
O. Michał Nowak OFM Conv: Z całą pewnością należy się tu odwołać do logiki daru, zawartej zresztą w cytowanym dokumencie. Kiedy Jezus mówi o czystości dla Królestwa, zauważa, że „niektórzy” będą przeżywać ją w ten sposób, z takich właśnie motywacji. I tak ją traktujemy – jako Jego dar, Jego zaproszenie. A jak każdy dar, także i ten jest całkowicie wolny i nie zależy ani od naszych zasług, ani od naturalnych zdolności. Bóg wybiera kogo chce do życia w czystości dla Królestwa Bożego. Kościół zaś w swojej mądrości, uczynił z obecności tego daru element weryfikacyjny prawdziwości powołania do kapłaństwa, czy życia zakonnego. Czyli mówiąc najprościej – zdolność do życia w czystości jest wymagana od kandydata, czy kandydatki i jest jednym z licznych dowodów prawdziwości powołania. Ważnych dowodów – na tyle ważnych, że brak owego daru jest istotną przeszkodą w dopuszczeniu kandydata do ślubów, czy święceń. Oczywiście szalenie ważne jest, aby nie pomylić celu ostatecznego z celami szczegółowymi (może będzie jeszcze okazja do tego wrócić), ponieważ z pewnością nikt nie oczekuje od kandydata doskonałości pierwszego dnia, zaraz po przekroczeniu furty klasztornej. Czasem musi się dokonać wielka praca duchowa, czy psychologiczna. Ważne jednak, żeby, jeżeli jest potrzebna, rzeczywiście się dokonała.
Ten dar czystości ma być gwarantem większej wolności… Złośliwi mówią, że owszem jest – „wolności od” współmałżonka, pieluch, kłopotów z wyborem szkoły dla dziecka itd. Nie o taką wolność chodzi. Ona z pewnością jest jakoś wpisana w wybór życia w czystości, ale z całą pewnością jej motywem nie może stać się wygodnictwo. A gwarantem, że tak się nie stanie jest swoista „druga strona medalu”, czyli rozumienie czystości również jako „wolności do”. Do czego? No właśnie do większej miłości, która może być wielowymiarowa, różnorodna, ale z pewnością nie ma nic wspólnego z wygodnictwem, biernością, pasywnością. Jeśli ktoś w taki sposób postrzega czystość, to nic z niej nie zrozumiał i nie tylko nie pomnożył otrzymanego daru, ale zakopał go w ziemi usiłując zapomnieć, że w ogóle go posiada i w jakim celu go otrzymał.
Ta miłość, o której mowa znacznie przekracza wymiar seksualności człowieka, a zatem ograniczanie rozmów o czystości do tej sfery ludzkiego życia jest stanowczym zawężeniem i ograniczeniem. Żyć w czystości bowiem, to nie tylko powstrzymywać się od czynności seksualnych, ale to być zdolnym do miłości wobec wielu, wobec wszystkich. I to jest podstawowym motywem powstrzymania się od założenia własnej rodziny. Człowiek, który przyjmuje Boży dar czystości, wybiera go, nie jest kimś o pustym sercu. Wręcz przeciwnie, jego serce jest bardzo zajęte.
Maria: „Ewangeliczna rada czystości, według filipińskiego teologa Palbo T. Tiong, łączy się ściśle z gościnnością. […] Gościnność, jako wychodząca naprzeciw bliźniemu miłość, ułatwia przestrzeganie ślubu czystości„ (S. Joanna Pępkowska MC, Rady ewangeliczne – zaproszenie do konkretnych uczynków). Jak należy rozumieć, zależność między ślubem czystości/celibatem a cnotą gościnności? Jaki wymiar powinna przyjąć owa gościnność?
O. Michał Nowak OFM Conv: Nie jest łatwo komentować cudzą myśl, zwłaszcza wyrwaną z kontekstu, ponieważ nigdy nie wiadomo, czy akurat „trafi się” w to, o co autorowi chodziło. Gdybym jednak miał się pokusić o komentarz, to z pewnością taki związek można dostrzec. A wynika on z prostego założenia. Jeżeli osoba żyjąca w czystości ma być dawcą miłości wobec wszystkich, nie swojej rzecz jasna, bo nie zdołałaby nią ogarnąć tak wielu, ale Bożej miłości, którą sama czerpie z tej niezwykłej, wyjątkowej relacji z Bogiem, to w naturalny sposób staje się osobą gościnną, czyli oczekującą na tych, którzy chcą przyjść i zaczerpnąć. Dlatego właśnie w klasztorach, zwłaszcza tych większych, funkcjonuje instytucja furtiana, czy furtianki. Tam zawsze ktoś czeka, żeby człowiek w potrzebie nie odszedł z przysłowiowym kwitkiem. W myśl tak rozumianej miłości, miejsca gdzie żyją osoby ślubujące Bogu czystość, muszą należeć do najbezpieczniejszych miejsc na ziemi. Tam nikt nie może być krzywdzony, wykorzystywany, zawłaszczany, czy w inny sposób raniony. Podkreślam, że będzie tak tylko w przypadku właściwego i dojrzałego rozumienia tego ślubu. I wydaje się, że ludzie to wyczuwają. Klasztorne furty są miejscami, gdzie przychodzą bardzo różni ludzie z różnorakimi problemami, ponieważ mają to wielkie zaufanie, że w tym miejscu nie doznają krzywdy, a wręcz przeciwnie, ktoś im pomoże. Dla mnie osobiście fenomenem są przedszkola, czy szkoły prowadzone przez siostry zakonne. Mimo czarnego PR-u, który bywa wobec nich prowadzony w mediach, mimo czasem bezkrytycznego powtarzania różnych zarzutów przez samych katolików, wciąż do tych miejsc ustawiają się kolejki i trzeba czekać czasem bardzo długo, żeby dziecko mogło w takiej placówce się znaleźć. To świadczy właśnie o tym zaufaniu, o które my, jako osoby konsekrowane winniśmy bardzo dbać. Każdy, kto puka do naszej klasztornej furty winien czuć się przyjęty jak brat. Bo właśnie po to trwamy w czystości, żeby we wszystkich widzieć braci i siostry. A nasze serce ma być tak pojemne, żeby znalazło się w nim miejsce dla jeszcze jednego, który właśnie przyszedł. To czasem kosztuje. Zwłaszcza jeśli przyszedł w czasie, w którym ja powinienem robić coś zupełnie innego. Ale jeśli przyszedł, to ja idę się z nim spotkać. Bo żyję właśnie po to. I właśnie w tych chwilach przypominam sobie – Michale, nie masz żony, dzieci, obowiązków… Masz czas. Musisz go mieć. Dla tych, którzy przychodzą. Trzeba ich potraktować w taki sposób, żeby odeszli lepsi, bogatsi, spokojniejsi. Bo kiedy odchodzą, to może już nigdy nie wrócą. Tu i teraz jest czas
Maria: Ojciec Jerzy Wiesław Gogola OCD w artykule „Troska o rozwój duchowy osoby konsekrowanej – priorytety na dziś”, pisze „Człowieczeństwo pięknieje niejako spontanicznie, dzięki pogłębieniu relacji z Bogiem i oddaniu się służbie Kościołowi. W naszych czasach obserwujemy u wielu osób konsekrowanych różnego rodzaju niedojrzałość, która im to uniemożliwia.” Czy rzeczywiście możemy mówić, o zgłaszaniu się niedojrzałych kandydatów? Czy takie osoby są zdolne do odpowiedzialnego złożenia ślubów?
O. Michał Nowak OFM Conv: Mnóstwo atramentu wylano już aby opisać stan współczesnej kultury, rodziny, współczesnego młodego człowieka. Nie ma więc pewnie potrzeby powtarzać powszechnie znanych ocen. Faktem jest, że z tą dojrzałością kandydatów jest dziś nieco gorzej, niż dawniej. A Kościół reaguje na ten stan wydłużając okres formacji, czyli dając więcej czasu młodemu człowiekowi na osiągnięcie wymaganej dyspozycyjności. O tym warto pamiętać. Nikt nie oczekuje od młodej dziewczyny, czy młodego chłopaka, że tuz po przekroczeniu furty klasztornej będzie ślubował czystość i to najlepiej na zawsze. Taka decyzja jest poprzedzona co najmniej kilkuletnią formacją, która ma zbliżyć kandydata do pogłębionego rozumienia tego ślubu poprzez różne formy konferencji, lektury, rozmowy z wychowawcą, z ojcem duchownym, spowiednikiem, a nierzadko dziś również z psychologiem. Nikt przed nim nie ukrywa trudności i odpowiedzialności związanej z tego rodzaju życiem. Podkreślam to, bo czasem mam takie wrażenie, że osoby, które nie udźwignęły odpowiedzialności próbują tłumaczyć swoją postawę odwołując się do stwierdzeń – nie wiedziałem, nie byłem świadomy… Do takich deklaracji podchodzę bardzo ostrożnie. Tę świadomość staramy się budować bardzo skrupulatnie. Formacja zmierza bowiem po pierwsze do pokonania fałszywych opinii na temat ślubu czystości, które niejednokrotnie młodzi ze sobą przynoszą. Chodzi o to, aby wyeliminować postawę lękową, represyjną. Ślub czystości to nie stłumienie wszelkiej seksualności, ale inne, nowe jej ukierunkowanie.
Potem zaś należy budować – odkryć z kandydatem jego zdolność do miłości i wzmacniać jej trwałość. Młodzi są dziś przyzwyczajeni do „akcyjności”. Dlatego świetnie się mają różne jednorazowe akcje związane z wolontariatem, tam nigdy chętnych nie brakuje. Ślub czystości z akcyjności wyprowadza i ukazuje potrzebę trwałej postawy miłości opartej nie na swoich siłach, bo tych, powiem to jeszcze raz, nie mamy wystarczająco, ale na mocy Bożej, która objawia się poprzez ludzką słabość.
Na tej drodze formacji dążymy również do oczyszczenia motywacji kandydata, aby ślubowana czystość mogła być rzeczywiście również jego świadomym darem, realną odpowiedzią na miłość Boga, przestrzenią jego osobistego wzrostu duchowego. Nie pomijamy w tym wszystkim ducha ofiary, bo z nim czystość również w sposób oczywisty się wiąże. Co więcej kandydat ma szansę tę swoją dojrzałość sprawdzić poprzez tak zwane śluby czasowe. Zanim bowiem ślubuje na zawsze, najpierw ślubuje na rok i ponawia te śluby przez kilka lat, dojrzewając do ostatecznej decyzji.
1. Foto. Siostry Klaryski od Wieczystej Adoracji z Pniew
2. Foto. Siostry Klaryski kapucynki Ostrów Wielkopolski





