
Św. Walentego, wspomnienie powinno zawsze być radosnym dniem – ale czy tylko dla puchatych misiów i serduch, które mają być formą okazywania miłości, także w dzień patrona epileptyków i chorych psychicznie. Czy warto zadowolić owych zakochanych, i zapomnieć o tych, których patronem jest św. Walenty? Niektórzy mówią, że trzeba się dostosować, aby nie odpychać ludzi, ale … za wszelką cenę?
Oczywiście, można to uznać za wyolbrzymienie problemu, ale gdy patrzymy oczyma tego, któremu „kradnie się” patrona, nie da się milczeć. Znów można podnieść głos, i uznać, że przesada – jakże kradnie?
Jest to nauka, aby zaprzestać biegania przy niej, ale by zatrzymać się i porozmawiać, nie tylko o tym jak się czuje i czy wzięła leki. Po prostu to jest coś więcej.
Oczywiście, liczyć się trzeba z tym, że różnie przeżywana jest taka choroba. Nie każdy jest wierzący a tym bardziej nie każdy powie, że pogodził się dlaczego właśnie on. To jest owa droga, którą chory musi przebyć najpierw w swoim wnętrzu, ale trzeba mieć świadomość, że w tej wędrówce wspierany jest oprócz Boga, świętych także przez żyjących na ziemi.
Jeśli jesteś chory … tylko Bóg widzi serce, i rozjaśnia zagadki – których zmęczony umysł nie potrafi pojąć. Czy wierzysz, czy też nie – ale Bóg dotyka serca, abyś potrafił żyć pośród tego świata gdzie biegną ludzie a Ty musisz działać wolniej. On daje Ci serdecznych ludzi, dla których nie jesteś jakimś dziwnym tworem, którego nie wiedzą jak obsłużyć w urzędzie. Jesteś kochany – bo widzą ciebie całego – i Ty też musisz dostrzec siebie całego, po za tą chorobą. Wędrówka, którą będziesz musiał przebyć, nie jest łatwa, ani krótka. Staje się uciążliwsza, przy każdym pogorszeniu pogody, zmianie leków i dostosowaniu się do jej dawkowaniu, będzie czasm ciężej przez zamartwianie się, że innych obciążasz a zarazem szukać będziesz ludzi aby łagodniej przebyć leczenie – wędrówka będzie trwać i trwać ale zagadki na które nie znasz odpowiedzi, rozwiążesz na modlitwie.
Piszę to, aby podzielić się swoją wędrówką, która trwa już długo i nie wiem ile trwać będzie. Nie wiem, ale opieka Boga, świętych jest dla mnie pociechą. Zdarza się, że zapominam o niej, zwłaszcza jak źle się czuję, ale Bóg dochowuje przecież wierności. Ja, nie zawsze.
wspólnoty.
Więc pojechałam przerażona, ale modliłam się gorliwie. I po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że po tej wizycie doznałam małego cudu – wreszcie dostosowali mi leki. Wtedy zmniejszyły się ataki. Bardzo długo czekałam na to, aby dostać dobre leki. Lekarska ignorancja, polega również na tym, że nie słuchają pacjenta – i dają coś, co szkodzi. Teraz wiem, że trzeba się i za nich modlić.
I tak żyłam na tym jednym leku, choć ataki nadal powtarzały się. Gdy się pogorszyło, znów ksiądz zawiózł mnie do św. Walentego i po tym spotkaniu znalazłam dobrego lekarza, specjalizującego się w leczeniu epilepsji. Dostałam też drugi lek, który dał mi szansę na normalniejsze życie. Oczywiście nie może być pięknie cały czas, coś znów zaczęło się dziać, i co zrobiłam. Znów pojechałam do św. Walentego i problem znikł. Wiem, że mogę polegać na tym świętym odnośnie epilepsji, także skutków ubocznych choroby. Bo trzeba się liczyć zawsze, że atak może coś naruszyć w naszym organizmie, bądź leki choć pomagają, mają wiele skutków ubocznych.
To taka krótka historia mojej zażyłości ze św. Walentym, którego odwiedzają też inni chorzy.
Więc czemu w dzień św. Walentego nie mówić, ludziom o takiej możliwości? Oczywiście, to też wspomnienie wielkich patronów Europy, ale informację o św. Walentym zawsze można przemycić. Ludzie czekają na nadzieję. Również czekałam na nią i wiem, że Bóg działa przez świętych, i tych, którzy do nich z wiarą doprowadzają.
Rozalia
Tutaj dostępny jest wywiad pt. Kim był św. Walenty?
Foto 2. Paulina_Kwoczko_Sancti





