NOBISCUM AD CAELUM…

Włócznia św. Longinusa wystawiona w Bazylice św. Piotra. Wierni oddali cześć relikwii Męki Pańskiej

W Bazylice św. Piotra w Watykanie wierni, pielgrzymi oraz odwiedzający mogli uczestniczyć w wyjątkowym wydarzeniu – publicznym wystawieniu włóczni św. Longinusa, uznawanej za jedną z najważniejszych relikwii związanych z Męką Jezusa Chrystusa. To właśnie nią, według przekazu Ewangelii św. Jana, rzymski żołnierz przebił bok ukrzyżowanego Zbawiciela.

Uroczystej liturgii przewodniczył abp Calogero La Piana. Obchody rozpoczęły się modlitwą przy Ołtarzu Konfesji, po której wierni wyruszyli w procesji pokutnej przez nawę główną świątyni, śpiewając Litanię do Wszystkich Świętych. Celebracja Eucharystii przebiegała w atmosferze ciszy i skupienia, właściwej dla przeżywanego okresu Wielkiego Postu.

Centralnym momentem wydarzenia było ukazanie relikwii w Loggii św. Weroniki. Włócznia, na co dzień przechowywana w Bazylice Watykańskiej, należy do najcenniejszych pamiątek związanych z ostatnimi chwilami życia Chrystusa na krzyżu.

W programie sobotniego statio znalazła się również Msza Święta przy Ołtarzu Katedry oraz adoracja Najświętszego Sakramentu.

Tradycja kościołów stacyjnych sięga pierwszych wieków chrześcijaństwa w Rzymie. W czasie Wielkiego Postu wierni codziennie gromadzili się na wspólnej modlitwie pod przewodnictwem papieża lub jego przedstawiciela, odwiedzając każdego dnia inną świątynię. Ostateczny kształt tej praktyki ustalił papież św. Grzegorz Wielki.

Jak przyjaciel z przyjacielem

Autor: ks. bp Józef Zawitkowski

 

Księże,

w podręczniku do religii

znalazłem taki temat:

Jezus moim przyjacielem!

Zdenerwowałem się.

Nie ma prawdziwych przyjaciół.

Zaufałem rodzicom.

Owszem, byli mi przyjaciółmi,

ale wyjechali za pracą,

zostałem sam.

 

Myślałem, że ksiądz prefekt

to będzie taki mocny przyjaciel.

Nie miałem przed nim tajemnic.

On też był wobec mnie szczery,

ale odszedł od nas i koniec.

 

Miałem dziewczynę.

Byłem zapatrzony, zakochany.

Byłem szczery,

mówiłem jej wszystko.

Zdawało mi się, że ona też

jest czysta, przeźroczysta

i było nam dobrze.

Przyszły wakacje,

nowe znajomości,

nowe miłości i wszystko prysło.

 

Nie wierzę więc

w prawdziwą przyjaźń!

 

Waldku,

są prawdziwe przyjaźnie.

Znam takie.

Są jubilatami, a kochają się

jak za szkolnych lat.

Ale masz rację.

Worek soli trzeba zjeść,

aby znaleźć przyjaciela.

Zawodny jest człowiek

i każdy człowiek jest kłamcą.

 

Wiem, do czego ksiądz prowadzi,

że jedynym, prawdziwym

i niezawodnym przyjacielem

jest Bóg!

Ten, który stał się człowiekiem,

który podobny jest do mnie

we wszystkim oprócz grzechu,

Ten, co ma ludzkie serce,

które cierpieć, kochać umie.

 

Księże, być może tak jest,

ale ten Bóg gdzieś ode mnie

tak daleko.

Nie widzę Go, nie słyszę,

nie wiem, czy w ogóle jest?

 

Jest!

 

Brak mi słów.

Jest wszechmogący.

Jest wszystkowiedzący.

Zna moje myśli,

zanim słowo wypowiem.

Gdziekolwiek jestem,

On tam jest.

Zbyt wielki, abym mógł Go pojąć.

Przecież czujesz Go,

jeśli masz rozum, wolę, serce.

Jeśli myślisz, pragniesz,

tęsknisz,

to już blisko do tej Prostoty,

do jedynej tęsknoty za Bogiem.

 

Wszystko to ładne,

nawet mądre,

ale dlaczego spotkanie

z Bogiem

jest tak skomplikowane?

Dlaczego ja nie mogę Mu

powiedzieć szeptem na ucho,

wziąć Go za rękę,

usłyszeć rytmu Jego serca?

 

Widzisz, Waldku,

ty coś słyszałeś, coś wiesz,

ale ty nigdy

nie doświadczyłeś wiary.

 

To niech mnie ksiądz

tego nauczy!

 

To może wróćmy do tej lekcji:

Jezus moim przyjacielem!

Jest w Księdze Wyjścia

taki piękny opis.

Mojżesz szedł

do namiotu spotkania,

a wszyscy stali u wejścia

do swoich namiotów,

Mojżesz wtedy

rozmawiał z Bogiem

jak przyjaciel z przyjacielem.

 

Patrz, jak to już blisko

do Jezusowego zdania:

Już was nie będę nazywał

sługami, ale przyjaciółmi.

Jesteście przyjaciółmi moimi,

jeśli spełniacie wszystko,

co wam przykazałem.

 

Boże, więc ja mogę być

Twoim przyjacielem?

Tak.

O cokolwiek poprosisz Ojca

w imię moje – to ci się stanie.

To już szkoda czasu.

Będę rozmawiał z Bogiem

jak przyjaciel z przyjacielem,

ale to przecież jest modlitwa.

No pewnie!

Ale ja nie umiem się modlić.

Jak chcesz mieć Przyjaciela,

to trzeba kiedyś zacząć.

 

Klęczę przed Tobą, Wielki Boże!

Czymże ja jestem przed Twoim

[obliczem –

prochem i niczem,

ale gdym Tobie moją nicość

[wyspowiadał,

ja proch będę z Panem gadał.

 

Przepraszam Cię, Jezu,

że tak wierszykiem

do Ciebie mówię,

bo słów mi brak.

I jak do Ciebie mówić?

A w ogóle,

czy Ty mnie słyszysz?

Bo milczysz!

Milczę, bo tylko ty mówisz.

To pozwól i Przyjacielowi

mówić do ciebie.

To posłuchaj!

Znałem cię, zanim powstałeś

w łonie mamy.

Strzegłem cię jak źrenicy oka.

Strzałą wyborną cię uczyniłem

i skryłem w swoim kołczanie.

 

Przepraszam Cię, Boże,

ale czuję, że to już komuś mówiłeś.

Tak.

Każdemu tak mówię,

kogo powołuję i kocham.

 

Boże, Ty jesteś moim Przyjacielem!

Ale wiesz, kiedy najwięcej

Cię kocham?

Kiedy słuchasz i jesteś Ciszą,

kiedy nogi uczniom umywasz,

kiedy przebaczasz

i kiedy pytasz jak zazdrosny:

Czy Ty mnie kochasz

więcej niźli tamci?

 

Tak, kocham Cię więcej

niźli tamci.

Jestem szczęśliwy,

bo mam Przyjaciela,

który jest wierny.

Dlaczego ja tak późno

Ciebie poznałem?

Mądrości, Dobroci

i Piękności moja!

 

Nie krzycz, nie gadaj!

Jak się kocha,

to się nie gada.

 

Dobrze. Położę tylko głowę

na Twoim sercu,

bo lepiej słyszy się

sercem.

Reszta niech

będzie

milczeniem.

I niech już

będzie niebo.

Amen.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *