NOBISCUM AD CAELUM…

Włócznia św. Longinusa wystawiona w Bazylice św. Piotra. Wierni oddali cześć relikwii Męki Pańskiej

W Bazylice św. Piotra w Watykanie wierni, pielgrzymi oraz odwiedzający mogli uczestniczyć w wyjątkowym wydarzeniu – publicznym wystawieniu włóczni św. Longinusa, uznawanej za jedną z najważniejszych relikwii związanych z Męką Jezusa Chrystusa. To właśnie nią, według przekazu Ewangelii św. Jana, rzymski żołnierz przebił bok ukrzyżowanego Zbawiciela.

Uroczystej liturgii przewodniczył abp Calogero La Piana. Obchody rozpoczęły się modlitwą przy Ołtarzu Konfesji, po której wierni wyruszyli w procesji pokutnej przez nawę główną świątyni, śpiewając Litanię do Wszystkich Świętych. Celebracja Eucharystii przebiegała w atmosferze ciszy i skupienia, właściwej dla przeżywanego okresu Wielkiego Postu.

Centralnym momentem wydarzenia było ukazanie relikwii w Loggii św. Weroniki. Włócznia, na co dzień przechowywana w Bazylice Watykańskiej, należy do najcenniejszych pamiątek związanych z ostatnimi chwilami życia Chrystusa na krzyżu.

W programie sobotniego statio znalazła się również Msza Święta przy Ołtarzu Katedry oraz adoracja Najświętszego Sakramentu.

Tradycja kościołów stacyjnych sięga pierwszych wieków chrześcijaństwa w Rzymie. W czasie Wielkiego Postu wierni codziennie gromadzili się na wspólnej modlitwie pod przewodnictwem papieża lub jego przedstawiciela, odwiedzając każdego dnia inną świątynię. Ostateczny kształt tej praktyki ustalił papież św. Grzegorz Wielki.

Na boso, ale z pasją

Milionowy nakład franciszkańskich wydawnictw to odległa przeszłość. Z latami świetności drukowane dziś tytuły wiąże nie tylko nazwa czy misyjny charakter, ale i pasja przygotowujących je zakonników.

Kompleks wtapiających się w tło budynków Niepokalanowa to z zewnątrz nic nadzwyczajnego, ot, wczesny socrealizm. W pierwszym z nich dziś mieści się wydawnictwo. – Mieszkali tu kiedyś bracia, a tam na dole była stolarnia – tłumaczy o. Grzegorz Klimczyk, dyrektor Wydawnictwa oo. Franciszkanów w Niepokalanowie. – Zamiar Maksymiliana był taki, by ten klasztor od początku spełniał funkcje wydawnicze – dodaje.

Głównym pismem był i wciąż pozostaje „Rycerz Niepokalanej”. W latach świetności miał gigantyczny nakład. 800 tys. egzemplarzy nie potrafią osiągnąć dziś dzienniki, na które łoży się potężne środki. „Rycerz” nigdy ich nie posiadał, miał za to mentora z wizją – pierwszego redaktora naczelnego: św. o. Maksymiliana Kolbego. – Pierwszy numer miesięcznika ukazał się w 1922 r. w Krakowie. W tym samym roku Maksymilian przeniósł pismo do Grodna. Wreszcie w roku 1927 wrócił tu, na szczere pola teresińskie – opisuje losy wydawnicze „Rycerza” przed wojną o. Jacek Staszewski. To wtedy w ciągu 12 lat udało się zwiększyć bazę czytelniczą z 5 tys. do wspomnianych już 800 tys. osób. Wojna zahamowała ten rozkwit. Maksymilian wyprosił jednak u okupantów, by mógł wydać „Rycerza” raz jeszcze. O dziwo udało mu się i to w 120 tys. egzemplarzy!

 

Tresura psa i hodowla jedwabników

Śladów „Rycerza” szukam w bibliotece klasztornej. – Tu, gdzie teraz się znajdujemy, była szewczarnia, krawciarnia, trykociarnia i pralnia. A więc wszystko to, co jest niezbędne do funkcjonowania klasztoru – zauważa opiekujący się biblioteką o. Roman Soczewka. Potem było tu niższe seminarium. O. Soczewka uczył w nim do samego końca, czyli do 2000 r.

W pachnących drukiem i kurzem kolejnych pokojach, wśród niekończących się rzędów półek z książkami, gospodarz prowadzi mnie do małego pomieszczenia. Tam tuż za drzwiami stoi z pozoru zwykła, zmęczona przez czas szafa. Jej drzwi, skrzypiąc, ustępują pod naporem ręki o. Romana. Z jednej z dolnych półek wyjmuje sztywno oprawione księgi. To spięte roczniki „Rycerza Niepokalanej”. – Te są z lat 1924–1925, jeszcze z Grodna. Tę bibliotekę zorganizował brat św. Maksymiliana – Alfons, gdy ten szykował się do wyjazdu na misje – tłumaczy.

Szef biblioteki wodzi wzrokiem po półkach. Roczniki 31, 30, a także 28 i 29. To w nich znajdują się pierwsze ogłoszenia z prośbą, by ludzie nadsyłali do Niepokalanowa książki. – To była biblioteka redakcyjna, więc tematyka była szeroka. Tresura psa, konstrukcje żelbetonowe, hodowla jedwabników – wymienia pozycje, które nadsyłano. Wszystkie stanowiły dobrą bazę dla pisma. Dziś jest tu 50 tys. książkowych woluminów. W „Rycerzu” z marca 1929 r. czytamy: „Książki do biblioteki nadają się wszystkie. Niech Niepokalana za dary nagrodzić raczy”. To w dziale „podziękowania”. Stałym, który funkcjonuje w „Rycerzu” do dziś.

 

Rycerzyk na warcie. Boso

Wśród regałów nabrzmiałych książkami idziemy tam, gdzie „leżakują” zagraniczne wydania „Rycerza”. Pomagający na co dzień pan Łukasz podaje mi lekko wypłowiałą broszurę, gęsto zapisaną czarnymi obrazkami: „To pierwszy numer wydany w Japonii z 1930 r. Zresztą wydają go tam do dziś”. Obok „Rycerz” po łacinie, data 1938. Są też i w innych językach. Wszystkie wielkości cienkich zeszytów. – Do wojny „Rycerz” był wydawany w formacie A5, później trzeba było drukować na papierze, jaki przydzielała władza ludowa – zauważa o. Soczewka. Służba Bezpieczeństwa „odwiedzała” bibliotekę dwa razy. – Różnie to wyglądało. Raz przychodził wykaz książek zakazanych, innym razem przyjeżdżali, zabierali książki i odjeżdżali – mówi. W 1952 r. zamknięto drukarnię i wydawnictwo. – „Rycerz” wychodził jednak jeszcze przez trzy lata, tyle że nie na maszynach niepokalańskich – wyjaśnia
o. Staszewski. „Przymusowe milczenie” pisma trwało do roku 1981.

O. Roman na chwilę znika. Pojawia się z teczką. W niej oryginalne okładki „Rycerzy” autorstwa br. Felissimusa Sztyki. – On był grafikiem amatorem, ale mam i prace prawdziwego plakacisty Tadeusza Gronowskiego – to jest dopiero sztuka! – pokazuje ręcznie malowane dzieła. Wśród nich najpiękniejsze: rycerzyk Niepokalanej stojący na warcie. Boso.

 

Z Teresina na podbój świata

Dziś nakład „Rycerza” jest dziesięciokrotnie mniejszy. Jego redakcja znajduje się w dwóch pokojach. Blisko dekadę szefuje mu o. Piotr Lenart. Właśnie zastałem go przy pracy nad wrześniowym numerem. – Chcemy dołączyć wersję audio, by ci, którzy mają słaby wzrok, też mogli skorzystać z „Rycerza” – zdradza. Pismo na miejscu przygotowuje wraz z s. Teresą. Są też pracownicy terenowi. – Jest internet, więc mamy z nimi stały kontakt – tłumaczy. Czy nie czuje brzemienia dzieła o. Maksymiliana i przedwojennej spuścizny 800 tys. egzemplarzy? – To wszystko na szczęście jest w rękach Matki Bożej, gdyby nie to, człowiek strasznie by się przejmował. Jej polecamy każdy numer i każdego czytelnika. Dziękujemy też za to, że co miesiąc wychodzi – mówi wprost. Na koniec zdradza plany zmian. Dotyczą nie treści, a szaty graficznej. – Od stycznia chcemy ruszyć z formatem A4. Zwiększy on nasze redakcyjne możliwości – mówi z nadzieją w głosie. Temat rozwija
o. Klimczyk:  – Chcemy przejąć bazę adresową z Santa Severy, bo stamtąd w trudnych czasach komunistycznych od 1971 r. wychodził „Rycerz dla Polonii Zagranicznej”. Czasy są jednak już inne, dlatego chcemy połączyć go z „Rycerzem” i wydawać jako jeden na cały świat.

Na razie poza kraj z Teresina franciszkanie wysyłają 5 tys. egzemplarzy „Rycerza”. Do Japonii, Francji, Anglii, Włoch, USA, ale i do Peru czy Brazylii. Poza nim wydawany jest „Mały Rycerzyk” dla dzieci, „Rycerz młodych” i „Informator Rycerza Niepokalanej”. Jest też „Echo Niepokalanowa”. – To taka nasza kronika. Redaguje ją sekretarz gwardiana, kiedyś to była „Zagroda Niepokalanej” – wyjaśnia o. Jacek Staszewski.

 

Trzy tony z „Rycerza”

Wszystkie te tytuły drukowane są zaledwie dwa piętra niżej pod pomieszczeniami redakcji. To tam w kilku halach pracuje 16-osobowa załoga. Od prawie ćwierćwiecza dowodzi nią brat Janusz Tomoń; kierownik drukarni i… szef franciszkańskiej straży pożarnej w jednym. – Ostatnio mamy dość dużo pracy związanej z Rokiem Kolbiańskim, bł. Janem Pawłem II i bł. Jerzym Popiełuszką. Obrazki, broszury, książki tematyczne. Prawie od początku roku pracujemy na dwie zmiany, wcześniej raczej się to nie zdarzało – wyjaśnia, zapraszając mnie na wędrówkę po swoim królestwie.

Na pierwszy ogień idą maszyny drukujące. – Jest tu Heidelberg SS74, czterokolorowy z roku 1999, jest też Heidelberg LRZO z roku 1960, który wciąż działa. Na nim drukujemy książki w dużym formacie – tłumaczy, pokazując mi jeszcze maszynę w kącie:  – To Heidelberg GTO46, na którym robimy drobne rzeczy, np. nadruki na obrazkach.

Historyczne maszyny się nie zachowały. Jak wyjaśnia o. Klimczyk, „skonfiskowała je władza ludowa, a nam nigdy potem nie udało się ich odzyskać”. Dziś z władzą, tyle że tą lokalną, współpraca jest naprawdę dobra. – Miesięcznik dla starostwa powiatowego, dla gminy Teresin, pisemka samorządowe to nasze zlecenia zewnętrzne. Ale zamówienia są przeglądane. Jak kłócą się z nauką Kościoła, to je odrzucamy – mówi szef drukarni, przyznając, że zdarzyły się już takie sytuacje. W ekspresowym tempie przechodzimy przez dział ekspedycji, gdzie „Rycerz” jest ręcznie pakowany i foliowany, potem odsyłany na pocztę do Skierniewic. Wcześniej jednak introligatornia. – Tu wydrukowany materiał zostaje połamany na legi i wędruje do zbieraczki do klejenia na książki lub oprawę zeszytową – tłumaczy br. Tomoń. Moją uwagę zwracają jeszcze olbrzymie beczki. – To prasa do makulatury, miesięcznie mamy jej ok. sześciu ton, bo z samego „Rycerza” zostają trzy  – wylicza.

 

Wydawnictwo, drukarnia i redakcje nie powalają nowoczesnością. Sprzęt i wystrój są raczej smutnym wspomnieniem minionej epoki. Drukowane nakłady, choć znaczne, też nawet nie zbliżają się do tych z czasów św. Maksymiliana. Mam jednak nieodparte wrażenie, że jest i cecha wspólna z czasami przedwojennej świetności. To pasja tych, którzy robią wszystko, by „Rycerz Niepokalanej” i pozostałe wydawnictwa ojców franciszkanów z Niepokalanowa trafiały wciąż do czytelników na całym świecie.

 

TEKST MICHAŁ BONDYRA

 

Źródło:

Przewodnik Katolicki Nr 38 (18.09.2011)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *