ks. Tomasz JankowskiMinęła godzina 3 w nocy. Mam lekko uchylone okno. Noc. Pewnie jedna z ostatnich jeszcze ciepłych w tym roku. Jesień włazi już „z butami” i wypycha lato. Budzi mnie jakiś harmider. Słychać znane polskie słowa, które na stałe weszły do językowego kanonu młodzieży. Słychać dźwięk roztłukiwanych butelek od piwa. W miejscowym markecie butelka lokalnego browaru była dziś po 1,99zł. Pewnie można było kupić kilka browców więcej. Za dwie godziny musze wstać. Czeka mnie „ciężka” niedziela. Wstanę, wypije kawę, przećwiczę kazanie, które mam już przygotowane. Na razie jednak przez najbliższe kilkanaście minut nie usnę. Poczekam, aż moi nocni przyjaciele dopiją browca, może wezmą ostatniego bucha trawy i rozejdą się (co daj Boże) w pokoju. Jutro mogą odespać przed nowym tygodniem w szkole. Niedziela, więc można przespać pół, albo cały dzień.
„Mówmy jak jest”
Pamiętam wiele rozmów, które w swoim życiu słyszałem, kiedy to dorośli ludzie narzekają na młodzież. Pewnie od zawsze różnica pokoleń była widoczna. W sposób szczególny jednak, pamiętam tzw. „kapłańskie rozmowy” w których jak mantra przewija się powiedzenie, że dzisiejsza młodzież jest beznadziejna, nie chodzi do kościoła, a Bóg i wartości są im obce. Kiedy zajrzymy do statystyk i popatrzymy na frekwencje, to możemy zauważyć, że na niedzielną Eucharystie uczęszcza w naszym kraju około 30 % (dane te różnią się w zależności od regionu). 30 % to niecała 1/3 ludzi ochrzczonych w naszych kraju. To statystyki. A teraz zajrzyjmy do polskich świątyń na mszę św. Kościoły nadal jakoś tam wypełnione ludźmi. Powie jakiś proboszcz- nie jest źle, nie róbcie aferki. Jednak popatrzmy kto dzisiaj chodzi do kościoła? Pewnie nie ma takich statystyk (bynajmniej ja takowych nie spotkałem) ale gdyby zmierzył średnią wieku osób uczęszczających na Msze św. to myślę, że oscylowała by ta średnia w zależności od regionu między 60,a 65 lat. Cieszy fakt, że starsi ludzie dobrze czują się w kościele. Kościół jest powszechny, a więc jest otwarty dla każdego. Duszpasterstwo tradycyjne zamknięte w odmawianiu różańca, koronki etc. jest pięknie rozwinięte w każdej parafii. To dobrze, bo starsi ludzie są skarbem kościoła, często do swojej modlitwy dokładają osobisty trud i cierpienie wypraszając tym samym wiele łask dla kościoła. Patrząc jednak na te statystyki, trzeba zadać inne pytanie. Mianowicie o frekwencje młodych ludzi w kościele. Regularnie na msze św. wśród młodych ludzi w zależności od środowisk uczęszcza od 1 do kilku procent. (Wyjątkiem są seminaria duchowne- tam praktykuje 100% młodych ludzi J )Prawie nie zdarza się, aby ktoś z nich był nie ochrzczony, prawie wszyscy są bierzmowani (bo przecież co powie biskup jak przyjedzie na bierzmowanie- musi być pompa) Jestem jak najdalej od jakiejkolwiek krytyki, ale zadaje pytanie- Co się dzieje? Gdzie leży problem?
„Na lajcie”
Problem na pewno jest złożony i trudno wskazać na jednoznaczną odpowiedź. Jednak szukając odpowiedzi na te pytania, wydaje mi się, że musimy zapytać najpierw czym żyje młody człowiek, a następnie jaki ten młody człowiek ma obraz kościoła? Kiedyś, aby zmieniło się pokolenie musiało upłynąć kilkadziesiąt lat. Dzisiaj mija kilka lat i to pokolenie się zmienia. Postęp techniczny jest tak szybki, że często ludzie których dzieli kilka lat żyją już w dwóch różnych światach. (Ostatnio jeden z moich uczniów w klasie integracyjnej, cofnięty w rozwoju, bo od dzieciństwa nikt z nim nie rozmawiał, tylko puszczano mu bajki i zamykano na całe dnie, próbował wejść w telewizor, ponieważ pragnął dołączyć do bohaterów ulubionej bajki). Laptopy, tablety, internet, facebook, nk, skype. Bez tego młody człowiek nie potrafi często żyć. Przecież prawie każdy ma internet w komórce i nawet na lekcji może czatować na gadu-gadu (słychać czasami znajomy dźwięk zwiastujący nową wiadomość). Muzyka? Hip- hop, bo mówi o życiu. Czasami „techniawka”, bo dobrze „pogibać” się na lokalnej dysce. Szkoła? Zło konieczne. Część młodych i tak nie widzi potrzeby uczenia się, skoro w kraju nie ma perspektyw, będzie trzeba wyjechać zagranicę. Rodzice młodych? Kim są? To ludzie przed albo po 40stce. Sami wchodzili w dorosły świat, kiedy w Polsce rodziła się demokracja na początku lat 90-tych. Nauczeni często źle pojętej wolności, dzisiaj dają na luz swoim dzieciom. Nie chcą, aby ich pociechy patrzyły na nich jak na zacofanych rodziców, a przecież sami są ludźmi przemian. Życie przeciętnego nastolatka? Parę godzin w szkole, powrót „na chate”, kilka godzin na necie, przecież trzeba powrzucać nowości z „kwejka”, wrzucić „sweet focie” zrobioną w szkolnej toalecie z „komóry”, kiedy ukradkiem byli „na fajce”. Wieczór? Kumple, kumpele, papieros, piwo, potem znów „na chate”. Trzeba spakować się na jutro do szkoły, sprawdzić co tam na „fejsie” i spać. (Według badań około 40 % młodzieży jest uzależniona od facebooka. Tacy ludzie nie potrafią bez komputera np. na 3 dni wyjechać na wakacje. Jeden z psychologów obecnych w przestrzeni wirtualnej w trosce o młodych, ironicznie wrzucił kiedyś na facebooka fotkę przedstawiającą małe dziecko siedzące w nocniku przed laptopem, na którym coś pisze. Fotkę podpisał- Musze napisać znajomym, że teraz robię kupę). Przecież już niedługo kolejny weekend. Dyska i kolejny melanż z ziomkami.
Spojrzenie na kościół. Hmm… no jest coś takiego. W jednych rodzinach rodzice „piorą banie” dzieciom. W innych są „postępowi” dają wolność. Chcesz to chodź do kościoła- twój wybór. A czym jest kościół w mentalności młodego człowieka? Zbiorem starszych ludzi, klepiących paciorki. Kościół kojarzy się z księdzem, który naucza w specyficznym „kościelnym” tonie. W kościele jest też specyficzny zapach, stoi się jak w muzeum. Język ambony- jakiś dziwny. Księża- zawód jak każdy i nawet niezły bo robią porządną kasę. Życie księży- tylko tak gadają, a żyją inaczej, choć pewnie i zdarzy się jakiś święty ksiądz, ale on jest na pewno nie życiowy. Kościół to średniowiecze, a my chcemy żyć po swojemu. Kościół zamyka na nowoczesność, a my chcemy być trendy.
Kościół w Polsce vs. młodzież
Jak wspomniałem powyżej pamiętam wiele „kapłańskich rozmów” w których narzeka się na to, że młodych nie ma dziś w kościele. Bierzmowanie staje się uroczystym rozstaniem z kościołem. Oczywiście patrzenie na tą sytuacje ogólnikowo byłoby wielkim wypaczeniem. Zacznijmy od plusów. W polskim kościele jest podejmowanych wiele akcji związanych z nową ewangelizacją. Myślę, że Lednica i Przystanek Jezus to dwie akcje polskiego kościoła, które świetnie się sprawdzają. Ponadto działają wspólnoty młodzieżowe, które przy niektórych parafiach robią niezłą robotę. Nie można też zapominać o Pustyni Miast, Neokatechumenacie i innych wspólnotach. Gdybyśmy jednak naszkicowali mapę naszego kraju i chcieli zaznaczyć te wszystkie aktywne punkty, to myślę, że jest ich niesamowicie mało.
Przeciętna polska parafia. Wiejska- proboszcz ten sam od 20- 30 lat, bardziej lub mniej aktywny. Pożyczy paru ministrantów i kilka kobiet z sąsiedniej parafii, aby na wizytacji odczytały biskupowi wierszyk. Miejska- z reguły jakieś wspólnoty działają. Jest i młodzieżowa. Spotyka się kilka dziewczyn, ksiądz wikariusz i tworzą kółko wzajemnej adoracji. Podczas jednej z rozmów, pamiętam jak kapłani dyskutowali, jaka to dzisiejsza młodzież jest zła, jak to omija kościół. Był maj. Na dużym osiedlu w mieście mieszka ponad 60 tys. ludzi. Jest 5 parafii. Pracuje ponad 20 księży. Żadna parafia nie organizuje wyjazdu do Lednicy na Ogólnopolskie spotkanie młodych. Inna sytuacja. Kościół na blokowisku. Nieoświetlony. Około dziesięciu młodych ludzi, szerokie spodnie, pomylili schody bloku ze schodami kościoła. Otworzyli piwo. Proboszcz zadzwonił po Policję. Młodzi omijają kościół, ale nawet jeśli przez pomyłkę do niego trafią, my nie wykorzystujemy okazji, ale dzwonimy na Policję. Czy mamy czasami prawo, aby narzekać?
Pismo Święte o relacji wiara- młodość
Jest taki wspaniały fragment zanotowany w Ewangelii wg. Św. Marka, kiedy to do Pana Jezusa przybiega bogaty młodzieniec. Co ciekawe nie był on bogaty i młody, ale był to bogaty młodzieniec, a więc jest największym bogactwem była jego własna młodość. Przybiega i zadaje najważniejsze pytania, o sens i cel swojego życia. Pyta jak przeżyć swoje życie, aby być szczęśliwy. Jezus przypomina mu o przykazaniach, on jednak przykazań przestrzegał od młodości. Jeśli chodzi o wypełnianie prawa był w porządku. Jednak Pan Jezus wskazuje na coś więcej. Prawo to za mało. Mówi: „Idź i sprzedaj co masz”, jednak nie chodziło Panu Jezusowi, aby jego rozmówca stał się żebrakiem. Hebrajskie słowa wskazują tutaj bardziej na odklejenie się od tego, do czego ten młody człowiek jest tak bardzo przyklejony. Nie widział już pewnych rzeczywistości, za bardzo uzależnił się od tego co materialne. Jezus zaprosił go do drogi, aby na chwile zostawił to co ma. Zaprosił go Pan Jezus do chrześcijaństwa, ten odszedł zasmucony. Dlaczego ten młody chłopak przybiegł do Pana Jezusa? No właśnie odpowiedź jest banalna. Przybiegł, bo był młody. To jego młodość kazała mu postawić pytania najważniejsze, o sens i cel życia. Ten ewangeliczny młodzieniec to ikona dzisiejszego młodego człowieka w szerokich spodniach z piwem w ręku. Chociaż technika nie była tak rozwinięta jak dzisiaj, to jednak młodzieniec był uzależniony od używania świata. Dzisiaj, zdaje się, że młodzież wystawiona jest na jeszcze więcej pokus. Niesamowity pluralizm sprawia, że uzależnić się od używania można dużo łatwiej. Jednak tak jak chłopak z Ewangelii, każdy młody człowiek, także i dzisiaj ma serce. Świat podpowiada: Zobacz, w kościele są mohery, nawrócisz się na starość. Jednak jest to kłamstwo świata. To właśnie młodość każe stawiać pytania najważniejsze, a Jezus to ten, który chce wchodzić w marzenia młodego człowieka i nie chce, aby ten odchodził zasmucony.
Kościół dla każdego
Kościół jest fantastyczny. Nie jest on muzeum dla ludzi doskonałych, ale jest on szpitalem dla grzeszników. Im bardziej jestem słaby, tym bardziej potrzebuje kościoła, Sakramentu Pokuty. Jezus pokazał, że chrześcijaństwo jest dla każdego, już wtedy kiedy dokonał pierwszej kanonizacji. Nie odbyła się ona na placu św. Piotra, ale w bliskości krzyża. Kanonizował Dobrego Łotra. Dyzma to typowy facet, który się w życiu pogubił, narozrabiał. Myślę, że gdyby Dyzma urodził się dzisiaj w Polsce to byłby stadionowym chuliganem i słuchałby hip- hopu. Wyraża on jednak pragnienie, aby być w Niebie. Jezus mówiąc do niego: „Jeszcze dziś będziesz ze mną w raju” nie chce nam pokazać, że możemy na koniec odłożyć nasze nawrócenie. Pokazuje nam Pan Jezus, że nawrócenie jest dla każdego. Kościół jest dla każdego. I uczyć się od takich ludzi możemy jak kochać Pana Jezusa, bo przecież „komu więcej odpuszczono, bardziej miłuje” Przypomina mi się też człowiek, którego nie dawno poznałem. Był narkomanem, imprezowiczem. Postawny mężczyzna, typowy mafioso. Zaczął zmieniać swoje życie. Spotkał kapłana, który zabrał go na rekolekcje, pokazał mu jaki jest kościół na serio. Pokochał Ojca Pio. Dzisiaj kocha kościół. Codziennie Msza św., komunia św.
Którędy dzisiaj?
Zastanawiam się ilu młodym ludziom byłoby dzisiaj łatwiej. Ilu nie wpadłoby w zgubne nałogi, gdybyśmy tworzyli przestrzeń. Nie chodzi o źle pojętą akcyjność, o robienie show. Bo można być fajnym księdzem od robienia „zadym”, wtedy ileś osób kocha swojego księdza, ale nikt nie widzi, że ten ksiądz skupia wszystkich na sobie, uzależnia od siebie. (Wikariusz odchodzi z parafii, a kilkanaście dziewczyn nie znajdzie do końca życia męża, bo na każdego spotkanego chłopaka patrzą przez pryzmat „idealnego księdza”. Mało tego, przestają chodzić do kościoła, bo ksiądz nie przyprowadzał do Pana Boga, ale do siebie. Każdy kolejny ksiądz nie jest dla nich odpowiednio fajny. Kult osoby.) Chodzi raczej o bycie autentycznym. Wydaje mi się, że chodzi o tworzenie takiej przestrzeni w kościele, w której młodzi ludzie mogliby czuć się jak u siebie. Hasło roku duszpasterskiego „Kościół naszym domem”, więc niech nie tylko starsi ludzie czują się tutaj jak u siebie, ale także niech Ci młodzi czują się jak w domu. Stąd ważne, aby na serio traktować systematyczną pracę z ministrantami i lektorami oraz z tymi grupami, które w parafii są. Obok tego warto może podjąc próbę wejścia w świat młodych. Może warto posłuchać hip- hopu, wsłuchać się w teksty tych utworów, aby wyłuskać to czym młodzi żyją. Czy nie mieszczące się kanonie poprawności i czy nie zgodne z nauką kościoła byłyby rekolekcje dla środowisk hip- hopowych, adoracje Najświętszego Sakramentu z wykorzystaniem tzw. Hip-hopu chrześcijańskiego? Fora, spotkania dla ludzi poszukujących prawdy? Dyskoteki ewangelizacyjne z „normlaną” a nie religijną muzyką, podczas których robione byłby animacje, spektakle mówiące o pięknie Ewangelii? Każde duszpasterstwo, jeśli ma być uprawiane prawidłowo (zarówno to zwyczajne jak i specjalistyczne czy niekonwencjonalne) ma prowadzić do sakramentów i do liturgii. Lumen Gentium Soboru Watykańskiego II mówi jasno: „Liturgia jest źródłem z którego wypływa i szczytem ku któremu zmierza cała działalność kościoła.” Każde inne duszpasterstwo nie znajduje swojej celowości.
Moja wiara
Kiedy popatrzymy na dzisiejsze realia, widzimy często rozdźwięk między życiem młodych ludzi a wiarą i kościołem. Nie można, więc chyba już dzisiaj zatrzymywać się na płocie parafii zasłaniając się sloganem, że dalej mnie nie chcą. Wydaje mi się, że na przeciętnej polskiej parafii brakuje przestrzeni w której młodzi ludzie mogliby się odnaleźć. Pewnie księża z reguły wiedzą, że tak jest. Jednak jak to mawia pewien ksiądz: „ Nie wystarczy tylko wiedzieć, trzeba jeszcze to robić.” Zadaje sobie bardzo szczerze pytanie: Czy gdyby moi rodzice nie chodzili do kościoła, nic o kościele by mi nie mówili, to czy ja będąc na miejscu przeciętnego młodego człowieka, widząc, że moja parafia nie tworzy przestrzeni dla młodych ludzi, czy wtedy chodziłbym do kościoła? A gdybym już do tego kościoła zajrzał, to czy nadal chodziłbym do niego, jeśli usłyszał bym kazanie ściągnięte z internetu, nieumiejętnie odczytane i w dodatku patrząc na wrogie miny, gdybym nasłuchał się jakie złe jest państwo, bo nie chce TV Trwam na multipleksie? Myślę, że każdy z nas może zadać sobie sam pytanie: Co ja dzisiaj robię, aby młody, pogubiony i zamknięty w świecie internetu młody człowiek poczuł się dobrze w kościele? Jak przygotowuje się do głoszenia Słowa Bożego? Czy w ogóle coś robię, cokolwiek? Kiedyś spotkałem się z krytyką pewnej inicjatywy duszpasterskiej i pamiętam jak pewien ksiądz odpowiedział: „Zawsze można nie robić nic” No właśnie, zawsze można nie robić nic. Jestem głęboko przekonany, że wielu młodych ludzi byłoby dziś w kościele, gdybyśmy robili cokolwiek. Mam też świadomość, że łatwo się pisze różne rzeczy, a trudniej się żyje i, że istnieje różnica między teorią i praktyką. Nie pisze tego po to, aby kogokolwiek naprawiać, albo aby kogoś krytykować. Problem zawsze rozbija się o wolność człowieka, o to czy ktoś da się Jezusowi zaprosić do drogi czy też nie. Chciałbym tylko, abyśmy nie zasłaniali się sloganem, że młodzież jest zła. Spróbujmy raczej wejść w ich świat, podjąć próbę zrozumienia. Nie mają lekko, a przecież też chcą być kimś, zrobić coś wyjątkowego, być szczęśliwi. Nawet jeśli sobie tego nie uświadamiają, to każdy z nich nosi to pragnienie głęboko w sercu. Często nie wiedzą jak żyć, więc szukają. Nie przeszkadzajmy im, nie niszczmy zasłaniając się zaściankowym katolicyzmem, w którym wypełniamy prawo, praktyki religijne, malując w swoim sercu tabliczkę: „Jezusowi wstęp wzbroniony”. Sąd Ostateczny- będę osądzony z miłości. „Bo byłem głodny, a daliście…” Napełniam się wiarą w kościele i mam z tą wiarą wychodzić do świata. Świata głodnego miłości Pana Boga. Będę osądzony z miłości, z tego czy umiałem w swoim życiu wychodzić poza płot parafii.
Minęła 4. Za oknem zrobiła się cisza. Ci, którzy sprowokowali mnie do tych kilku myśli ruszyli w stronę swoich bloków. Oby nie pomylili klatek. Rano pewnie zostanie po nich trochę potłuczonego szkła. Jeszcze na chwilę się położę.





