Czegóż więc pragniesz, duszo moja?


Autor: s. Marzena Maj, Karmelitanka Misjonarka (cm)

www. karmis.karmel.pl

Mdr 11, 22 – 12, 2

Ps 145, 1-2. 8-11. 13-14

2 Tes 1, 11 – 2, 2

Łk 19, 1-10

 

Dzisiejsze czytania stawiają nas wobec bardzo realnej i dotykającej naszej codzienności, prawdy o miłosierdziu Bożym. Bóg stwarzając człowieka z miłości, poszukuje go z dnia na dzień nieustannym aktem miłosierdzia naprawiając jego słabość, przebaczając winy, wybawiając od złego.

„Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś (…). Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia. Bo we wszystkim jest Twoje nieśmiertelne tchnienie”.

Prawdę tę dzisiejsza ewangelia ukazuje w konkretnym i bardzo wymownym wydarzeniu: spotkaniu Jezusa z celnikiem Zacheuszem.  Zacheuszowi wystarczyła obecność i dobroć Pana, by oświecić sumienie człowieka bez skrupułów, przyzwyczajonego do nieuczciwego zysku. Lecz Zacheusz okazał dobre przygotowanie, które otwarło go na łaskę: szczere pragnienie zobaczenia, spotkania Jezusa. Aby to uczynić wspiął się na sykomorę. Zapewne przez szereg lat wielokrotnie przechodził obok tego drzewa, ono tak wrosło w szarość i codzienność jego życia, że zapewne przestał je zauważać. A jednak kiedy zapragnął zobaczyć Jezusa, nadszedł moment, ze znów dostrzegł sykomorę, wspiął się na nią i z niej go zobaczył. Co jest moją sykomorą? Co tak bardzo weszło w moją codzienność, że może nie zdaje sobie sprawy, że jest to przestrzeń mojego spotkania z Jezusem? Może jest to codzienna modlitwa, Eucharystia, praca, spotkania z bliskimi ludźmi…? Pan Bóg ciągle nas szuka, ciągle zaprasza nas do udziału w Jego miłości i wykorzystuje do tego nasza codzienność.

Celnikowi, którego faryzeusze uważali za grzesznika nieodwołalnie straconego, zostało dane zbawienie, a on je przyjął otwierając swój dom i serce Zbawicielowi. Chrystus czyni nieustannie ten sam dar każdemu człowiekowi:

„Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną”/Ap 3,20/.

Bóg w swoim nieskończonym miłosierdziu nie zadowala się nawracaniem ludzi i przebaczaniem, lecz ofiaruje nam swoją przyjaźń, zapraszając do zjednoczenia z sobą. Przypomina nam o tym św. Jan od Krzyża we fragmencie Modlitwy duszy rozmiłowanej:

Boże mój, Panie i Oblubieńcze!

(…)weź nicość moją, której pragniesz, a daj mi skarby, których również pragniesz dla mnie. Któż może się uwolnić ze swej nędzy i nicości, jeśli go Ty nie podniesiesz do siebie czystością Twej miłości, o Boże mój? Jakże się może podnieść do Ciebie człowiek zrodzony z nędzy, jeśli go Ty nie podniesiesz tą ręką, którą go stworzyłeś?

Nie pozbawisz mię, o Boże mój, tego, coś mi dał w Twym Synu, Jezusie Chrystusie, w którym mi dałeś wszystko, czego pragnę; dlatego się weselę, bo nie zawiedziesz mej ufności! Czemu więc, duszo moja, jeszcze się ociągasz, gdy już teraz możesz kochać swym sercem swego Boga?

Moje są niebiosa i moja jest ziemia, moje są narody, moi grzesznicy i sprawiedliwi! Aniołowie są moi, Matka Boża jest moja, wszystkie rzeczy są moje, i sam Bóg jest moim i dla mnie, gdyż Chrystus jest mój i wszystek dla mnie! (por. 1 Kor 3, 22-23). Czegóż więc pragniesz, duszo moja? Wszystko jest twoje i wszystko dla ciebie. Nie zadowalaj się małym i nie szukaj odrobin, które spadają ze stołu Ojca twego (por. Mt 15, 26-27; Mk 7, 27- 28).

Lecz wyszedłszy z siebie, wejdź do pełności i ciesz się w twojej chwale! Ukryj się w niej i raduj się, a zaspokoisz pragnienie serca swego.

/Słowa światła i miłości – Sentencje 26/

 

 

Modląc się:

* dziękujmy za wierną miłość Pana Boga do nas

* dziękujmy za Jego obecność i wspieranie nas w naszej codzienności

* dziękujmy za wszystkie „sykomory” naszego życia, które prowadziły nas i prowadzą na spotkanie z Panem

* prośmy o otwartość na przyjęcie wszystkiego, czym Pan Bóg pragnie nas obdarzyć i do czego nas zaprasza.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *