
Autor: Dominik Bochenek SP
Kościół to żywy organizm, to prawdziwe Ciało Chrystusa. Tak jak każde ciało, tak i to, jest pewną jednością, choć ma wiele różnych elementów ze sobą współpracujących i współgrających. Każdy, nawet najmniejszy problem, ból, uszkodzenie choćby jednej części tego ciała wpływa na całość. Ból zęba często promieniuje na inne zęby, powoduje ból głowy, a nieraz uniemożliwia zwykłe funkcjonowanie.
Dokładnie taka jest rzeczywistość Kościoła. Decyzje jednej osoby wpływają bardzo często na decyzje innych. Problem alkoholika jest nie tylko jego trudnością, ale oddziałuje na całą rodzinę, zaś uczynek miłosierdzia uczyniony najmniejszemu z ubogich wpływa na całą wspólnotę Kościoła. Ktoś zapyta: „To możliwe? Jeden uczynek może mieć takie oddziaływanie?” Może. Kościół jest jak zespół naczyń połączonych. Jeden czyn może mieć ogromną wartość duchową, której nie widzimy, a jedna ofiara cierpienia może przyczynić się do nawrócenia wielu innych osób. Potwierdzają to przykłady świętych, choć nie można pięknych owoców ich życia dostrzec od razu.
Kościół jest Ciałem. Tak jak w każdym ciele, tak też w tej Wspólnocie najważniejsza jest Głowa – centrum sterowania, myślenia, decydowania. O nią trzeba dbać najbardziej i o nią się troszczyć. Głowę trzeba chronić przed złem, przed niebezpiecznym wypadkiem. Bez niej ciało nie może funkcjonować.
Ostatnie dni, to czas szczególnie dla nas ważny, nowy i zaskakujący. Obserwujemy to, co dzieje się w Watykanie. Słyszymy często pojawiające się pytania, prawdopodobnie wynikające z lęku lub z zaskoczenia: „Jak to możliwe? Dlaczego tak się stało? Co teraz będzie?” Niektórzy zastanawiają się nad słusznością tej decyzji. Sam Benedykt XVI, jeszcze jako prefekt Kongregacji Wiary i najbliższy współpracownik Jana Pawła II, utwierdzał i podtrzymywał decyzję papieża, aby pozostał na swoim miejscu i wytrwał aż do końca. To chyba naturalne, że rodzą się pytania i wątpliwości. Ważne tylko, by starać się udzielać dobrych odpowiedzi.
Pierwszą taką odpowiedzią jest proste stwierdzenie: „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni”. Choćbyśmy wyczerpali wszystkie możliwości dochodzenia, dlaczego tak się stało i jaki decyzja Benedykta XVI ma cel, to pozostanie to zawsze pewną tajemnicą. Nikt bowiem oprócz Boga nie jest w stanie przeniknąć serca człowieka ani też nikt do końca nie może pojąć Jego planów.
Z jednej strony decyzja papieża wydaje się niezrozumiała. Przecież w życiu chrześcijańskim najważniejsza jest wytrwałość i wierność aż do końca. Wiemy, że nie można rezygnować, lecz trzeba podjąć trud, cierpienie, wziąć swój krzyż i iść za Jezusem. To prawda, ale może właśnie ta rezygnacja jest prawdziwym i autentycznym wzięciem krzyża i pójściem za Panem. Może Bóg patrzy na to wszystko inaczej niż my i widzi całą sytuację z innej perspektywy? Jego drogi nie są naszymi drogami, a Jego myśli – naszymi myślami! Są różne racje, które przemawiają za tym drugim sposobem postrzegania całej tej sprawy.
Po pierwsze, wiemy dobrze, że Benedykt XVI jest człowiekiem pokornym, pełnym wiary i mądrości. Być może jego wiara i miłość wielokrotnie przekraczają naszą dojrzałość religijną, duchową. Papież jest osobą, która każdą swoją decyzję dogłębnie rozeznaje i konsultuje przede wszystkim z Bogiem. W wielu jego tekstach możemy przeczytać o wierze, która polega na pełnieniu Woli Bożej, a także o Słowie Bożym, które jest światłem i prawdą. Ufam, że decyzja, którą podjął, jest przemyślana, przemodlona i skonfrontowana ze Słowem Bożym. Problem w tym, że wielu może tego nie rozumieć, ale przecież nie wszystko musimy rozumieć.
Po drugie decyzja papieża jest wyrazem pokory w uznaniu swojej słabości, szczególnie związanej ze stanem zdrowia. Tutaj dostrzegam prawdziwą i autentyczną troskę oraz miłość Benedykta XVI do Kościoła. Tak bardzo zależy mu na dobrym kierowaniu i prowadzeniu wielkiej Wspólnoty, jaką jest Kościół, że zrezygnował z godności i funkcji, by oddać ją przez ręce Boga innej osobie. Potrafił uznać swoją słabość i małość, a zarazem zaufał nam, Kościołowi i przede wszystkim jego pasterzom, oddając przyszłość w ich ręce.
Po trzecie każdy z nas dobrze wie, że choroba, czy jakakolwiek słabość ciała jest czymś, czego nikt nie może zignorować. Jak każdy kierujący firmą, ojciec rodziny, nauczyciel, czy ksiądz ma prawo do tego, by ze względu na zły stan zdrowia przestać pełnić pewne obowiązki. Choroba, starość, czy niedołężność ma swoje prawa. To wymaga pokory, ale ma też głęboki sens. Papież rezygnując z funkcji pasterskiej Kościoła w inny sposób będzie mógł dalej wspomagać i wspierać Kościół Chrystusowy. W jaki? Przede wszystkim modlitwą i cierpieniem. O tym nas zapewnił w swoim pożegnaniu podczas środowej audiencji.
Patrząc z punktu widzenia wiary, trzeba przyznać, że Bóg w swojej wielkiej mądrości i wszechmocy przygotowuje Kościół na coś bardzo ważnego. Wszystko to, co teraz widzimy i obserwujemy w Watykanie ma swój, jeszcze dla nas ukryty, sens i cel. Bóg ma dla nas ważny plan, a człowiek, nawet sam papież, jest tylko narzędziem w Jego rękach. To sam Bóg decyduje jakimi narzędziami się posługuje, w jakim miejscu i w jakim czasie. Nie możemy tylko obserwować, potrzeba w tym wszystkim jeszcze refleksji oświeconej wiarą. Naszym szczególnym zadaniem – jako chrześcijan – jest przede wszystkim otoczyć modlitewną troską Benedykta XVI, a także przyszłość Kościoła.

Pijarzy w sieci:
www.pijarzy.pl – Portal Polskiej Prowincji Zakonu Pijarów
www.seminarium.pijarzy.pl – Strona Wyższego Seminarium Duchownego Zakonu Pijarów
www.mojepowolanie.pl – Portal pomagający rozeznać powołanie





