NOBISCUM AD CAELUM…

Wstąpmy do Ogrodu Pana

 

Dzisiaj w Kościele Katolickim przeżywamy wspomnienie NMP z Góry Karmel. O pojawieniu się szkaplerza w pobożności karmelitańskiej powiedziała w rozmowie z Marią Rachel Cimińską, Iwona Wilk radna prowincjalna Krakowskiej Prowincji Świeckiego Zakonu Karmelitów Bosych (OCDS).

(więcej…)

„…drży powietrze po tamtych głosach…”

Rok już minął. Wydawać by się mogło, że to niewiele, ale dla niektórych aż nadto. Że dzisiaj, zgodnie z trendem, należy żałobę zakończyć i w nowy życia strumień wstąpić. Nie umiem i nie mogę, bo jeszcze w pamięci pozostały twarze, ludzie, słowa, idee, emocje, łzy…

I pytanie: jak to się stać mogło? Bo że się stało, to wiem, choć najbliżsi wciąż tęsknią i z ciężką nadzieją spoglądają w drzwi, nasłuchują dzwonka telefonicznego, a groby dla nich to tylko złudzenie. Choć ciała w nich pochowane, to prawdy pochować nie można. Ona jeszcze nierozpoznana leży w prosektorium i czeka na identyfikację. Więc i znicze płoną jak na pogrzebie, bo znakiem są pamięci i woli, by rozpoznano ciało prawdy jak najszybciej i bez lęku przed nią samą.

 

„…nawet najboleśniejsza wyzwala…”

Jest jedna scena w filmie Andrzeja Wajdy „Katyń”. Rozmowa dwóch sióstr na drodze do cmentarza. Jedna z nich zdesperowana w chronieniu pamięci o bracie, który zamordowany został w Katyniu, i druga, która pogodziła się z kłamstwem w imię jakiejś przyszłości, chociażby miała być to spokojna wegetacja. Mam nieodparte wrażenie, że ta rozmowa ciągle trwa. Mówią, że z żywymi trzeba naprzód iść, po życie sięgać nowe. Czyż tak trzeba? Dźwięczą mi w uszach słowa Mickiewiczowskie: „On zdjął z głowy kapelusz, wstał i głos natężył, i trzykroć krzyknął: Jeszcze Polska nie zginęła. Wpadli w tłum; ale długo ta ręka ku niebu, kapelusz czarny jako chorągiew pogrzebu, głowa, z której włos przemoc odarła bezwstydna, głowa niezawstydzona, dumna, z dala widna, co wszystkim swą niewinność i hańbę obwieszcza i wystaje z czarnego tylu głów natłoku, jak z morza łeb delfina, nawałnicy wieszcza, ta ręka i ta głowa zostały mi w oku, i zostaną w mej myśli, i w drodze żywota jak kompas pokażą mi, powiodą, gdzie cnota: jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie.” Jak miał powiedzieć w Katyniu rok temu śp. prezydent Lech Kaczyński: „Potrzeba nam prawdy. Racje nie są rozłożone po równo…”. Choć nie powiedział, a tylko tezy jego wystąpienia pozostały, to w uszach brzmią jak memento, przedśmiertne przesłanie. Ziemia katyńska nie jest li tylko krwią polskich żołnierzy przesiąknięta, ale wiecznym wołaniem o prawdę, fundament Rzeczypospolitej. To, co najbardziej doskwierało w czasie posmoleńskiej żałoby, to nie tyle pytanie: dlaczego? Odpowiedź na nie, choć ważna, to jednak jest wtórna. Najboleśniejszym było pytanie: gdzie jest Rzeczpospolita? I nie o patos tutaj chodziło, nie o wzniosłe hasła i historyczne uwarunkowania. To pytanie było pytaniem o nasze miejsce na ziemi, o nasz sposób przeżywania suwerenności, o naszą polską prawdę. Nie oskarżać chcieliśmy wtedy, lecz wiedzieć, że choćby najmniejsze, ale własne miejsce mamy na ziemi. Dlatego prawda jest ważna. Nie o ferwor walki idzie, ale o fundament trwałości narodowej, której nie wyznaczają granice, lecz serce ugruntowane.

 

„…jedyny pomnik na ich grobie…”

Bo nie jest prawdą, iż najważniejsza jest pamięć najbliższych. Oni złączeni są z nimi krwią, życiem codziennym i wspomnieniami szczęścia. Lecz wchodząc w dzieje wspólnej Ojczyzny, stali się braćmi nas wszystkich. Gdy płoną znicze na Krakowskim Przedmieściu, nie otaczają tylko miejsca pracy. To byłoby za proste. Polska to nie sprawna administracja. Taka była i za czasów zaborczych. Polska to nie tylko dobrze funkcjonująca ekonomia, bo Wokulski i za cara interesy robił. Polska to nie zbiory ustaw – nimi zaklejone były wszystkie słupy w okupowanych miastach. Polska jest tożsamością, dla której potrzeba symboli. A przecież ufundowane na pierwszym skradzionym milionie społeczeństwo z lękiem, ale i zadziwieniem prawdą, spoglądało na trumnę okrytą flagą z orłem białym. Arcybiskup Józef Teodorowicz, którego ciała władze dzisiejszego Lwowa nie pozwalają przenieść na miejsce spoczynku w mogiłach Orląt, mówił do swoich współczesnych: „Nieraz tak to było w dziejach naszych, iż w chwilach wielkich naród ratował się przez jedną szczęśliwą a śmiałą myśl, którą brał i czerpał z natchnienia Ducha Bożego. I wtedy stawała się Polska podobna do tej harfy tajemniczej, w którą uderzały wielkie wichrów powiewy i dobywały z niej dźwięk potężny, przeciągły, jednolity. Tak było pod Grunwaldem, tak pod Częstochową, tak pod Wiedniem, tak dzisiaj pod Lwowem. Myśl narodowa i wiara, interesy królestwa ziemskiego i Królestwa Bożego, śmiała inicjatywa i posłuszeństwo natchnieniu Bożemu, zamiar nieliczący się z żadną ziemską korzyścią, a nawet z żadną ziemską koniecznością, ufający jedynie w nadzwyczajną pomoc Bożą, dokonywał rzeczy olbrzymich. Zaskakiwały one dzieje z nagła i niespodzianie, olśniewały i w zdumienie wprawiały świat, a wypadkom nadawały bieg potężny i niespodziewany. W takich chwilach Bóg doświadczalnie wskazywał narodowi, ile to skarbów włożył w jego serce, by je wrażliwym i pojętnym uczynić na znaki czasu i ich zrozumienie. I gdy naród swe serce na znaki te i na głos Pański zamykał, obniżał się i schodzi z drogi przeznaczeń; ile zaś razy byli w narodzie tacy, którzy serce głosom Ducha Świętego otwierali, tyle razy dokonywali dziwów.” I tak się stało rok temu, choć niektórym zamiast narodowej sceny, co duszą płonie, majaczyć zaczęli demona patriotyzmu. Tego nie można zagasić jak zniczy z parafiny. Nie można znowu zabawiać narodu, wstawiać dekoracji tandetnych i umieszczać suflera, by niemogącym tekstu komedii spamiętać podpowiadał slogany i komunały.

 

„…i dymi mgłą katyński las…”

W dzień po śmierci Lecha Kaczyńskiego i towarzyszących mu osób prezydent Gruzji odznaczył go tytułem Narodowego Bohatera Gruzji. W specjalnie skomponowanej pieśni zawarto słowa:Leć moja czarna jaskółko i zmierzaj drogą przodków. Przynieś mi dobrą wieść o braciach, co poszli na wojnę. W mrocznym lesie katyńskim czerwone gorące kwiaty. Zaczynam je zbierać i znajduję tam nasze serca.” Dlatego zapalam dzisiaj znicz, bo „drży powietrze po tamtych głosach”, a wiosna powróci znowu i jaskółki także. Prawdy nie zamyka się w grobach.

ks. Jacek Wł. Świątek

Echo Katolickie 14/2011

www.echokatolickie.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *