Anna i Wiesław Jadczukowie – od siedemnastu lat są małżeństwem. Przez wiele lat związani byli z Ruchem Światło-Życie „Oaza”
a obecnie są założycielami i liderami wspólnoty charyzmatycznej „Dom Boży” przy parafii św. Augustyna we Wrocławiu. Wiesław jest szafarzem nadzwyczajnym Eucharystii. Oboje pracują zawodowo.
Powołanie i sposób na życie
Anna: Wspólnota Domu Bożego to nasze powołanie i sposób życia. Nie wyobrażam sobie życia poza wspólnotą, ponieważ odczytuję ją jako środek realizacji powołania własnego i małżeńskiego. Jest to miejsce spotkania z Bogiem i braćmi, w którym nawiązują się relacje przyjaźni, wsparcia, spotkania wzrostu i rozwoju. Mogę tutaj obdarowywać i służyć innym. Jest to sposób życia. Natomiast nasze małżeńskie bycie we wspólnocie traktuję jako wielki dar Pana Boga.
Wiesław: Nasze formowanie chcemy oddać Panu Bogu. Ze wspólnotowego rozeznania wynika, że Stwórca otwierał nas na charyzmaty i ostatnio otrzymaliśmy takie narzędzie jak Kurs Alfa, który trwa trzy miesiące. Dzięki nim Pan Bóg często dociera do ludzi spoza Kościoła i parafii.
Anna: We wspólnocie małżeńskiej i modlitewnej chcę lepiej rozpoznać wolę Bożą po to, abyśmy wzrośli w świętości.
Wiesław: Gdy chcemy odczytać wolę Pana Boga, On nas zaskakuje. My przynosimy Stwórcy tak niewiele, może trochę czasu i miłości do ludzi, których On przyprowadza do wspólnoty. To w niej widzimy, jak niesamowicie Pan przemienia ludzkie serca. Słyszeliśmy świadectwa doświadczenia uzdrowień fizycznych i duchowych oraz przebaczenia innym.
Anna: Wspólnota jest miejscem umierania, ponieważ wymaga ona zaparcia się i poświęcenia swojego czasu. Wspólnota to nie tylko grono ludzi, których się lubi. Poszukujemy w niej jedności, zgodnie z odczytanym kiedyś słowem Boga, że jeśli coś będziemy robić w jedności, to Pan Bóg nam pobłogosławi. Jeśli w naszym gronie brakuje tej postawy, nie podejmujemy działań.
Wiesław: Różnica zdań zmusza do rozmawiania i rozeznawania. Mamy wewnętrzny konflikt: ile czasu dać wspólnocie, a ile rodzinie. Zaangażowanie we wspólnotę zakłada obniżenie jakości życia materialnego, ponieważ w tym czasie się nie zarabia, lecz poświęca się go innym ludziom, by z nimi trwać i im posługiwać.
Anna: We wspólnocie są różne temperamenty i dlatego niekiedy się kłócimy. Obowiązująca nas reguła – przebaczać siedemdziesiąt razy – pomaga we wzajemnym pojednaniu. Kiedyś ludzie we wspólnocie narzekali i nie mówili o tym wprost. Było to podziemie pomówień. Dlatego teraz rozmawiamy, a nawet stwarzamy ku temu okazje – mamy dzień pojednania (kiedy każdy w cztery oczy mówi drugiej osobie, co go boli i powoduje urazy), a także dobieramy się w pary i wymieniamy między sobą intencje, w których później się modlimy. To poszerza moje serce – czuję się bardziej odpowiedzialna za inną osobę i zainteresowana jej życiem. Ostatnio przeżywamy wielki wzrost liczebny wspólnoty, co rodzi troskę, aby każdy był wysłuchany i zauważony. Czuwamy na tym, aby nie było źle rozwiązanych trudności. Staramy się wcześniej mówić o etapach rozwoju we wspólnocie, a zwłaszcza o tym, że po etapie zachwytu widzi się grzech braci. Jest to jakiś sposób na zaradzenie kryzysom.
Wiesław: Uczymy się też od innych. Od piętnastu lat spotykamy się we Wrocławiu z innymi odpowiedzialnymi za wspólnoty. Dowiadujemy się, jakie kryzysy przechodzili i jak starano się je rozwiązać. Inaczej przeżywa się kryzys, kiedy nie jest on uświadomiony, a inaczej, gdy ktoś z doświadczeniem poinformuje, że on może nastąpić (bo wiąże się na przykład ze wzrostem, z liczebnością wspólnoty, obciążeniami czasowymi). Jedną z przyczyn naszych wspólnotowych kryzysów było to, że bardziej zajmowaliśmy się sobą niż innymi. Teraz na kursie Alfa mamy siedemdziesięciu nowych uczestników i to wystarczająco nas absorbuje, aby przede wszystkim myśleć o innych. Widzimy, że wspólnoty nie można zostawić sobie samej, ona musi żyć w Ciele, którym jest Kościół. Stąd wspólne czuwanie z innymi grupami modlącymi się co roku za Wrocław. Nawiązaliśmy też kontakt z siecią wspólnot europejskich.
„Głos Ojca Pio” (nr 37/2006)

