Eliasz, stróż prawa Bożego



Autor: O. Andrzej Makowski CSsR

To już dosłownie za kilka chwil Wigilia. Czekamy na ten moment, kiedy zasiądziemy przy udekorowanym stole, w gronie rodzinnym. Zgodnie z tradycją jedno miejsce pozostanie wolne dla kogoś, kto nieoczekiwanie może zapukać do naszych drzwi. A my wówczas w radosnej atmosferze będziemy dzielić  się opłatkiem, spożywać wieczerzę oraz śpiewać kolędy.

Również w  tradycji żydowskiej w czasie uczty zostawiano wolne miejsce przy stole, a było ono zarezerwowane dla proroka Eliasza. Miał on bowiem przyjść po to, aby rozpocząć czasy mesjańskie. Wśród Żydów panowało przekonanie, że na końcu świata przyjdzie on powtórnie na ziemię, by przygotować lud Izraela na czas Sądu Ostatecznego.

 

Kim był Eliasz? Jakie to ma znaczenie w naszym przeżywaniu Świąt Bożego Narodzenia?

Eliasz i jego historia w Biblii zaczyna się w 17 rozdziale Pierwszej Księgi Królewskiej, a kończy się w 2 rozdziale Drugiej Księgi Królewskiej. Działał on w latach 873-843 przed Chrystusem. Opowieści o Eliaszu mówią nam o wskrzeszeniu przez niego umarłych, wywoływaniu suszy lub deszczu, o jego spotkaniu z Bogiem w lekkim powiewie wiatru na pustyni, o walce z fałszywymi prorokami bożka Baala i wreszcie o jego wniebowstąpieniu na rydwanie z ognia. Eliasz stawał przeciwko skorumpowanemu i skłonnemu do przemocy królowi Achabowi, uzbrojony tylko w Słowo Boże. Jego życie jako proroka było pełne walk, prześladowań i ucieczek.

Lektura przywołanych wyżej fragmentów biblijnych, mających często dla nas, współczesnych, postać „kwiatków” tego pierwszego z wielkich proroków, może ożywić i dodać barw obliczu Eliasza.

Ale to właśnie o Eliaszu Jezus powiedział do apostołów, kiedy schodzili z góry Tabor, że już przyszedł, a ludzie go nie rozpoznali:  A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im mówiąc: «Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie».  Wtedy zapytali Go uczniowie: «Czemu więc uczeni w Piśmie twierdzą, że najpierw musi przyjść Eliasz?» On odparł: «Eliasz istotnie przyjdzie i naprawi wszystko. Lecz powiadam wam: Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli. Tak i Syn Człowieczy będzie od nich cierpiał». Wtedy uczniowie zrozumieli, że mówił im o Janie Chrzcicielu.(Mt 17, 10–13)

Ponowne pojawienie się kogoś z przeszłości wydawać nam się może zupełnie nierzeczywiste. Wiemy dobrze, że i dzisiaj nie brakuje ludzi, którzy wierzą w reinkarnację i są przekonani, że sami już  przeżyli wielokrotnie życie ziemskie. Ale takie poglądy nie mają nic wspólnego z wiarą czy rozsądkiem.

Kiedy mówimy o powtórnym przyjściu Eliasza, to mamy na myśli pełnię czasu, w której pojawi się mąż o jego sile i mocy, który przygotuje ludzkość na czasy mesjańskie. To prorok Jan Chrzciciel przyjął na siebie zadanie Eliasza. Jezus potwierdza, że to właśnie on wypełnił posłannictwo Eliasza, który miał przygotować Naród Wybrany na przyjście Mesjasza.  My dzisiaj nie musimy wcale wybierać między Eliaszem a Janem Chrzcicielem. Trzeba nam iść drogą, którą oni obaj wskazywali. Drogą prowadzącą do Chrystusa, Zbawiciela wszystkich ludzi.

W obliczu mnogości poglądów, teorii, propozycji, we współczesnym świecie ta wczesnochrześcijańska deklaracja wiary może i dla nas być ważną pomocą. Podobnie jak wtedy, także dzisiaj jesteśmy często zmu­szeni do tego, by sprawdzać, rozróżniać i wybierać. Decydujące pytanie brzmi obecnie tak samo, jak przed dwoma tysiącami lat: Kto prowadzi do Jezusa Chrystusa, a kto nie? Jak za czasów Eliasza: co prowadzi do Boga, a co od Niego oddala?

Jesteśmy zabiegani, w wirze zakupów (bo niedziela z promocjami to taki już świąteczny zwyczaj !), szukamy prezentów dla najbliższych. A tutaj trzeba pamiętać o karpiu, pierogach, barszczu z uszkami, i jeszcze przed nami tyle spraw do załatwienia. Pogoń, szarzyzna którą ma zastąpić świąteczna magia (ta rozpoczęta w galeriach handlowych, placach, ulicach a dokończona w naszych domach). Choinka, bombki …

Zastępując Jezusa Chrystusa kimś in­nym, tracimy Go, tracimy Jego przesłanie i Jego obietnicę życia wieczne­go. Gdzie indziej pokładamy już naszą nadzieję. Gdy w naszym sercu miejsce Nowonarodzonego zajmie choinka i prezenty, nie dziwmy się, że Boże Narodzenie trwa dla nas tak długo, jak długo palą się choinkowe lampki.

Lecz jeśli będziemy żyć w łączności z Nim, On udzieli nam daru rozeznania w Duchu. Wtedy będziemy umieli przyznać, że nie wszystko, co jest nam proponowane pochodzi od Niego. Wtedy również będziemy mogli z wdzięcznością przyjąć to, czym inni nas, dzięki Jego łasce, obdarowują.

Przy­wołajmy  jeszcze  dwa wydarzenia z życia Eliasza. Pierwsze miało miejsce w najbar­dziej tragicznym momencie jego historii, kiedy nie­ubłagana królowa Izebel starała się go za wszelką cenę usunąć, zniszczyć. Prorok ukrył się na południu, żyjąc samotnie na su­rowej Pustyni Synajskiej. Rozpaczliwa ucieczka (chciał nawet umrzeć pod janowcem, gdy osłabiło go palące słońce) przemieniła się wówczas w piel­grzymkę do źródeł biblijnej wiary, podczas której Bóg w cudowny sposób karmił swojego proroka, dając mu niespożyte siły.

…nie uciekaj przed Bogiem w swojej codzienności, nawet jeśli wydaje się, że otaczają cię już tylko wrogowie. Pan pośle swego anioła, by cię wspomógł.

Rzeczywiście, Eliasz wszedł na górę Horeb (Synaj) i tam otrzymał nowe powołanie poprzez zaskakujące objawienie Boga. Bóg nie objawił mu się ani w „wichurze rozwalającej góry i druzgocącej skały”, ani w trzęsieniu ziemi, ani w błyskawicach burzy. Pan objawił mu się jak mówi tekst hebrajski w  „szmerze łagodnego powiewu” (1 Krl 19, 12). Eliasz, który myślał zawsze o Bogu potężnym i wojowniczym, musiał się nauczyć, że Boża tajemnica objawia się także w ciszy i spokoju.

… Cicha noc, święta noc jest dla Ciebie, bo Bóg przychodzi w lekkim powiewie. Pamiętaj! Eliasz uczy nas czujności i otwartości na zbawienie.  Nasze utarte wyobrażenia mogą stać się przeszkodą w zrozumieniu, że Pan jest blisko, że już nadchodzi.

Po tym spotkaniu Eliasz powrócił, aby kontynuować swoją samotną misję w Izraelu. Jednak Bóg, który rzucił go w tak dramatyczne wydarzenia, nigdy go nie opuści, nawet w chwili śmierci. Po przejściu Jordanu, któ­rego wody otwarły się przed nim (podobnie jak wydarzyło się to Izraelowi w czasach wędrowania ku Ziemi Obiecanej), Eliasz został pochwycony na ognisty wóz, wiedziony przez ogniste rumaki i na oczach ucznia, Elizeusza, wstąpił do nieba, do Boga, któremu z pasją służył. Na ziemi pozostał tylko jego płaszcz, przeznaczony dla Elizeusza na znak przekazanej mu misji prorockiej. Sześć wieków później, w II wieku przed Chrystusem, biblijny mędrzec Syracydes tak go wysławiał: „Następnie powstał Eliasz, prorok jak ogień, a słowo jego płonęło jak pochodnia” (Syr 48, 1).

… Słowa i czyny proroka Eliasza płonąc jak Gwiazda Betlejemska wskazują nam drogę do Jezusa, do Tego, który będzie cichy i pokorny, który pochyli się nad grzesznikami i przywróci im godność Bożych dzieci. Musimy tylko przestać wpatrywać się w niebo i zaprosić Zbawiciela do naszych codziennych spraw, zacząć żyć w Jego obecności zawsze, nie tylko od świąt do świąt.

 

 

O. Andrzej Makowski CSsR, misjonarz i rekolekcjonista, student homiletyki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *