem kerygmatu, to staruszki codziennie rano chodzące na Mszę Świętą do parafii nie są właściwie chrześcijankami, a jeśli są to w każdym razie dużo mniej niż "oświeceni" uczestnicy "małych grup".



omyk napisał(a):A co do wymiaru eschatologicznego - masz oczywiście rację Uśmiech
Lubię jak ktoś tak pisze Uśmiech
Wiesz Marku, zrobiłam taki eksperyment. Wzięłam kartkę i napisałam to, co z Twojego (mojego również!) punktu widzenia jest najważniejsze. Wyszedł obszerny plan, który rozwleka się bardzo, mówiąc o wielu rzeczach, nie podając jednak esencji. Mam wrażenie, że to jest próba połączenia 2 różnych rzeczy - ewangelizacji właśnie i katechizacji. Gdybyśmy chcieli ująć w kerygmacie WSZYSTKO, co jest najważniejsze, złożylibyśmy drugi KKK.
Nie o to chodzi. Myślę, że kerygmat ma zawierać zarys tego, co najważniejsze, jest pierwszym rzutem, uświadomieniem, że istnieje w ogóle inna rzeczywistość Oczko Ma skierować myśli człowieka do Boga, Który sam pociągnie jego serce. Jeśli Duch Święty prowadzi ewangelizację, to nie zaprowadzi ewangelizowanego do sekty.
Myślę, że kerygmat ma być wstępem do dalszej ewangelizacji, a potem katechizacji. Gdybyśmy porównali te 'poziomy' do płaszczyzn, do siatek, zawierających elementy geometryczne, muszą one do siebie pasować i pasują. Kerygmat pasuje niemalże do nauk głoszonych przez wszystkie wyznania chrześcijańskie, ale to jest podstawa. To Duch Święty potem pilnuje, żeby nawrócony się na Eucharystii nie nudził :mrgreen: Ważna jest modlitwa za ewangelizowanych.

Osobiście uważam, że kerygmat powinien znaleźć się gdzieś pomiędzy skrajnie uproszczonymi punktami, a drugim KKK. Myślę na przykład, że na sakramenty w kerygmacie jest miejsce, ale już na szczegółowe objaśnianie sposobu ich działania - nie ma. Po prostu nie da rady objaśnić tego w pełni i zwięźle. Tu w razie wątpliwości - odesłanie do dalszej katechizacji, do nauk Kościoła, do katechizmu, do mądrości kierownika :mrgreen:
Pytanie też, czy na wszystkie sakramenty, bo tak, jak Chrzest i Eucharystia muszą znaleźć swoje miejsce w pierwszym głoszeniu, tak, jak miejsce spowiedzi też ma tam sens, tak już w umieszczaniu w kerygmacie informacji o małżeństwie sensu nie widzę Oczko Znowu więc mamy okrojoną wersję sakramentalną Szczęśliwy I co wychodzi? Znów protestantyzm Oczko

Bogactwo Kościoła jest zbyt wielkie, żeby zamknąć je w całości w kilku minutach Uśmiech

_______________________________________________________________________

Na poparcie jeszcze...
Dz 2,22-36 napisał(a):Mężowie izraelscy, słuchajcie tego, co mówię: Jezusa Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał wśród was, o czym sami wiecie, tego Męża, który z woli postanowienia i przewidzenia Bożego został wydany, przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. Lecz Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim, bo Dawid mówił o Nim:
Dawid ;) napisał(a):Miałem Pana zawsze przed oczami,
gdyż stoi po mojej prawicy,
abym się nie zachwiał.
Dlatego ucieszyło się moje serce
i rozradował się mój język,
także i moje ciało spoczywać będzie w nadziei,
że nie zostawisz duszy mojej w Otchłani
ani nie dasz Świętemu Twemu ulec skażeniu.
Dałeś mi poznać drogi życia
i napełnisz mnie radością
przed obliczem Twoim.
Bracia, wolno powiedzieć do was otwarcie, że patriarcha Dawid umarł i został pochowany w grobie, który znajduje się u nas aż po dzień dzisiejszy. Więc jako prorok, który wiedział, że Bóg przysiągł mu uroczyście, iż jego Potomek zasiądzie na jego tronie, widział przyszłość i przepowiedział zmartwychwstanie Mesjasza, że ani nie pozostanie w Otchłani, ani ciało Jego nie ulegnie rozkładowi.

Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg, a my wszyscy jesteśmy tego świadkami.
Wyniesiony na prawicę Boga, otrzymał od Ojca obietnicę Ducha Świętego i zesłał Go, jak to sami widzicie i słyszycie. Bo Dawid nie wstąpił do nieba, a jednak powiada:
Dawid ;) napisał(a):Rzekł Pan do Pana mego:
Pan napisał(a):Siądź po prawicy mojej,
aż położę nieprzyjaciół Twoich
podnóżkiem stóp Twoich.
Niech więc cały dom Izraela wie z niewzruszoną pewnością, że tego Jezusa, którego wyście ukrzyżowali, uczynił Bóg i Panem, i Mesjaszem.

I komentarz z przypisu BT:
Cytat:Jest to jeden z najstarszych schematów katechezy wczesnochrześcijańskiej. Można go odnaleźć we wszystkich mowach apostolskich w postaci następujących tematów:
1. nawiązanie do konkretnych okoliczności;
2. proklamacja faktu zmartwychwstania;
3. argumentacja z ST;
4. wezwanie do pokuty.

O Eucharystii nic nie mówił, o swoim prymacie papieskim, mimo, że już go posiadał - też, o kapłaństwie jako takim - cisza...

Ja tu widzę takie elementy - Śmierć Jezusa za nasze grzechy, Zmartwychwstanie, Wniebowstąpienie (ale nie tylko, również 'wyniesienie' jako godność), Zesłanie Ducha Świętego, wezwanie do nawrócenia przez stwierdzenie typu 'niech cały Izrael wie, że Jezus jest Panem'/
omyk napisał(a):Myślę, że kerygmat ma zawierać zarys tego, co najważniejsze, jest pierwszym rzutem,

Dobrze powiedziane - to pierwsza baza bazy Język

omyk napisał(a):Myślę, że kerygmat ma być wstępem do dalszej ewangelizacji, a potem katechizacji.

Dokładnie tak.
omyk napisał(a):Pytanie też, czy na wszystkie sakramenty, bo tak, jak Chrzest i Eucharystia muszą znaleźć swoje miejsce w pierwszym głoszeniu, tak, jak miejsce spowiedzi też ma tam sens, tak już w umieszczaniu w kerygmacie informacji o małżeństwie sensu nie widzę

Ponieważ na początek mówimy tylko o sakramentach inicjacji chrześcijańskiej Oczko
Ok, a co z Bierzmowaniem? Uśmiech
Stopniowo. Masz rację, źle określiłam, zapomniałam że to przyjęte już określenie.

Skoro bierzmowanie to sakrament dojrzałości chrześcijańskiej, to logiczne, że od niego się nie zaczyna. Ono jest pewnym półmetkiem.
Myślę że Chrzest oraz Pascha (w tym sakrament Eucharystii) to dobry trop. Jeśli idzie o sakrament Pokuty to w reewangelizacji i to praktycznie, a nie w głoszeniu (czyli przed wejściem w Tajemnicę Paschalną).
Właśnie ta tajemnica jest jądrem całej nauki w ogóle.
Cytat:Właśnie ta tajemnica jest jądrem całej nauki w ogóle.
I widać, tajemnica to nieustannie zakryta. Gdzie nie zapytam w Polsce, podczas podróży wakacyjnych, gdzie nie zerknę do świątyni, tam młodych jak na lekarstwo...
Bierzmowanie na zasadzie 3 albo więcej Z...
Ks.Marek napisał(a):Bierzmowanie na zasadzie 3 albo więcej Z...
No, to to akurat trochę wina katechizacji.
Pamiętam jak nasz wydział katechetyczny walczył ze słynnymi listami pytań (na bierzmowanie i na I Komunię) a katecheci stali twardo Uśmiech
Stron: 1 2 3 4
Przekierowanie