
Autor: o. Oskar Michał Maciaczyk OFM
Izaak, Baranek, Jezus. O najdoskonalszej ofierze.
Modliłem się kiedyś przed krzyżem, pod którym widniał łatwo wpadający w oczy napis: „Cóż mogłem uczynić dla ciebie więcej, żebyś zrozumiał, że umiłowałem ciebie nie dla żartu?!.” Te słowa niesamowicie poprowadziły mnie przez modlitwę. Zamyśliłem się nad różnymi wypowiedziami Jezusa o miłości. O miłości do Boga, o miłości do drugiego człowieka, do siebie samego.
Od razu przed oczami miałem, niczym przebłyski różnych kadrów filmu, sceny z życia Chrystusa: dotyk ślepego (Mt 9,27-31), uzdrowienie paralityka (Mt 9,18), podniesienie z upadku moralnego kobiety cudzołożnej (J 8,1-11). Tak wiele aktów miłości i tyle słów o miłości.
Kolejny błysk kadru – przecież On sam jest Miłością. Tak! Przecież „Bóg jest Miłością” (1 J 4,8)! I nigdy nie przestał być Miłością, nigdy nie wycofał swojej miłości. Nigdy. Włożono na Niego krzyż i poprowadzono na Golgotę. Jezus – silny mężczyzna. Przecież mógł się bronić, mógł rzucić krzyż i uciekać. Jednak tego nie zrobił. Nie wycofał swojej miłości. Gdyby uciekł, gdyby się bronił, czy miałaby wtedy sens ta Miłość? Miłość ukrzyżowana dla mnie, dla ciebie. „Do końca umiłował” (J 13,1). Nie wycofał swojej miłości. Nie przestał być Miłością. On nadal jest Miłością.
Próbuję wyobrazić sobie ten moment ukrzyżowania. Piątek. Popołudnie. Ludzie przygotowują się do wielkiego święta – do Paschy. W piątek popołudniu przed świętem paschy Żydzi celebrują konkretny element tradycji. Niosą do świątyni baranka. Ojciec rodziny dzień przed szabatem, przed świętem paschy idzie do świątyni z barankiem, żeby go tam złożyć w ofierze. Tego baranka rodzina spożywała podczas wieczerzy paschalnej. Próbuję wyobrazić sobie teraz krzyż i na nim Chrystusa. Próbuję wyobrazić sobie tę scenę właśnie w kontekście składanych w ofierze baranków przez głowy rodziny jako ofiara za nieprawości, za grzechy i niczym retrospekcja zaczynają brzmieć mi w uszach słowa Jana Chrzciciela, który chrzcząc spostrzegł nadchodzącego Jezusa i wykrzyknął: „Oto Baranek Boży” (J 1, 35). Właśnie tak: Jezus złożony w ofierze przez swojego Ojca, jak baranek na rzeź prowadzony (Iz 53, 7). Oto Baranek Paschalny, Jezus – ofiara za nasze grzechy.
Kiedy myślę o Jezusie złożonym w ofierze na krzyżu za nasze grzechy, przypomina mi się historia zasłyszana w czasie homilii jednego z kapłanów. Historia ta obrazuje, czym dla mnie – człowieka – jest złożenie Syna w ofierze. Otóż pewien ojciec zabrał syna do pracy. Nie miał go z kim zostawić w domu. Pracował na kolei jako dyżurny ruchu. Zadaniem jego między innymi było nastawianie zwrotnic. Syn wyszedł na zewnątrz, miał bawić się blisko budynku kolejowego. Nadjeżdża pociąg. Kolejarz, jak zwykle, nastawia odpowiednio zwrotnicę. Jednak na torach akurat przebywał jego synek, którego nóżka ugrzęzła w przekładni. Rzecz dzieje się w kilka sekund. Może ojciec cofnąć zwrotnicę, żeby uratować syna, ale wtedy zginęłoby kilkaset pasażerów jadących w pociągu. Kolejarz podejmuje decyzję będącą ratunkiem setek ludzi.
A kto nie zna historii małego Izaaka? W Księdze Rodzaju (Rdz 22,1-19) czytamy o tym, jak Bóg wypróbował wiarę Abrahama. Najpierw obiecuje mu, że będzie miał liczne potomstwo, jak gwiazdy na niebie i z wielką ufnością czekał na syna. Kiedy cieszy się synem Izaakiem, otrzymuje rozkaz od Boga – złożyć w ofierze swojego syna. „Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków, jaki ci wskażę” (Rdz 22,2). Abraham wystawiony na próbę okazał bez zawahania swoje posłuszeństwo Bogu. Wiemy, że nie zabił syna, gdyż w ostatnim momencie powstrzymał go Anioł Pański. Przyjrzyjmy się temu tekstowi:
A po tych wydarzeniach Bóg wystawił Abrahama na próbę. Rzekł do niego: «Abrahamie!» A gdy on odpowiedział: «Oto jestem» – powiedział: «Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków, jaki ci wskażę». Nazajutrz rano Abraham osiodłał swego osła, zabrał z sobą dwóch swych ludzi i syna Izaaka, narąbał drewna do spalenia ofiary i ruszył w drogę do miejscowości, o której mu Bóg powiedział. Na trzeci dzień Abraham, spojrzawszy, dostrzegł z daleka ową miejscowość. I wtedy rzekł do swych sług: «Zostańcie tu z osłem, ja zaś i chłopiec pójdziemy tam, aby oddać pokłon Bogu, a potem wrócimy do was». Abraham, zabrawszy drwa do spalenia ofiary, włożył je na syna swego, Izaaka, wziął do ręki ogień i nóż. I szli obaj razem.
Izaak odezwał się do swego ojca Abrahama: «Ojcze mój!» A gdy ten rzekł: «Oto jestem, mój synu» – zapytał: «Oto ogień i drwa, a gdzież jest jagnię na całopalenie?» Abraham odpowiedział: «Bóg upatrzy sobie jagnię na całopalenie, synu mój». I szli obaj razem. A gdy przyszli na to miejsce, które Bóg wskazał, Abraham zbudował tam ołtarz, ułożył na nim drwa i związawszy syna swego, Izaaka, położył go na tych drwach na ołtarzu. Potem Abraham sięgnął ręką po nóż, aby zabić swego syna.
Ale wtedy Anioł Pański zawołał na niego z nieba i rzekł: «Abrahamie, Abrahamie!» A on rzekł: «Oto jestem». [Anioł] powiedział mu: «Nie podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic złego! Teraz poznałem, że boisz się Boga, bo nie odmówiłeś Mi nawet twego jedynego syna».
Abraham, obejrzawszy się poza siebie, spostrzegł barana uwikłanego rogami w zaroślach. Poszedł więc, wziął barana i złożył w ofierze całopalnej zamiast swego syna. I dał Abraham miejscu temu nazwę „Pan widzi”. Stąd to mówi się dzisiaj: «Na wzgórzu Pan się ukazuje».
Po czym Anioł Pański przemówił głośno z nieba do Abrahama po raz drugi: «Przysięgam na siebie, wyrocznia Pana, że ponieważ uczyniłeś to, a nie odmówiłeś Mi syna twego jedynego, będę ci błogosławił i dam ci potomstwo tak liczne jak gwiazdy na niebie i jak ziarnka piasku na wybrzeżu morza; potomkowie twoi zdobędą warownie swych nieprzyjaciół. Wszystkie ludy ziemi będą sobie życzyć szczęścia [takiego, jakie jest udziałem] twego potomstwa, dlatego że usłuchałeś mego rozkazu».
Abraham wrócił do swych sług i wyruszywszy razem z nimi w drogę, poszedł do Beer-Szeby. (Rdz 22,1-19)
Ojcowie Kościoła w ofierze z Izaaka dopatrywali się ofiary Jezusa. Izaak jest figurą Chrystusa. Izaak dźwigał drewno na wzgórze, gdzie miała dokonać się ofiara. Zauważają ojcowie Kościoła dźwiganie drewna na górę, które obrazuje nic innego jak dźwiganie krzyża na Golgotę. Izaak złożony w ofierze „zaczął na nowo żyć”. Stał się symbolem nie tylko złożonej ofiary, ale także nowego życia, obrazem tego, co miało dopiero nastąpić w Jezusie.
Orygenes zaznacza, że ofiara Izaaka pozwala nam lepiej zrozumieć tajemnicę Odkupienia. „Fakt, że Izaak niósł drewna na całopalenie, jest figurą Chrystusa, który dźwigał krzyż na swoich barkach. Ale równocześnie dźwiganie drewna na całopalenie jest czynnością kapłana. A więc Izaak był równocześnie ofiarą i kapłanem. (…) Chrystus jest równocześnie Ofiarą i Najwyższym Kapłanem. W porządku ducha bowiem składa ofiarę swemu Ojcu; w porządku ciała On sam jest ofiarowany na ołtarzu Krzyża” (Orygenes, Homilie na Księgę Rodzaju 8, 6, 9.).
Izaak to nie tylko umiłowany syn, to syn obietnicy Bożej, którego narodzenie Bóg wielokrotnie zapowiedział Abrahamowi. Bóg dając rozkaz złożenia ofiary z syna chce zabrać mu to, co było dla niego najdroższe, co było skarbem i co miało być zbawieniem dla całej ludzkości. Dla Abrahama nie była to tylko utrata syna, ale zniweczenie wszelkich nadziei i oznaczało opuszczenie jego i ziemi przez Boga. Nawiązując do spostrzeżenia ojców Kościoła o Izaaku jako figurze Jezusa, samo nasuwa się w tym momencie Jezusowe wołanie z krzyża: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił”. Jest to dowód zdania się na Jego wolę, by Jego wola się wypełniła. Izaak swoją cichością i posłuszeństwem ojcu też wykonuje wszystko po kolei, co należy. Bo wola Boga jest najważniejsza.
Interwencja Anioła Pańskiego ratującego Izaaka od założenia go w ofierze, potwierdza pisany mu los, jako syna wiary. Stanie się bowiem tym, od którego rozpoczynać się będzie liczne potomstwo obietnicy. W nim także „wszystkie ludy ziemi będą sobie życzyć szczęścia”. Nie można zatem nie zgodzić się z ojcami Kościoła, że Izaak jest
figurą, zapowiedzią tego, co ma nastąpić.
„Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”. Jezus umiera na krzyżu – najdoskonalsza ofiara złożona przez Boga Ojca. To wszystko dzieje się w kontekście świąt paschalnych. W kontekście celebrowania przejścia z niewoli do wolności. Przejścia z ciemności do światłości. Z niewoli do ziemi obiecanej. Dzień przed śmiercią Jezus chce spożyć z apostołami wieczerzę. Już tam dokonuje się ofiara. „Bierzcie i jedzcie, to jest ciało moje, które za was będzie wydane”. (…) „Bierzcie i pijcie, to jest krew moja, która za was będzie przelana”. I jeszcze te słowa: „To czyńcie na moją pamiątkę”. No i czynimy. Za każdym razem, kiedy uczestniczymy we Mszy Świętej jesteśmy świadkami złożenia ofiary. Ba. Uczestniczymy w składaniu ofiary. Po przeistoczeniu, kapłan wypowiada takie słowa (Jeśli jest to Kanon Rzymski): „Boże przyjmij łaskawie tę Ofiarę od nas sług Twoich i całego ludu Twego. Napełnij nasze życie swoim pokojem, zachowaj nas od wiecznego potępienia i dołącz do grona swoich wybranych.” (…) „Boże Ojcze, my Twoi słudzy, oraz lud Twój święty, wspominając błogosławioną mękę, zmartwychwstanie oraz chwalebne wniebowstąpienie Twojego Syna, naszego Pana Jezusa Chrystusa, składamy Twojemu najwyższemu majestatowi z otrzymanych od Ciebie darów Ofiarę Czystą, świętą i doskonałą, Chleb święty życia wiecznego i Kielich wiekuistego zbawienia. Racz wejrzeć na nie z miłością i łaskawie przyjąć, podobnie jak przyjąłeś dary swojego sługi, sprawiedliwego Abla, i ofiarę naszego Patriarchy Abrahama oraz tę ofiarę, którą Ci złożył najwyższy Twój kapłan Melchizedek, jako zapowiedź ofiary doskonałej” (Mszał Rzymski).
Chociaż wszystkie czyny Chrystusa były zbawcze, jest jednak w Jego życiu szczególne wydarzenie, które różni się od pozostałych i ku któremu zwracają się wszystkie inne. To chwila, w której posłuszeństwo i miłość Syna złożyły Ojcu ofiarę bez miary ze względu na godność Ofiary i Kapłana, który ją złożył. On właśnie podczas Mszy św. pozostaje głównym Kapłanem i Ofiarą składaną w sposób rzeczywisty i sakramentalny.
„Cóż mogłem uczynić dla ciebie więcej, żebyś zrozumiał, że umiłowałem ciebie nie dla żartu.”?! Jak tu nie odpowiedzieć na taką miłość? Jak tu nie uwielbiać? Na wyznanie miłości nie wystarczy przecież odpowiedzieć „dziękuję”. Miłość się odrzuca, albo przyjmuje. Ale jeżeli się przyjmuje, czy samo „dziękuję” wystarczy?
Foto. Wikipedia.pl
o. Oskar Michał Maciaczyk OFM, Brat Mniejszy z Prowincji św. Jadwigi Śląskiej (Prowincja wrocławska). www.bernardyni.com





