Kościół otwarty


Autor: Ewa Kusz

Określenie „Kościół otwarty” było dzisiaj kilkakrotnie przywoływane podczas pierwszego spotkania w grupie języka niemieckiego, w której uczestniczyłam. Mam jednak wrażenie, że ma ono inną konotację niż w Polsce, szczególnie w toczącej się ostatnio medialnej dyskusji.

Tymczasem biskupi języka niemieckiego, podkreślając konieczność tego, aby Kościół był „otwarty” mieli na myśli kilka aspektów. Po pierwsze, ważne dla nich jest to, aby człowiek, którzy przychodzi do kościoła lub domu parafialnego, albo tylko tam dzwoni, faktycznie miał możliwość spotkania kapłana, czy też osoby wierzącej. Biskup z Bazylei powiedział wprost, że wszystkie pizza –service (pizzerie na telefon ) działają przez 24 godziny i można się do nich dodzwonić przez całą dobę. Natomiast jeśli dzwoni się do któregoś z domów parafialnych czy zakonnych, nierzadko włącza się automatyczna sekretarka. Zadał pytanie: dlaczego my w Kościele nie możemy być również dostępni wtedy, gdy potrzebuje nas człowiek?

Drugi aspekt „otwartego Kościoła” to nasza wewnętrzna gotowość do spotykania drugiego człowieka na jego drogach, aby cierpliwie towarzyszyć mu by wkroczył również na drogi Boga. Dotyczy to szczególnie tych, którzy z różnych powodów są poza Kościołem, zagubili się, lub też z różnych powodów odeszli, czy też zostali przez nas – ludzi Kościoła zranieni.

Czytając ostatnie dyskusje na temat wizji Kościoła w Polsce, mam wrażenie, że częściej przyjmujemy postawę starszego brata z przypowieści o synu marnotrawnym niż miłosiernego Ojca, czy marnotrawnego syna. W naszych realiach marnotrawny syn musiałby się sporo natrudzić, aby mieć w ogóle szansę na powrót.

 

Źródło: Blog Ewa Kusz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *