Rozmowa z ks. dr. Jarosławem Kodzią, wychowawcą i wykładowcą Wyższego Seminarium Duchownego w Koszalinie, obrońcą węzła małżeńskiego w Sądzie Biskupim diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej
− Gdzie szukać dziś pokarmu dla wiary? Co jest nieodzowne, by umożliwić jej wzrost i dojrzewanie?
− Ostatnio niektóre sklepy oferują zestawy artykułów spożywczych, z których popularni telewizyjni kucharze przygotowują potrawy mniej znane polskiemu konsumentowi. Jak się często okazuje, kluczem do sukcesu nie są jednak składniki, przeważnie nam znane, lecz sposób ich wykorzystania w potrawie. Można tu dostrzec pewną analogię do świata wiary. Ona także „karmi się” składnikami, których każdy z nas używa na co dzień. Różni nas jedynie umiejętność ich łączenia, zapał w pracy i cierpliwość w oczekiwaniu na jej efekty.
− Czym jest nowa ewangelizacja i w jaki sposób przyczynia się do pogłębiania wiary współczesnego człowieka?
− Kard. nominat Ignacy Jeż, nieżyjący już biskup diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, tak tłumaczył klerykom, na czym polega istota nowej ewangelizacji: „Czynić stare rzeczy w nowy sposób, z nowym zapałem”. Sformułowanie to ma już piętnaście lat, lecz trudno odebrać mu walor aktualności. Chodzi więc o taki przekaz Ewangelii, który dotrze do współczesnego człowieka. Mamy przecież głosić Ewangelię „na dachach”. Głosić − to jednak nie tylko o niej mówić, ale równocześnie stawać się jej żywym obrazem. Papież Franciszek, gdy był jeszcze arcybiskupem Buenos Aires, widział w nowej ewangelizacji „ofiarowanie nadziei światu zamkniętemu w sobie”. Z tego też powodu polecił księżom, by wyszli poza mury kościołów: na ulice, do miejsc pracy i odpoczynku, w świat życia codziennego, i sam również tak uczynił.
− Czy nowe formy ewangelizacji prowadzą do pogłębienia wiary, czy raczej są tylko jednorazową przynętą, więc powinniśmy się trzymać starych i sprawdzonych metod, by ożywiać wiarę i dojrzewać w niej? Czy ten nowatorski „pokarm” jest dobry?
− Mamy dziś do czynienia z rozkwitem różnych form głoszenia Dobrej Nowiny, czasem dość szokujących. Mają one na celu dotarcie do człowieka takiego, jakim jest, i tam, gdzie jest, „przebicie się” do niego przez gąszcz informacji, który go na co dzień otacza. Osoby o ugruntowanej wierze czasem zarzucają tym formom brak głębi. Chodzi tu jednak tylko o „spulchnienie” gleby, sprowokowanie człowieka do tego, by zadał sobie fundamentalne pytanie, czy jego kontakt z Panem Jezusem jest żywy i budujący dla innych, czy też jest już na tyle skostniały, że w praktyce dla nikogo nie stanowi życiodajnej siły i stał się wyłącznie kulturowym rytuałem. Aby lepiej sobie zdać sprawę z tego, o czym mowa, można zastosować następujące ćwiczenie − zastanowić się, czy gdyby ukrytą kamerą nagrano film z kilku dni naszego życia, a potem wyemitowano go wśród osób niewierzących lub ostygłych w wierze, to czy wzbudziłby on wśród nich zapał do chrześcijaństwa. W nowej ewangelizacji chodzi o takie przebudzenie wiary, które będzie inspirujące dla innych. Po takiej „podorywce” musi oczywiście przyjść czas na głębszą formację w jakiejś wspólnocie czy ruchu kościelnym, musi nastąpić „głęboka orka”, ale żeby człowiek jej zapragnął, musi najpierw spotkać żywego Boga.
− Ludzie starsi korzystają na ogół z tradycyjnych form pogłębiania wiary. Czy nowe środki przekazu, np. internet, płyty multimedialne, mogą służyć ewangelizacji?
− Od paru lat w krajobraz wakacyjnych dzieł duszpasterskich w mojej diecezji wpisuje się ewangelizacja wiosek. Obejmuje ona: spotkania z dziećmi w plenerze, które upływają na zabawie i katechezie, odwiedzanie ludzi w ich domach, Mszę świętą, przejście przez całą parafię z Najświętszym Sakramentem i pobłogosławienie oczekujących przed domami mieszkańców, a na koniec dnia wspólne ognisko. Kiedy w ubiegłe wakacje prowadziłem jedną z takich ewangelizacji, byłem zaskoczony, że ludzie starsi bardzo pozytywnie odpowiedzieli na tę propozycję. Myślę, że jeśli ktoś jest naprawdę blisko Pana Boga, to szybko uchwyci ideę, która przyświeca nowej ewangelizacji. A co z dorobkiem współczesnej techniki? Jeśli posługiwanie się nim będzie służyć nie tylko przekazywaniu informacji, ale także formacji, to warto go wykorzystywać. Nic nie zastąpi jednak osobistego kontaktu człowieka z Bogiem i człowieka z człowiekiem.
− „Wiara rodzi się ze słuchania” – czytamy w Piśmie Świętym. To od nas zależy, czy nasza wiara wzrośnie, czy stanie się karłowata! Jesteśmy „karmieni” przez współczesne media różnymi treściami. Czy nie stanowi to zagrożenia dla wiary? Jaką rolę w ewangelizacji i dojrzewaniu w wierze odgrywają pisma katolickie?
− Prawdą jest niestety to, że mamy dziś wielu głosicieli, lecz nie każdy trzyma się nauki Kościoła. Warto sobie uświadomić, że mamy dwa źródła Objawienia: Pismo Święte i Tradycję. Ale nie można interpretować Pisma Świętego „jak popadnie”, podpierając się sformułowaniem: „przyszło mi to na modlitwie”, lecz trzeba trzymać się reguł interpretacyjnych. Kościół jest świadom, że to właśnie z dowolności w interpretowaniu Biblii rodziły się herezje. Ważną rolę pełni więc nie tylko samo studium, ale i jego jakość, czyli to, kto jest moim nauczycielem. Relacja mistrz – uczeń istnieje zwłaszcza w świecie wiary. Warto też sobie uświadomić, że za każdym świętym kryje się mądry spowiednik. Nasze życie duchowe w dużej mierze zależy od tego, jakiego sobie wybieramy przewodnika. Pisma katolickie pomagają w głoszeniu Dobrej Nowiny, ale pod dwoma warunkami: po pierwsze − gdy są bardzo dobre, po drugie – gdy są czytane.
− Dziękuję za rozmowę i świadectwo życia wiarą na co dzień, a także za komentarze do Ewangelii, które Ksiądz pisał do „Różańca” przez 6 lat.
Rozmawiała s. Wioletta Ostrowska CSL
RÓŻANIEC 06/2013







