NOBISCUM AD CAELUM…

Włócznia św. Longinusa wystawiona w Bazylice św. Piotra. Wierni oddali cześć relikwii Męki Pańskiej

W Bazylice św. Piotra w Watykanie wierni, pielgrzymi oraz odwiedzający mogli uczestniczyć w wyjątkowym wydarzeniu – publicznym wystawieniu włóczni św. Longinusa, uznawanej za jedną z najważniejszych relikwii związanych z Męką Jezusa Chrystusa. To właśnie nią, według przekazu Ewangelii św. Jana, rzymski żołnierz przebił bok ukrzyżowanego Zbawiciela.

Uroczystej liturgii przewodniczył abp Calogero La Piana. Obchody rozpoczęły się modlitwą przy Ołtarzu Konfesji, po której wierni wyruszyli w procesji pokutnej przez nawę główną świątyni, śpiewając Litanię do Wszystkich Świętych. Celebracja Eucharystii przebiegała w atmosferze ciszy i skupienia, właściwej dla przeżywanego okresu Wielkiego Postu.

Centralnym momentem wydarzenia było ukazanie relikwii w Loggii św. Weroniki. Włócznia, na co dzień przechowywana w Bazylice Watykańskiej, należy do najcenniejszych pamiątek związanych z ostatnimi chwilami życia Chrystusa na krzyżu.

W programie sobotniego statio znalazła się również Msza Święta przy Ołtarzu Katedry oraz adoracja Najświętszego Sakramentu.

Tradycja kościołów stacyjnych sięga pierwszych wieków chrześcijaństwa w Rzymie. W czasie Wielkiego Postu wierni codziennie gromadzili się na wspólnej modlitwie pod przewodnictwem papieża lub jego przedstawiciela, odwiedzając każdego dnia inną świątynię. Ostateczny kształt tej praktyki ustalił papież św. Grzegorz Wielki.

Mój Jan Paweł II

Przed kilkoma dniami wysłałem mojemu ojcu interesującą publikację o Janie Pawle II. Kiedy tylko otrzymał przesyłkę, zadzwonił do mnie i z zaskoczeniem skomentował: „Jak to, beatyfikacja Jana Pawła II?! Ani w telewizji, ani w gazetach nic o tym nie było”. No tak, pomyślałem, niestety, jak zwykle Niemcy przodują w swym braku zainteresowania tym, co się dzieje w Watykanie. Żeby wyjaśnić niewiedzę mojego ojca – z pewnością zaskakującą i niezrozumiałą dla Polaków – musimy spojrzeć na pontyfikat Jana Pawła II z zaodrzańskiej perspektywy.

Nigdy nie zapomnę szoku, w jakim znalazła się cała moja szkoła, kiedy dowiedzieliśmy się o śmierci Jana Pawła I. Moi koledzy i ich rodzice byli przygnębieni. Niedługo potem nadeszła radosna wiadomość o wyborze na Stolicę Piotrową kardynała z Polski. Wzbudzał on ogólną ciekawość, gdyż całkowicie różnił się od poprzednich papieży: był aktorem, poetą, władał wieloma językami. Nie był jedynie papieżem, ale „gwiazdą”! Szybko zdobył sobie ogólną sympatię jako otwarty i nowoczesny człowiek w starym i skostniałym Watykanie. I to wszystko. W zasadzie nie brało się pod uwagę tego, co pragnął przekazać.

Popołudniem 13 maja 1981 roku oglądałem w telewizji mecz piłki nożnej. Nagle na dole ekranu pojawił się pasek informacyjny oznajmiający o zamachu na papieża. Poinformowałem zaraz o tym rodziców, którzy – nieco nawet dotknięci tą wiadomością – postanowili jednak nie psuć sobie miłego wieczoru i nie rezygnować z wycieczki rowerowej, którą wcześniej zaplanowaliśmy.

W 1983 roku niemieckie media zdominowała dyskusja na temat teologii wyzwolenia. Jej przedstawiciele (m.in. Leonardo Boff) prezentowani byli jako bohaterowie, zarówno w mediach, jak i szkołach, a nawet… w kościołach. A tymi „złymi”  byli właśnie kard. Ratzinger i Jan Paweł II, który w międzyczasie okazał się nieprzejednanym konserwatystą. Żyjąc pośród takiej propagandy, nie wsłuchiwałem się specjalnie w to, czego nauczał papież Wojtyła. On był po prostu persona non grata. I nawet wtedy, gdy w 1987 roku udał się do sanktuarium maryjnego w niemieckim Kevelaer, niedaleko mojego rodzinnego miasta, nie pojechałem tam, aby go zobaczyć i posłuchać. W tamtych latach uważałem, że Amnesty International robi więcej dla ludzi niż papież.

Kiedy osobiście przeżywałem upadek muru berlińskiego – jako student przebywałem wówczas w Berlinie i właśnie tego dnia siedziałem na rozwalanym od dołu murze – nawet przez myśl mi nie przeszło, że to może dzięki Papieżowi Wojtyle. Pomyślałem wtedy jedynie, że to zasługa Gorbaczowa. Doświadczenie to jednak tak mocno wyryło się w moim życiu, że zacząłem głębiej szukać prawdy. Zacząłem odkrywać, że obok Gorbaczowa w zburzeniu muru berlińskiego mieli swój udział także Jan Paweł II i Lech Wałęsa. Wtedy po raz pierwszy wziąłem do ręki tekst Ojca Świętego. To był 1993 rok, a książka nosiła tytuł „Przekroczyć próg nadziei”. Wciągnęła mnie. Następnie sięgnąłem po Evangelium vitae, czując się przy tym dość dziwnie – Niemiec czytający papieską encyklikę. Bo w latach 90. nawet pośród katolików wciąż modne było krytykowanie „papieża z Polski”.

Wtedy też, w 1995 roku, po raz pierwszy i ostatni, miałem okazję widzieć Ojca Świętego w Watykanie, na audiencji generalnej. Próbowałem wyczuć tę jego słynną charyzmę, ale wróciłem do Niemiec rozczarowany. Zaczynała dawać o sobie znać choroba papieża, a w moim kraju media mówiły tylko o tym, że powinien ustąpić z urzędu, bo nie można na niego patrzeć. Jakiś czas później otrzymałem od mojego ówczesnego ojca duchowego – zafascynowanego Janem Pawłem II, który przez trzy lata przebywał w Watykanie, i przez to w Niemczech traktowany był przez kościelną hierarchię jako outsider – książkę „Dar i tajemnica”, która wydała mi się interesująca. W następnej kolejności sięgnąłem po poematy Karola Wojtyły. W końcu, w 2006 roku, czyli już po jego śmierci, udałem się z książką „Wstańcie, chodźmy” do Krakowa, gdzie zacząłem sam wędrować jego śladami.

Wtedy doznałem olśnienia. Odkryłem, że życie Jana Pawła II było piękne i doskonale uporządkowane, całkowicie zgodne z wolą Bożą. Jakby nagle spadła zasłona propagandy, sączonej we mnie przez długie lata. Odtąd Jan Paweł II stał się dla mnie wzorem prawdziwego wierzącego chrześcijanina  i prawdziwym obrońcą godności człowieka. Obecnie w Niemczech Jan Paweł II postrzegany jest jako „wybitna osobowość”, „wielki humanista”. Szkoda tylko, że określenia te zazwyczaj stawiane są w takim kontekście, aby zdyskredytować Benedykta XVI. I dlatego – przykre to, ale prawdziwe – jestem bardzo ostrożny wobec Niemców, którzy za dużo chwalą Jana Pawła II.

 

Autor: Stefan Meetschen

Autor jest dziennikarzem katolickiego pisma „Die Tagespost”

Źródło:

Tygodnik Idziemy Nr 18 (295) 01.05.2011

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *