
Autor: Ks. Maciej Guziejko CRL
Mk 8, 27-35
Sądząc po wypowiedziach apostołów, Jezus z dzisiejszej Ewangelii był już bardzo popularny. Mieszkańcy Ziemi Świętej widzieli w Nim nieżyjących proroków – proroków dużego kalibru. Widocznie św. Piotr czuł się ważny przy Jezusie i wiedział, że może z nim zwojować świat. Miał zupełnie inną wizję sukcesu. Św. Piotrowi ciężko było przyjąć, że obiecany od wieków Mesjasz może pozwolić się zabić i to w tak okrutny sposób.
Widocznie św. Piotr uważał, że jest jeszcze tyle do zrobienia: tylu Izraelitów marzyło o wyzwoleniu; tylu chorych czekało na uzdrowienie; tylu głodnych liczyło na chleb. W oczach św. Piotra Jezus był w pełni sił. Szły za nim wielkie tłumy! On miał takie możliwości i moc, a rezygnował z czynienia dobra? To nie jest logiczne!
Misja Jezusa nie polegała na ratowaniu ludzi dla DOCZESNOŚCI. Tak naprawdę ten świat i tak kiedyś się skończy. Głodnym znów „zaburczy” w brzuchu, chorzy i tak „odejdą do domu Pana”, a każda ziemska niewola doczeka się końca.
Jezus chciał wtedy i pragnie teraz ratować ludzi dla WIECZNOŚCI. Może to już „oklepany” slogan, ale wielu słysząc słowo „Bóg” wyobraża sobie „gościa” od spełniania zachcianek. Oczywiście jedne „zachcianki” są mniej ważne, inne bardziej. I kiedy Stwórca się nimi nie zajmuje, w ludziach rodzi się bunt i jak św. Piotr zaczynają Boga upominać.
Pomyślmy, o co się modlimy? Być może zamknęliśmy się w sprawach doczesnych i ciągle o nie wołamy do Boga. A Bóg w pierwszym rzędzie chce z nami pogadać o wieczności. Czas przestać myśleć o lakierze samochodu, ale w końcu zatroszczyć się o silnik.






