
Drodzy Przyjaciele z Polski i wielcy darczyńcy Narodu Sudańskiego!
Przesyłam serdeczne pozdrowienia z dalekiego, ale jakże bliskiego waszym sercom Sudanu. Początek mojej pracy misyjnej to czas, kiedy z powodu wojny na południu Sudanu wielu ludzi, zwłaszcza chrześcijan, musiało opuszczać swoje wioski domy i wędrować długimi tygodniami na północ kraju w stronę Khartoumu. Byłam świadkiem ich przybywania, wycieńczenia z głodu, chorzy -tysiące ludzi. Osiedlali się na peryferiach stolicy na piachach pustyni. Robili chaty z worków, kartonów lub długimi dniami pod otwartym niebem w skwarze słońca usychali.
I tak mijały lata, byli bezdomni, głodni i chorzy w swoim kraju. Robiliśmy co tylko było możliwe by ulżyć im trud dnia codziennego, ale nie wiele można było zrobić bez pomocy materialnej. Powoli ludzie zaczęli się urządzać… Sytuacja dnia codziennego zaczęła być trochę znośniejsza, choć wciąż nie byli wolni.
Ubiegły rok był bardzo znaczący w historii narodu Sudańskiego. Południe odzyskało Niepodległość. Ludzie musieli opuścić dotychczasowe miejsce gdzie mieszkali i udać się na pustynie. Tysiące ludzi na nowo umieszczono w wielkich obozach, w szałasach z worków i tam czekać na dzień powrotu. Wielu z nich ponad rok czy juz więcej. Są głodni spragnieni i chorzy. Tego się nie da opisać. Tak jak przed laty tu przybyli żyli w wielkich obozach, zanim ułożyli jako tako swoje życie, dzisiaj na nowo ten dramat do nich wrócił.
I tu na pomoc przyszła moja Ojczyzna – Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Wcześniej, bo w 2010 roku ks. Dyrektor Waldemar Cisło przybył tu do nas, spotkał się z wieloma na pustyni i szeroko otworzył swoje serce na potrzebę tego narodu. Dziękuję wszystkim, którzy współpracują z Księdzem Dyrektorem w POMOCY KOSCIOŁOWI W POTRZEBIE.
Pragnę tak bardzo podziękować w imieniu tych wszystkich, którzy odczuli waszą braterska miłość i troskę. Wiem, że tak wielu z Was w przeróżny sposób wspomaga nasz cierpiący naród kierując swoje ofiary solidarności do Pomocy Kościołowi w Potrzebie – a stamtąd ona płynie do nas do Sudanu. Do dzisiaj otrzymaliśmy juz 10 000 euro – jest to ogromna pomoc na żywność, wodę, ubranie, mydło, środki dezynfekcyjne.
Ludzie mówią wracamy do domu – wracają do domów, które nie istnieją, wracają do zgliszcz, często jeszcze zaminowanych. Ich wiara i nadzieja w lepsze jutro uczy nas wiele. Ludzie po dotarciu do wolnej ojczyzny, na nowo musza zmagać się by przeżyć. Zwłaszcza jest ogromna potrzeba na czystą pitną wodę. Brak czystej wody powoduje wieka śmiertelność na tyfus. W okolicach Juby – w Gumbo mamy wielką potrzebę na studnię, napływa coraz więcej ludzi a wody nie ma. Muszą iść długie godziny do rzeki, która jest absolutnie nie zdatna do picia, ale nie maja innego wyjścia. Zwracam się z wielka prośbą do Pomoc Kościołowi w Potrzebie w Polsce o pomoc na ten cel.
Pamiętamy w naszej codziennej modlitwie o tych, którzy są z nami myślą sercem i ofiarami…..






