Bez modlitwy jest bez sensu

Jakże ważną rzeczą jest modlitwa w życiu chrześcijanina dowiadujemy się na każdym etapie naszej ludzkiej egzystencji, kiedy jesteśmy w opałach lub zwyczajnie miewamy poczucia bezsensu i pustki życiowej. Mówi się: „Jak trwoga, to do Boga”. I to prawda. Człowiek jest stworzeniem marnym, ale zdaje sobie z tego sprawę tylko wtedy, kiedy naprawdę czuje się bezsilny wobec niektórych sytuacji. Na tym właśnie polega fenomen modlitwy, że to nie ja dyktuję Panu Bogu, co ma dla mnie zrobić, ale prosić Go o pomoc i zrozumienie, że ja człowiek słaby i grzeszny nie daję sobie rady z przeciwnościami losu. Modlitwa to relacja z Bogiem pełna pokory. To słuchanie głosu Boga, żywienie się Nim, to uświadomienie sobie, że to co mówi do mnie Pan Bóg jest dla mnie pożyteczne i zbawienne. Modlitwa to niesienie ogromu swoich cierpień z Jezusem, dzielenie się radościami i smutkami. To postawa pełna zaufania wobec Tego, który zniweczył grzech, śmierć i Szatana. To oczekiwanie na wypełnienie się słów Pana, iżli spełniając Jego wolę, spotkamy się z Nim w Królestwie Niebieskim.

 

AUTOR: Wojciech Werner SJ

Modlitwa w życiu chrześcijanina jest sprawą najważniejszą – nie tylko na rekolekcjach lub od święta, ale i na co dzień. Choć jest ona istotą naszego życia, to jednocześnie stwarza też wiele problemów.

Na temat modlitwy napisano wiele książek, opracowań i wszyscy księża o niej  mówią. Jednak z nią jest tak, jak z miłością – wiele o niej słyszymy, czytamy, ale dopóki sami nie doświadczymy – nic nie zrozumiemy. Możemy modlitwę porównać także do jedzenia lodów. Niektórzy z nas lubią je jeść i moglibyśmy spróbować opisać to na zasadzie: lody są w gałkach, na patyku, w wafelku, są zimne, rozpływają się w ustach, mają różne smaki. I co taki opis daje dopóki się samemu nie spróbuje? Trzeba po prostu zasmakować. Modlitwą trzeba się zachwycić tak, jak jedzeniem lodów i jak zachwycamy się drugim człowiekiem, gdy jesteśmy zakochani. W podobny sposób mamy zachwycić się Jezusem i spotkaniem z Nim.

Z BOGIEM MOŻNA SIĘ DOGADAĆ

Modlitwa jest spotkaniem. W każdym spotkaniu dostosowujemy się do drugiego człowieka, a on do nas, by wysłuchać, zrozumieć, nawiązać relację. Nie zawsze jest to łatwe i przyjemne… Gdy spotykamy się z człowiekiem, widzimy go, czujemy jego bliskość, porozumiewamy się nie tylko słowami, ale także pozawerbalnie. Wydaje się, że spotkanie z Bogiem jest pod tym względem trudniejsze – nie widzimy np. jak Bóg gestykuluje. Jednak pamiętajmy, że to On jako pierwszy dostraja się do nas. To nie jest tak, że do słuchania Boga jesteśmy gotowi sami z siebie, ale to On nas zaprasza.  
Człowiek może komunikować się z Bogiem i to bardzo konkretnie i bezpośrednio, co pokazują chociażby rekolekcje, a my jako jezuici staramy się tego uczyć ludzi. Rekolekcje są czasem, kiedy możemy kontaktować się z Bogiem nie mniej niż z innym człowiekiem. I to Bóg jako pierwszy na nas czeka. Kiedy my idziemy na spotkanie z Nim – On już tam jest i mówi: Wspaniale, że jesteś. To On pomaga mi, abym się z Nim spotkał. Dlatego my nie musimy się jakoś specjalnie trudzić, aby ta modlitwa nam wyszła. Skoro to Bóg pierwszy mnie zaprasza do niej, mogę Mu ten czas po prostu powierzyć. My się angażujemy, ale to On nas prowadzi. Naszym zadaniem jest przede wszystkim słuchać – być takim radyjkiem nastawionym na odpowiednią częstotliwość, ale to Bóg nas na nią nastawia.

NA JABŁKA TRZEBA POCZEKAĆ

Modlitwa wymaga ciszy – zarówno wewnętrznej, jak i zewnętrznej. Jan Paweł II powiedział kiedyś: „Bóg jest samą ciszą. Jest wielkim milczeniem”. Skoro tak jest, to ja również powinienem zamienić się w milczenie, aby być podobnym do Boga i dostosować się do Niego. Oczywiście, On nie mówi tylko przez ciszę (również przez ludzi czy wydarzenia), ale właśnie w ciszy przemawia szczególnie. Cisza pomaga nam usłyszeć Boga i samych siebie. Do tego muszą być stworzone odpowiednie warunki – i dlatego wyjeżdżamy na rekolekcje.  Tam Bóg w szczególny sposób dostraja się do człowieka, a człowiek czuje się wtedy bardzo dobrze. Jezuici przeżywają trzydziestodniowe rekolekcje i czasem chciałoby się ten czas przedłużyć. Trzeba jednak pamiętać, że one służą temu, by wejść w świat, który jest trudny, nieprzychylny, głośny… Po spotkaniu z Bogiem jesteśmy na to o wiele lepiej przygotowani.
Modlitwa zawsze nas w jakiś sposób zmienia – niezależnie od tego, czy widzimy jej owoce, czy nie. Takie przekonanie daje wiele pokoju. My czasami czekamy na mocne działanie Boga: mocne Słowo, poruszenie itp. Bóg w taki sposób też działa, ale nie zawsze. Częściej działa w ciszy, spokojnie i delikatnie, co nie znaczy, że bezowocnie. Modlitwa, która sprawia wrażenie „suchej” przynosi później o wiele większe owoce. To tak jak z drzewkiem, które zasadzimy. Weźmy np. jabłoń – na młodej jabłoni nie ma owoców – one muszą dojrzeć i na to potrzeba czasu. Musi spaść deszcz, zaświecić słońce, by ta jabłoń się rozwinęła. Po jakimś czasie mogą rozwinąć się owoce i może być ich bardzo dużo. Natomiast na początku ich nie było i nie wiedzieliśmy, ile ich będzie. Potrzeba dużej cierpliwości w oczekiwaniu na te owoce, a także wiary, że jeśli spotkałem się z Bogiem i poświęciłem Mu czas, miało to sens.

SPOTKANIE Z TRENEREM

Ostatnio słyszałem jak jezuita, o. Lesław, porównał Boga do sensu. Jeśli tracimy Boga – tracimy sens. Życie bez Boga jest życiem bez sensu. Ja jako człowiek, który dość mocno angażuje się w wolontariat, mogę powiedzieć, że to, co robię, jest dobre i wspaniałe, ale kiedy tracę czas tylko na to, aby działać, a nie mam czasu na modlitwę – to wszystko traci sens. Nawet jeśli siedzę przy umierającej osobie w hospicjum, ale wcześniej nie pomodliłem się, nie spotkałem się z Bogiem, to  moje myśli biegną gdzieś indziej. Są ludzie, którzy mówią, że modlą się pracą i to jest dobre, bo wtedy nadajemy naszej pracy sens, ale nie można modlić się tylko pracą – widzę, że to nie wystarcza. Potrzebny jest czas, by pobyć z Bogiem sam na sam w kaplicy. To tak jak w sporcie, w czasie meczu – jest przerwa na odpoczynek, kiedy trener może wyjaśnić sportowcom, co dalej mają robić. I dla nas takie spotkanie z trenerem, którym jest Bóg, jest ważne, bo ładuje duchowe akumulatory. Ten akumulator duchowy wpływa na całe nasze życie: na moje samopoczucie i na to, co robię.
Rekolekcje ignacjańskie są drogą. Ważne jest smakowanie i zatrzymanie się tu i teraz. Nie chodzi tylko o zdobycie celu, ale i o drogę. Każda modlitwa mnie zmienia i każdą należy smakować. Kiedy pielgrzymujemy na Jasną Górę, nie zmienia nas dotarcie do celu, ale droga i spotkania z ludźmi. To w czasie drogi Bóg nade mną pracuje.
Modlitwa również w jakimś sensie nas niszczy – nasz egoizm, patrzenie tylko na siebie, samolubstwo. To tak jak z budynkiem do remontu – czasem trzeba wyburzyć jakąś ścianę. A czasem nawet cały fundament, by w życiu mógł dokonać się zwrot o 180 stopni.
Jedną z ważnych form modlitwy jest dziękczynienie. Jeśli człowiek umie dziękować – jest na dobrej drodze, jest człowiekiem Bożym i zawsze będzie w nim pokój. Taki człowiek jest nastrojony na Boga i przyjmuje od Niego dary. Bywa, że otrzymujemy prezent i okazuje się, że jest inny niż byśmy chcieli, dlatego nie umiemy się otworzyć na niego i w pełni docenić. Powinniśmy umieć dziękować za trudne rzeczy, bo bez nich nie widzielibyśmy tych dobrych: bez deszczu jabłoń by nie urosła, bez nocy nie doczekalibyśmy dnia. Człowiek, który ma postawę dziękczynienia, jest człowiekiem szczęśliwym.

PAN BÓG TO NIE SUPERMARKET

Czasami możemy sobie mówić, że jakaś modlitwa jest udana lub nie. A co to znaczy? Każda modlitwa jest udana, chyba że jej nie ma, albo jest skrócona. Jeśli modlitwa jest trudna tzn. że jest dobra, bo wtedy Bóg najintensywniej działa. Nie musisz widzieć, co dokładnie się dzieje – Bóg i tak cały czas cię formuje. A podczas modlitwy pozwalasz Bogu, aby cię formował i zmieniał. Nie bójmy się rozproszeń. One zawsze będą na modlitwie przychodziły.
Na modlitwę wpływa także to, jaki mamy obraz Boga. Najczęstszym zafałszowaniem jest, gdy widzimy w Nim sędziego, który za dobre wynagradza, a za złe każe. Wierząc  w takiego Boga, możemy myśleć, że czegoś nie dostaniemy od Niego, bo nie zasłużyliśmy lub zostaniemy osądzeni. Pan Bóg nie spisuje naszych „plusów” i „minusów”. On nie działa w taki sposób. Pragnie nas takimi, jakimi jesteśmy. Widzi naszą grzeszność, lecz nie zraża się nią. Chce, abyśmy my sami siebie zaakceptowali.
Czasem możemy też widzieć w Bogu magika. Jeśli mi czegoś nie daje, to Go nie ma. Innym razem, wydaje nam się, że Pan Bóg działa jak supermarket. To, co nam się podoba, chcemy wziąć od Niego i wrzucić do koszyka. To również jest fałszywy obraz. Bóg chce nam dawać to, co dla nas dobre, a niekoniecznie to, co uznajemy za odpowiednie.
Czasem wydaje się nam, że nasze modlitwy są niewysłuchane, ale jest to tylko nasze mylne wrażenie. Podobnie, jak  w sytuacjach, kiedy my sami siebie źle oceniamy, tymczasem dla Boga jesteśmy skarbem. On zawsze odpowiada na nasze modlitwy. Nigdy nie mówi: Odejdź. Zachęca do tego, abyśmy się z Nim spotkali: Gdy przyjdziesz do mnie, staniesz się lepszy. Modlitwa to przygoda i to Bóg jest jej reżyserem – nigdy nie wiemy, co się wydarzy.

Artykuł powstał na podstawie konferencji wygłoszonej podczas
zimowych rekolekcji ignacjańskich w Porszewicach.

ŹRODŁO:

SZUM Z NIEBA

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *