
Autor: Ksiądz Maciej Słyż
Spotykając na swej drodze konkretnego księdza widzimy osobowość, pobożność, talenty czy życzliwość. Kto jednak zdaje sobie sprawę z tego, że za każdą sutanną kryje się wielka tajemnica powołania. Tajemnica przedziwnej zażyłości Boga z człowiekiem. Bo oto Bóg wybiera zwykłego człowieka, spośród wielu innych, często lepszych, mądrzejszych, bardziej pobożnych ludzi, wybiera go i posyła, aby niósł światu Dobrą Nowinę, by działał w Imieniu samego Boga, był jakby pośrednikiem pomiędzy Bogiem a człowiekiem poprzez posługę modlitwy i sakramentów.
Kapłanem jestem piąty rok. Czy to dużo, czy mało, nie wiem. Obecny czas przygotowania do wyjazdu na misje do Peru, daje mi niesamowitą okazję do swoistego rachunku sumienia z kapłaństwa, którym zostałem zupełnie bez żadnych zasług obdarowany przez Boga. Każda spowiedź kapłana jest momentem potwierdzenia tej prawdy. Kapłaństwo jest darem, który się nie należy nikomu. Bóg wybiera człowieka z jego grzechem, słabością i całym zestawem wad i zalet. Wybiera bo sam tego chce, wedle swego boskiego zamysłu miłości i mądrości.
Kapłan zostaje ustanowiony przede wszystkim dla Eucharystii. Jako sprawujący Eucharystię gromadzi wokół ołtarza wiernych i zanosi swoje i ich modlitwy do Boga. Wrócę raz jeszcze do św. Jana Vianeya, pisał: „Gdyby zniesiono sakrament święceń, nie mielibyśmy Pana. Któż Go złożył tam, w tabernakulum? Kapłan. Kto przyjął waszą duszę, gdy po raz pierwszy wkroczyła w życie? Kapłan. Kto ją karmi, by dać siłę na wypełnienie jej pielgrzymki? Kapłan. Któż ją przygotuje, by pojawiła się przed Bogiem, obmywając ją po raz ostatni we Krwi Jezusa Chrystusa? Kapłan, zawsze kapłan. A jeśli ta dusza umiera ze względu na grzech, kto ją wskrzesi, kto da jej ciszę i pokój? Znów kapłan… Po Bogu, kapłan jest wszystkim!… On sam pojmie się w pełni dopiero w niebie“.
Szczególnym miejscem jest dla mnie konfesjonał. Tym mocniej jestem o tym przekonany, nie pracując już na parafii i nie mając z nim tak częstego kontaktu jako spowiednik. Nie jest proste oddać słowami to co czuje kapłan uwalniając człowieka spętanego więzami grzechu. I jeszcze trudniej opisać żal i smutek, gdy trzeba powiedzieć penitentowi, że nie może otrzymać rozgrzeszenia gdyż nie spełnia wszystkich warunków spowiedzi. Miałem kiedyś okazję spowiadać podczas rekolekcji prowadzonych przez ojca Jamesa Maniackala w Ostrołęce. Hala sportowa nabita młodzieżą, kapłanów chyba z tuzin, i 9 godzin spowiedzi bez przerwy. Po ludzku, chyba każdy z nas był wykończony, ale gdy wyspowiadałem ostatnią osobę z kilometrowej kolejki chciałem tańczyć. Poważnie. Wstałem i zacząłem wraz z wszystkim tańczyć i śpiewać na cześć Pana. Skąd na to była siła? Tylko Bóg mógł to uczynić.
Kapłan jest także powołany do ofiary. Nie jest to coś dodatkowego, fakultatywnego, na co można by się zgodzić, lub odrzucić. Ofiara jest wpisana w kapłaństwo, tak jak krzyż w życie samego Chrystusa. Kapłaństwo samo w sobie jest przecież częścią Ofiary Zbawiciela. On jako Kapłan, ołtarz i Ofiara jest źródłem i sensem. Proboszcz z Ars wyjaśniał kiedyś współbratu w kapłaństwie:
„Powiem tobie jaką mam receptę: daję grzesznikom niewielką pokutę, a resztę czynię za nich sam”. Wszystkie dusze zostały nabyte drogocenną krwią Chrystusa zaś kapłan nie może poświęcić się ich zbawieniu, jeśli odmawia osobistego uczestnictwa w „wielkiej cenie” odkupienia.
Niech to rozważanie zakończy papież Benedykt XVI kierujący następujące słowa w liście do kapłanów w 150 rocznicę urodzin dla nieba św. Jana Marii Vianeya:
„Wiara w Boskiego Nauczyciela da nam siłę, byśmy z ufnością spoglądali w przyszłość. Drodzy kapłani, Chrystus na was liczy.
Idąc za przykładem Świętego Proboszcza z Ars, pozwólcie się Jemu zdobyć a staniecie się również wy, we współczesnym świecie posłańcami nadziei, pojednania i pokoju!”





