Powołania darem miłości Boga



Autor:     S.M. Amabilis Gliniecka, orionistka (PSMC)

 

Deo gratias!

 

Wczoraj w Kościele zakończyły się kwartalne dni modlitw o powołania do życia konsekrowanego i kapłaństwa. Czy to oznacza jednak, że w tej modlitwie możemy ustać?

Zauważmy, że na co dzień korzystamy z posługi kapłanów. Do wielu osób i środowisk posyłane są osoby konsekrowane. Często – być może nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy – pełnią one swoją posługę  tam, gdzie inni nie chcieliby pójść.

 

A mimo to wielokrotnie zasadność naszego, zakonnego powołania poddawana jest pod wątpliwość. Jedni podziwiają nas, są pełni uznania i szacunku, inni krytykują, nie dostrzegają sensu, nie rozumieją takiej formy życia.

 

A TY? Gdybyś to Ty, właśnie TY lub – jeśli jesteś rodzicem – Twoje dziecko – syn, córka – został zaproszony do tego, by pójść za Jezusem tą szczególną drogą, to…? No właśnie… Jakiej udzieliłbyś odpowiedzi lub jaka byłaby Twoja reakcja? Czy wierzysz, że ten kogo powołuje Bóg może być szczęśliwy tylko wówczas, gdy odważy się za Nim pójść? Jakie są Twoje wyobrażenia na temat zakonnego powołania? Czy nie powielasz bezrefleksyjnie jakichś utartych opinii i stereotypów?

Mam na imię s.M. Amabilis. Od lat piętnastu należę do Rodziny Zakonnej, którą blisko 100 lat temu założył Święty, włoski Kapłan, Alojzy Orione. Pragnę tym słowem – zaświadczyć dziś o tym, że życie zakonne – choć jak każde inne do łatwych nie należy – może być piękne
i jest takim, o ile człowiek każdego dnia podejmuje trud bycia wiernym Bogu poprzez stałość przyjętym dobrowolnie zobowiązaniom. Wraz z wyborem tej drogi, po rozeznanym uprzednio powołaniu, po kilkuletniej próbie, którą można porównać z okresem narzeczeństwa – zobowiązujemy się bowiem ślubami do życia w czystości, ubóstwie  i posłuszeństwie, a każda siostra Orionistka składa dodatkowo także czwarty ślub – ślub miłości.

We wspólnocie zakonnej życie codzienne ma swój specyficzny charakter i rytm, który wyznaczają pory modlitwy i pracy. Koloryt tej uporządkowanej poniekąd codzienności nadaje apostolat podejmowany przez wspólnotę i realizowany w duchu Założyciela. Nasz orioński charyzmat jest dla każdej z nas zaproszeniem do tego, by – jak ks. Orione – mieć serce bez granic, być blisko ludzi, zwłaszcza tych, od których inni stronią, których inni mają za nic, z którymi się nie liczą… Posługujemy zatem ludziom chorym i konającym; bezdomnym i samotnym matkom oraz dzieciom i młodzieży zaniedbanej przez rodziców,
z różnymi zaburzeniami i deficytami.
Charyzmat Zgromadzenia wskazuje jednak nie tylko na rodzaj podejmowanej przez nas pracy, ale nade wszystko na sposób jej wykonywania. Charyzmat orioński jest charyzmatem miłości, dlatego ze względu na miłość do Chrystusa próbujemy w każdym człowieku, zwłaszcza najuboższym – dostrzec Tego, który powiedział: cokolwiek uczyliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnieście uczynili.

Także św. Alojzy Orione był przekonany o tym, że w najnędzniejszym nawet człowieku odbija się obraz Boga. Wiemy dobrze, jak czasem trudno jest nam Go dostrzec w sobie nawzajem. Jak zatem zobaczyć Boga obecnego w drugim człowieku, w Tym, dla którego mamy być narzędziami w ręku Bożej Opatrzności? Dla ks. Orione było czymś oczywistym, że tajemnicą realizowanego w taki sposób apostolatu jest osobiste zjednoczenie z Bogiem, bycie z Bogiem, życie modlitwą. Stąd w życiu zakonnym musi być zachowana równowaga między modlitwą, a pracą. Dlatego nasze konstytucje zakonne przypominają nam słowa
Założyciela „Z modlitwą będziemy mogli osiągnąć wszystko – bez niej nie dokonamy niczego. Wielkich rzeczy dokonuje się przez modlitwę.” (art. 60)

Wspomniałam o tym, że jestem w Zgromadzeniu 15 rok. To wystarczająco długi czas, by przeżyć niejedno zwątpienie, kryzys, rozczarowanie, ale także wystarczająco długi czas, by doświadczyć Bożego prowadzenia, by utwierdzić się w powołaniu i nie przestawać pragnąć mówić Bogu TAK. Ponieważ decyzja o wyborze drogi życia – czy to w małżeństwie, czy w życiu kapłańskim, czy zakonnym, czy Instytucie Świeckim osób konsekrowanych – musi być podejmowana wciąż na nowo, żeby nie stracić świeżości, by człowiek nie wpadł w sidła rutyny i przyzwyczajenia, ale mógł żyć wiernością twórczą i otwartą na działanie Bożej łaski.

Boży plan na nasze życie wciąż powinien być przez nas odkrywany. Wciąż może nas zaskakiwać także Boża pomysłowość, czego wielokrotnie doświadczyłam w swoim życiu. Bóg nie proponuje nam bowiem życia nudnego, monotonnego, statycznego i bezbarwnego. Także nasze zakonne życie nie jest pozbawione blasku. O, nie!  Życie z Nim, życie z Bogiem, to wielka i niesamowita przygoda, niebezpieczna jednak wówczas, gdy zaczynamy realizować swój osobisty „biznesplan”, gdy przez grzech oddalamy się od Niego. Bóg wciąż może nas czymś zaskoczyć i zaskakuje. Nie wiemy bowiem, co nas czeka, nie możemy przewidzieć przyszłości, ale gdy oddamy się w Jego ręce, gdy w Nim pokładać będziemy naszą ufność, gdy Jemu pozwolimy się prowadzić – to doświadczymy tego, że życie jest przygodą w najpiękniejszym tego słowa znaczeniu.

Historia powołania każdej z nas jest historią bardzo osobistą. Historia realizacji Bożych planów przez każdego z nas też ma bardzo osobisty charakter. To świadczy o tym, że Bóg każdego człowieka traktuje w sposób wyjątkowy, niepowtarzalny i bardzo indywidualny. Piętnaście lat temu, gdy podejmowałam – jeszcze jako nastolatka, tuż po maturze – decyzję o wstąpieniu do Zgromadzenia, nie przypuszczałam nawet, że na przestrzeni tych kilkunastu lat moje życie będzie wyglądało właśnie tak, że takie a nie inne doświadczenia będą moim udziałem. Tymczasem wdzięczna jestem Bogu za to, że dane mi było pochylać się nad łóżkiem ludzi chorych i cierpiących, towarzyszyć w prosty sposób osobom w podeszłym wieku i niepełnosprawnym, że dane mi było przez szereg lat uczyć się jak być siostrą i matką dla dzieci i młodzieży z upośledzeniem umysłowym. Wdzięczna jestem za tyle spotkań z ludźmi młodymi. Za każdą osobę bezdomną, za każdego więźnia, ubogiego czy uzależnionego człowieka, którego Bóg postawił na mojej drodze. Piętnaście lat i taki ogrom przeżyć i doświadczeń. Gdzie zatem miejsce na rutynę i monotonię? A przecież życie wciąż trwa. Wciąż mogę się nim cieszyć i odkrywać z pasją to, do czego jeszcze wzywa
i zaprasza mnie Bóg.

I oto kolejna odsłona. Kilka lat temu po raz pierwszy pojawiła się myśl, zrodziło się  w moim sercu pragnienie, by pójść dalej, by nie ustawać, nie zatrzymywać się przy tym, co znane, bezpieczne, z czym zdołałam się już na przestrzeni lat oswoić. Stopniowo to pragnienie zaczęłam odczytywać jako powołanie misyjne. I choć każdą wykonywaną dotychczas posługę starałam się pełnić jako Mała Siostra Misjonarka Miłości, to jednak zapragnęłam też czegoś więcej… I to więcej – jeśli Bóg zechce – stanie się moim udziałem już wkrótce. 27 czerwca wyjeżdżam bowiem do Kenii, by tam razem z siostrami z naszego Zgromadzenia być i żyć z dziećmi dotkniętymi skrajnym ubóstwem, doświadczonymi głodem, śmiercią najbliższych, wyniszczonymi przez choroby – w tym także AIDS.

A Ty? Do czego Bóg wzywa i zaprasza Ciebie? Jeśli jeszcze jesteś przed wyborem swej życiowej drogi – módl się o to, byś rozpoznał, rozpoznała swoje powołanie i miał odwagę je podjąć i wypełnić. Jeśli już wybrałeś – wybrałaś – proś Boga o wierność temu wyborowi. Pomódl się także w intencji naszej Rodziny Zakonnej, o dar nowych powołań, by znalazły się dziewczęta, młode kobiety, które będą miały odwagę pójść za Jezusem dokądkolwiek się uda, służąc Mu w ubogich jako Małe Siostry Misjonarki Miłości.

 

 

 

 


ZACHĘCAMY DO PRZECZYTANIA ORĘDZIE BENEDYKTA XVI NA 49. ŚWIATOWY DZIEŃ MODLITW O POWOŁANIA

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *