
Autor: Kongregacja ds. Duchowieństwa
BŁOGOSŁAWIONA MARIA DELUIL MARTINY (1841-1884)
Około 120 lat temu Pan Jezus zaczął w objawieniach prywatnych powierzać osobom konsekrowanym żyjącym w klasztorach i w świecie swój plan, który ma na celu odnowić kapłanów. Powierzył On matkom duchowym tzw. „dzieło dla kapłanów”. Jedną z prekursorek tego dzieła jest bł. Maria Deluil Martiny. Tak mówi ona o tym swoim wielkim pragnieniu: „Ofiarować się za dusze to piękne i wielkie! Jednak ofiarować się za dusze kapłanów… jest do tego stopnia piękne i wielkie, że chciałoby się żyć tysiące razy i mieć tysiące serc!… Chętnie oddałabym moje życie, aby tylko Chrystus mógł znajdować w kapłanach to, czego od nich oczekuje! Chętnie oddałabym moje życie nawet po to, aby choć jeden z nich mógł w swoim życiu doskonale zrealizować Boży plan!”. W konsekwencji, mając jedynie 43 lata, przypieczętowała ona męczeństwem swe duchowe macierzyństwo. Jej ostatnie słowa brzmiały: „To za dzieło, za «dzieło dla kapłanów»!”.
CZCIGODNA LUIZA MAŁGORZATA CLARET DE LA TOUCHE (1868-1915)
Przez długie lata Pan Jezus przygotowywał również czcigodną Louise Marguerite Claret de la Touche do apostolatu dla odnowienia kapłanów. Opowiada ona, że 5 czerwca 1902 r., podczas adoracji objawił się jej Pan Jezus.
„Prosiłam Go za nasz maleńki nowicjat i błagałam, aby dał mi jakieś dusze, które mogłabym dla Niego ukształtować. On zaś mi odpowiedział: «Dam ci dusze mężczyzn». Zamilkłam, bo nie zrozumiałam Jego słów. Jezus dodał więc: «Dam ci dusze kapłanów». Jeszcze bardziej zdziwiona tymi słowami, zapytałam: «Mój Jezu, jak to uczynisz?». On przedstawił mi dzieło, które zaczynał przygotowywać, a które miałoby ogrzać świat miłością. Następnie Jezus objaśniał mi swój plan i tłumaczył dlaczego chce zwrócić się do kapłanów: «Jak 1900 lat temu mogłem odnowić świat wspólnie z dwunastu mężczyznami – oni byli kapłanami – tak również dzisiaj będę mógł odnowić świat wspólnie z dwunastu kapłanami. Muszą to jednak być święci kapłani»”. Pan Jezus potem ukazał Luizie Małgorzacie to dzieło konkretnie. „Jest to unia kapłanów, dzieło obejmujące cały świat” – zanotowała. „Jeżeli kapłan chce realizować swoje posłannictwo i głosić miłosierdzie Boże, musiałby na pierwszym miejscu on sam być przeniknięty Sercem Jezusa i musiałby być oświecony miłością Jego Ducha. Kapłani musieliby pielęgnować jedność między nimi, być jednego serca i jednego ducha oraz nigdy jeden drugiemu nie przeszkadzać”.
Luiza Małgorzata opisała kapłaństwo przy pomocy tak trafnych terminów w swojej książce pt. „Serce Jezusa a kapłaństwo”, iż niektórzy kapłani byli przekonani, że jest to dzieło jednego z ich konfratrów. Pewien jezuita oświadczył nawet: „Nie wiem, kto napisał tę książkę, ale jedno wiem z pewnością, że nie jest to dzieło kobiety!”.
LU MONFERRATO
Udajmy się teraz do maleńkiej miejscowości o nazwie Lu na Północy Włoch. Liczy ona kilka tysięcy mieszkańców i znajduje się w rolniczym rejonie, 90 km od Turynu. Ta maleńka miejscowość pozostałaby nieznana, gdyby w 1881 kilka matek nie podjęło decyzji brzemiennej w skutki.
Wiele z tych mam nosiło w sercu pragnienie, aby choć jeden z ich synów został kapłanem, albo przynajmniej jedna z ich córek oddała się całkowicie na służbę Bogu. Postanowiły zatem gromadzić się w każdy wtorek – pod przewodem ich proboszcza, ks. Aleksandra Canora – na adorację Najświętszego Sakramentu i modlić się o powołania. W każdą pierwszą niedzielę miesiąca przystępowały natomiast w tej intencji do Komunii, a po Mszy Świętej wszystkie modliły się o powołania kapłańskie.
Dzięki pełnej zaufania modlitwie tych matek oraz dzięki otwartości serc obojga rodziców, rodziny żyły w atmosferze pokoju, łagodności i radosnej pobożności, co pomogło ich dzieciom łatwiej rozeznać swe powołanie.
Słowa Pana Jezusa „Wielu jest powołanych, ale mało wybranych” (Mt 22,14) trzeba rozumieć następująco: wielu zostanie powołanych, ale nieliczni odpowiedzą. Nikt nie pomyślałby, że Bóg z taką szczodrobliwością wysłucha modlitwę tych mam.
Z tej małej miejscowości wyszły 323 osoby konsekrowane: 152 kapłanów i zakonników oraz 171 sióstr zakonnych należących do 41 różnych zgromadzeń. W niektórych rodzinach było czasami nawet po trzy czy cztery powołania. Najbardziej znana jest rodzina Rinaldi. Pan Jezus wezwał z niej aż siedmioro dzieci. Dwie córki wstąpiły do salezjanek i posłane do Santo Domingo były tam odważnymi misjonarkami. Spośród chłopaków – pięciu zostało kapłanami u salezjanów. Najbardziej znanym spośród nich jest Filip Rinaldi, który jako przełożony generalny zgromadzenia został trzecim następcą św. Jana Bosco. Jan Paweł II beatyfikował go 29 kwietnia 1990 r. Ostatecznie wielu młodych wstąpiło do salezjanów. To nie przypadek, że ks. Bosko aż cztery razy w swym życiu wybrał się do Lu. Święty uczestniczył tam we Mszy prymicyjnej błogosławionego Filipa Rinaldi, który był jego duchowym synem. Filip lubiał wspominać wiarę rodzin z Lu: „Wiara, która kazała mówić naszym rodzicom: Bóg dał nam dzieci i gdy On je powoła dla siebie, my oczywiście nie będziemy mogli powiedzieć «nie»”.
Ligi Borgina i Piotr Rota żyli duchowością ks. Bosko tak wiernie, że jednego z nich nazywano „Ks. Bosko z Brazylii”, a drugiego „Ks. Bosko z Valtellina”. Również ks. Evasio Colli, arcybiskup Parma pochodził z Lu. Jan XXIII powiedział o nim: „To on powinien zostać papieżem a nie ja. Miał wszystko, by zostać wielkim papieżem”.
Co dziesięć lat ci kapłani i siostry zakonne spotykali się w swej miejscowości, przybywając tam z całego świata. Ks. Mario Meda, przez lata proboszcz w Lu, opowiadał, że w rzeczywistości to spotkanie było wielkim świętem. Świętem dziękczynienia Bogu, który uczynił w Lu wielkie rzeczy.
Modlitwa, którą matki odmawiały wspólnie w Lu była krótka, prosta i głęboka: „Panie, spraw, aby jeden z moich synów został kapłanem! Ja sama chce żyć jako dobra chrześcijanka i chcę prowadzić moje dzieci do tego, co dobre, aby otrzymać łaskę, że będę Ci mogła ofiarować, Panie, świętego kapłana. Amen”.
BŁOGOSŁAWIONA ALESSANDRINA DA COSTA (1904-1955)
Również życie Alessandriny da Costa, beatyfikowanej 25 kwietnia 2004 r. pokazuje w uderzający sposób potęgę zdolną przemieniać oraz widoczne efekty ofiary chorej i opuszczonej dziewczyny.
W 1941 Alessandrina napisała do swego ojca duchowego, o. Mariano Pino, że Jezus jej powiedział: „Moja córko, w Lizbonie żyje kapłan, który ryzykuje potępić się na wieki. On mnie bardzo ciężko obraża. Poproś twego ojca duchowego, aby pozwolił Ci cierpieć w Twej chorobie w szczególny sposób za niego”.
Otrzymawszy pozwolenie, Alessandrina cierpiała ogromnie. Czuła jak ciążą jej grzechy owego kapłana, który nie chciał nic słyszeć o Bogu i szedł ku potępieniu. Biedaczka przeżywała w swym ciele piekielny stan, w którym znajdował się ten kapłan i bagała: „Nie do piekła, nie! Ofiaruję się jako całopalna ofiara za niego tak długo, jak Ty chcesz”. Alessandrina słyszała nawet imię i nazwisko tego kapłana.
O. Pinho postanowił zatem dowiedzieć się u kardynała Lizbony, czy w tym momencie istnieje jakiś kapłan, który sprawia mu problemy. Kardynał potwierdził ze szczerością, że rzeczywiście istnieje taki kapłan, który go ogromnie martwi. Gdy podał jego nazwisko, było to właśnie to samo, które Jezus powierzył Alessandrinie.
Kilka miesięcy później ks. Dawid Novais, przyjaciel o. Pinho opowiedział mu o szczególnym wydarzeniu. Ks. Dawid właśnie skończył głosić rekolekcje w Fatimie. Uczestniczył w nich jakiś tajemniczy pan, który zwrócił uwagę wszystkich swoim wzorowym zachowaniem. Wyspowiadał się on w ostatni wieczór rekolekcji i przystąpił do Komunii Świętej, a potem wkrótce zmarł, pojednany z Bogiem. Okazało się, że ów pan, ubrany po świecku, był kapłanem i że był to właśnie ten kapłan, o którego Alessandrina tak bardzo walczyła.
SŁUŻEBNICA BOŻA CONSOLATA BETRONE (1903-1946)
Poświęcenie i modlitwy matki duchowej kapłanów idą szczególnie na korzyść tych, którzy się zagubili i porzucili swe powołanie. Jezus powołał do tej misji w swoim Kościele niezliczone kobiety oddane modlitwie, jak np. Siostra Consolata Betrone, Klaryska Kapucynka z Turynu. Jezus jej powiedział: „Twym życiowym zadaniem jest poświęcać się za twoich braci. Consolata, również ty będziesz Dobrym Pasterzem i musisz szukać zagubionych braci, aby przynieść ich z powrotem do Mnie”.
Consolata ofiarowała wszystko za tych „swoich braci” – kapłanów i zakonników – którzy znajdowali się w duchowej potrzebie. Podczas pracy w kuchni modliła się bez przerwy swym ulubionym aktem strzelistym: „Jezu, Maryjo! Kocham was. Zbawcie dusze!” Zamieniała świadomie każdą najmniejszą posługę i każdy obowiązek w poświęcenie. Pan Jezus powiedzieł jej w związku z tym: „Te uczynki nic nie znaczą. Ponieważ jednak ty ofiarujesz mi je z ogromną miłością, ja nadaję im znaczenie bezgraniczne i przemieniam je w łaski nawrócenia, które otrzymują twoi nieszczęśliwi bracia”.
Często klasztorowi były sygnalizowane telefonicznie bądź listownie konkretne przypadki, za które Consolata ofiarowywała swoje cierpienia. Niekiedy tygodniami i miesiącami boleśnie odczuwała oschłości, opuszczenie, poczucie nieużyteczności, ciemności, osamotnienie, wątpliwości i grzeszne stany kapłanów. Pewnego razu, podczas tych wewnętrznych walk, napisała do swego ojca duchowego: „Ileż mnie kosztują bracia!”. Jezus uczynił jej jednak wielką obietnicę: „Consolata, to nie jest tylko jeden brat, którego przyniesiesz z powrotem do Boga, ale wszyscy. Obiecuję ci, że będziesz mi ofiarowywała braci jednego po drugim”. Tak też było! Przyprowadziła do kapłaństwa bogatego łaską wszystkich powierzonych jej kapłanów. Wiele z tych przypadków zostało dokładnie udokumentowanych.
BERTA PETIT (1870-1943)
Berthe Petit to wielka mistyczka belgijska, mało znana dusza oddana ekspiacji. Jezus pokazał jej wyraźnie kapłana, dla którego musiała zrezygnować ze swoich planów osobistych. Potem pozwolił jej także go spotkać.
„Cena” świętego kapłana
Od czasu, gdy była jeszcze piętnastoletnią dziewczyną, Berta podczas każdej Mszy Św. Modliła się za celebransa: „Mój Jezu, daj, aby Twój kapłan nie sprawił Ci przykrości!”. Gdy miała siedemnaście lat, jej rodzice stracili wszystko, gdyż poręczyli za kogoś majątkiem. Kierownik duchowy powiedział Bercie 8 grudnia 1888, że jej powołaniem nie jest klasztor, lecz że na pozostać w domu i opiekować się rodzicami. Ze smutkiem w sercu przyjęła wyrzeczenie. Zwróciła się jednak do Maryi, aby w jej imieniu poprosiła Jezusa, by na jej miejsce powołał jakiegoś gorliwego i świętego kapłana. „Pani zostanie wysłuchana” – zapewnił ją ojciec duchowny.
To, czego Berta nie mogła przewidzieć, wydarzyło się 16 dni później. Oto 22-letni prawnik, dr Louis Decorsant, modlił się przed figurą Matki Bożej Bolesnej. Nagle i nieoczekiwanie poczuł pewność, że jego powołaniem nie jest ożenić się z dziewczyną, którą kochał i pracować jako notariusz, lecz że ma zostać kapłanem. To powołanie było tak jasne i silne, że nie czekał nawet chwili, by zostawić wszystko. Po studiach w Rzymie, gdzie zdobył kolejny doktorat, w 1893 został wyświęcony na kapłana. Berta miała wówczas 22 lata.
Tego samego roku, ów 27-letni kapłan odprawiał Pasterkę w jednej z podparyskich miejscowości. Ten fakt nie jest bez znaczenia, gdyż w tej samej godzinie Berta uczestnicząc w Pasterce w innej parafii przyrzekła Bogu: „Jezu, chciałabym być całopalną ofiarą za kapłanów, za wszystkich kapłanów, ale w szczególności za kapłana mego życia”.
Podczas wystawienia Najświętszego Sakramentu dziewczyna ujrzała nagle ogromny krzyż, na nim Jezusa, a u stóp krzyża Maryję i Jana. Usłyszała też słowa: „Twoja ofiara została przyjęta. Twoje błaganie zostało wysłuchane. Oto twój kapłan… Pewnego dnia go poznasz”. Berta zobaczyła, że twarz św. Jana przybrała rysy twarzy jakiegoś, nieznanego jej kapłana. Była to twarz ks. Decorsant, Berta spotkała go jednak dopiero w 1908, tzn. piętnaście lat później i dopiero wtedy poznała tę twarz.
Spotkanie chciane przez Boga
Berta była z pielgrzymką w Lourdes. Tutaj Maryja powiedziała jej: „Zobaczysz kapłana, o którego prosiłaś Boga dwadzieścia lat temu. Stanie się to wkrótce”. Berta znajdowała się ze swą przyjaciółką na stacji Austerlitz w Paryżu, w pociągu jadącym do Lourdes, gdy kapłan wszedł do ich przedziału, aby zająć miejsce dla jakiejś chorej. To był ks. Decorsant. Jego rysy były tymi, jakie Berta widziała na twarzy św. Jana piętnaście lat temu. Był to więc ten, za którego ofiarowała tyle modlitw i cierpień fizycznych. Po wymianie kilku grzecznościowych słów – wysiadł z pociągu. Dokładnie miesiąc później ks. Decorsant udał się z pielgrzymką do Lourdes, by zawierzyć Maryi przyszłość swojego kapłaństwa. Obładowany bagażami znów spotkał Bertę i jej przyjaciółkę. Rozpoznając obie kobiety, zaprosił je na Mszę Św. Gdy ks. Decorsant unosił Hostię, Pan Jezus powiedział Bercie w głębi serca: „To jest kapłan, za którego przyjąłem twoją ofiarę”. Po Eucharystii dowiedziała się, że „kapłan jej życia” – jak go będzie nazywała – zakwaterowany jest w tym samym domu noclegowym.
Wspólny obowiązek
Berta opowiedziała ks. Decorsant o jej życiu duchowym oraz o jej posłannictwie związanym z oddaniem Niepokalanemu Sercu Matki Bożej Bolesnej. On ze swej strony zrozumiał, że ta cenna dusza została mu powierzona przez Boga. Przeniósł się do Belgii i stał się dla Berty Petit świętym kierownikiem duchowym oraz niezmordowaną pomocą w realizacji jej posłannictwa. Jako wspaniały teolog był idealnym pośrednikiem między nią a hierarchią kościelną w Rzymie.
Przez 24 lata, tzn. do śmierci towarzyszył Bercie, która w duchu ekspiacji często chorowała i cierpiała w szczególny sposób za kapłanów, którzy porzucali swe powołanie.
CZCIGODNA SŁ. BOŻA CONCHITA DEL MESSICO (1862-1937)
Maria Conception Cabrera de Armida, Conchita, żona i matka licznych dzieci to współczesna święta, którą Pan Jezus przez lata przygotowywał do macierzyństwa duchowego wobec kapłanów. W przyszłości będzie ona miała wielkie znaczenie dla Kościoła powszechnego.
Jezus pewnego razu tłumaczył Conchicie: „Istnieją dusze, które zostały namaszczone przez święcenia kapłańskie. Jednak istnieję też… również dusze kapłańskie, które mają powołanie a nie otrzymały godności i święceń kapłańskich. Te w zjednoczeniu ze mną składają same siebie w ofierze… Pomagają one ogromnie Kościołowi w sposób duchowy. Ty będziesz matką wielkiej liczby duchowych synów. Będą oni jednak kosztowali twe serce tyle cierpienia, jakbyś tysiąc razy umierała męczeńską śmiercią. Ofiaruj się jako całopalna ofiara za kapłanów, zjednocz się z moją ofiarą, by otrzymywać dla nich łaski”. „Chciałbym powrócić na ten świat… w moich kapłanach. Chciałbym odnowić świat ukazując się w nich i dać silny impuls dla mego Kościoła, wylewając Ducha Świętego na moich kapłanów, jakby podczas nowej Pięćdziesiątnicy”. „Kościół i świat potrzebują nowej Pięćdziesiątnicy. Pięćdziesiątnicy kapłańskiej, wewnętrznej”.
Jako młoda dziewczyna Conchita często modliła się przed Najświętszym Sakramentem: „Panie, czuję się niezdolna kochać Ciebie, dlatego chcę wyjść za mąż. Daj mi wiele dzieci, aby oni kochały Cię bardziej niż ja to potrafię”. W jej, szczególnie szczęśliwym małżeństwie urodziło się dziewięcioro dzieci – dwie córki i siedmiu synów. Wszystkie ofiarowała Matce Bożej: „Oddaje Ci je całkowicie jako Twoje dzieci. Ty wiesz, że ja nie potrafię ich wychować. Zbyt mało wiem, co to znaczy być matką. Ty jednak wiesz to doskonale”. Czworo z jej dzieci zmarło. Wszyscy mieli świętą śmierć.
Conchita była matką duchową dla kapłaństwa jednego z jej synów. Napisała o nim: „Manuel urodził się w tej samej godzinie, w której zmarł Ojciec Jozé Camacho. Gdy się o tym dowiedziałam, prosiłam Boga, aby mój syn mógł zastąpić tego kapłana przy ołtarzu…Od chwili, gdy mały Manuel zaczął mówić, modliłam się wspólnie z nim o wielką łaskę powołania do kapłaństwa… W dniu jego Pierwszej Komunii i we wszystkie główne święta ponawiałam tę prośbę…W wieku siedemnastu lat wstąpił do jezuitów”.
W 1906 r. Manuel napisał do niej z Hiszpanii, gdzie przebywał, powiadamiając o swojej decyzji. Conchita odpisała: „Oddaj się Panu całym sercem i nigdy Mu siebie nie odbieraj! Zapomnij o stworzeniach a przede wszystkim zapomnij o sobie samym! Nie potrafię sobie wyobrazić osoby konsekrowanej, która nie byłaby święta. Nie można oddać Bogu tylko połowy siebie. Staraj się być wspaniałomyślny wobec Niego!”.
W 1914 r. Conchita spotkała się w Hiszpanii z Manuelem. Było to ich ostatnie spotkanie, gdyż on już nigdy nie wrócił do Meksyku. W tym czasie napisał do niej: „Moja droga Mamusiu! Pokazałaś mi życie. Na moje szczęście, od najmłodszych lat słuchałem z Twoich ust zbawiennej i wymagającej doktryny Krzyża. Teraz pragnę wprowadzić ją w czyn”. Również matka odczuwała ból wyrzeczenia: „Zaniosłam Twój list przed tabernakulum i powiedziałam Panu, że zgadzam się całą moją duszą na tę ofiarę. Gdy następnego dnia przystępowałam do Komunii Świętej, to miałam Twój list na sercu, aby odnowić w ten sposób tę całkowitą ofiarę”.
Mamusiu, naucz mnie być kapłanem
Tydzień przed święceniami kapłańskimi, 23 lipca 1922 r., trzydziestotrzyletni Manuel napisał do swojej matki: „Mamo, naucz mnie być kapłanem! Mów mi o bezgranicznej radości z tego, że będę mógł celebrować Mszę Świętą. Powierzam wszystko Twoim rękom. Niech będzie jak wtedy, gdy strzegłaś mnie pod Twoim sercem i gdy jako dziecko uczyłaś mnie wymawiać słodkie imiona Jezusa i Maryi, by wprowadzić mnie w to misterium. Czuję się naprawdę dzieckiem, które prosi Cię o modlitwę i ofiary… Jak tylko zostanę wyświęcony na kapłana, poślę Ci moje błogosławieństwo a następnie przyjmę na kolanach Twoje”.
Gdy 31 lipca 1922 r. Manuel przyjmował w Barcelonie święcenia kapłańskie, Conchita wstała pośród nocy, aby w nich duchowo uczestniczyć. W Meksyku w tym czasie była bowiem noc. Wzruszyła się do głębi: „Jestem matką kapłana!… Potrafię jedynie płakać i dziękować! Zapraszam całe Niebo, by dziękowało w moim imieniu. Ja bowiem czuję się niezdolna do tego, ze względu na moją nędzę. Dziesięć lat później napisze do syna: „Nie potrafię wyobrazić sobie kapłana, który nie byłby Jezusem, a tym bardziej, gdy należy do Towarzystwa Jezusowego. Modlę się za ciebie, aby od momentu gdy już celebrujesz, twoja przemiana w Chrystusa dokonywała się w ten sposób, że dzień i noc będziesz Jezusem” (17 V 1932). „Cóż byśmy zrobili bez krzyża? Życie bez bólów, które jednoczą, uświęcają, oczyszczają i wypraszają łaski, byłoby nie do zniesienia” (10 VI 1932). O. Manuel zmarł w sławie świętości, mając 66 lat.
Pan Jezus dał zrozumieć Conchicie na czym polega jej apostolstwo: „Powierzam ci jeszcze inne męczeństwo: będziesz cierpiała z powodu tego, co kapłani popełniają przeciwko mnie. Będziesz żyła i ofiarowywała się za ich niewierność i nędzę”. To duchowe macierzyństwo dla uświęcenia kapłanów i Kościoła wyniszczyło ją całkowicie. Zmarła w 1937 r., w wieku 75 lat.
Foto. Siostry Karmelitanki Dzieciątka Jezus





