
Autor: Maciej Guziejko CRL
Dzisiejsza Ewangelia automatycznie skupia uwagę na trędowatych – szczególnie na tym jednym, który podziękował Jezusowi.
Jednak warto skupić się jeszcze na samym Jezusie. On uczy dzisiaj i Ciebie i mnie jak powinna wyglądać pomoc. A powinna być taka, że dajesz coś i nie czekasz na „dziękuję”. Żadna pomoc nie musi kończyć się słowem „dziękuję”. To jest tylko „wisienka na torcie”, której może nie być. Pomoc ma zawsze kończyć się POMOCĄ; lewa rączka ma nie wiedzieć, co czyni prawa (por. Mt 6, 3).
Uzdrowienie trędowatych, nie było uzależnione od ich „dziękuję”. Uzdrowieni zostali wszyscy, nie tylko ten jeden, ale również pozostałych dziewięciu, którzy nie dziękowali Jezusowi. A czy Jezus jest tym faktem oburzony? Nie! Jezus udowadnia, że nawet jeśli tylko jeden z dziesięciu nam podziękuje, to i tak warto pomagać!
Zastanów się więc proszę jak zazwyczaj wygląda twoja pomoc? Czy przypadkiem nie jest tak, że pomagając, już na „starcie” czekasz na słowo „dziękuję”?
Czy przypadkiem Twoja pomoc nie jest taką wyrafinowaną odmianą egocentryzmu, w której pomagając innym chcesz sprawić sobie przyjemność? Czy swoją pomocą, nie chcesz uzależnić od siebie drugiego człowieka?
Warto odpowiedzieć sobie na pytanie czy, gdy w czymś pomogę, a nie usłyszę „dziękuję”, czy obrażam się, jestem oburzony, mówię: „jak on śmiał nie podziękować?!”. Jeśli tak spójrz na Jezusa z Ewangelii o „Dziesięciu Trędowatych”.
Po pierwsze Jezus nie czekał na ich wdzięczność. Ewangelista Łukasz napisał, że oni „Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: Jezusie, Mistrzu ulituj się nad nami!”. Jezus nawet nie podchodzi, tylko z daleka mówi: „Idźcie, pokażcie się kapłanom”. Czy on ich wziął, uzdrowił, a później czekał na ich zaskoczenie, wyrazy wdzięczności: „dziękuję Panie Jezu”. A Jezus: „och, drobiazg! Każdy na moim miejscu zrobiłby to samo!”.
Nie, Jezus uzdrawiam i idzie dalej. Jakby chciał powiedzieć: „Jestem wysłannikiem mojego Ojca, , wykonałem to, co powinienem wykonać”(por. Łk 17, 10).
Zaskakujące, on nawet nie chce zobaczyć efektów swojego uzdrowienia, bo jak czytamy „gdy szli zostali uzdrowieni”.
Oczywiście na końcu, Jezus był zadowolony z tego trędowatego, który oddał cześć Bogu. Jednak nie cofnął uzdrowienia dziewięciu, którzy do Niego nie powrócili.
Jezus mnie znów zawstydza. Często, gdy oddam komuś banalną przysługę i czekam na jego „uznanie”. Jestem takim „balonikiem”, którego inny powinni „pompować”. A to jest złe.
A Jezus? On uratował dziesięciu osobom życie, i niczego nie oczekiwał w zamian. Przywrócił im zdrowie, zabrał ogromny ból i pozwolił im wrócić do świata. A przepis z Księgi Kapłańskiej: „Trędowaty, który podlega tej chorobie, będzie miał rozerwane szaty, włosy w nieładzie, brodę zasłoniętą i będzie wołać: Nieczysty, nieczysty! Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem” (Kpł 13, 45-46) już ich nie obowiązywał.
Panie Jezu, ucz mnie, żeby moja pomoc nie była trędowata. Amen.
Foto. Jezus uzdrawia trędowatego na miniaturze z kodeksu niemieckiego z IX wieku.






