NOBISCUM AD CAELUM…

Włócznia św. Longinusa wystawiona w Bazylice św. Piotra. Wierni oddali cześć relikwii Męki Pańskiej

W Bazylice św. Piotra w Watykanie wierni, pielgrzymi oraz odwiedzający mogli uczestniczyć w wyjątkowym wydarzeniu – publicznym wystawieniu włóczni św. Longinusa, uznawanej za jedną z najważniejszych relikwii związanych z Męką Jezusa Chrystusa. To właśnie nią, według przekazu Ewangelii św. Jana, rzymski żołnierz przebił bok ukrzyżowanego Zbawiciela.

Uroczystej liturgii przewodniczył abp Calogero La Piana. Obchody rozpoczęły się modlitwą przy Ołtarzu Konfesji, po której wierni wyruszyli w procesji pokutnej przez nawę główną świątyni, śpiewając Litanię do Wszystkich Świętych. Celebracja Eucharystii przebiegała w atmosferze ciszy i skupienia, właściwej dla przeżywanego okresu Wielkiego Postu.

Centralnym momentem wydarzenia było ukazanie relikwii w Loggii św. Weroniki. Włócznia, na co dzień przechowywana w Bazylice Watykańskiej, należy do najcenniejszych pamiątek związanych z ostatnimi chwilami życia Chrystusa na krzyżu.

W programie sobotniego statio znalazła się również Msza Święta przy Ołtarzu Katedry oraz adoracja Najświętszego Sakramentu.

Tradycja kościołów stacyjnych sięga pierwszych wieków chrześcijaństwa w Rzymie. W czasie Wielkiego Postu wierni codziennie gromadzili się na wspólnej modlitwie pod przewodnictwem papieża lub jego przedstawiciela, odwiedzając każdego dnia inną świątynię. Ostateczny kształt tej praktyki ustalił papież św. Grzegorz Wielki.

Prognozy na nowy rok

250px × 188pxAUTOR: Jacek Karnowski

Nadchodzący rok 2011 będzie rokiem najważniejszych wyborów –parlamentarnych. Zdecydują one o tym, komu Polacy powierzą realną władzę w Polsce na następne cztery lata. Dziś trudno o prognozę inną niż zakładającą przedłużenie rządów Platfomy, dysponującej ogromnym medialnym poparciem oraz sprawującej kontrolę nad wszystkimi ważniejszymi instytucjami publicznymi. Obniżenie finansowania partii politycznych o połowę już od 1 stycznia także zwiększa szanse PO, opozycja bowiem na inne źródła wsparcia politycznego i materialnego liczyć nie może. Pozostaje pytanie, czy Platforma będzie rządziła tak jak obecnie z PSL, czy z SLD, a może z PJN. Sojusz partii Donalda Tuska z postkomunistami wydaje się najbardziej naturalny, zwłaszcza, że ten kierunek będzie wspierał prezydent Bronisław Komorowski.

W pewnym sensie świat polityki jest już myślami w roku 2015, a przyszłoroczne wybory wydają się tylko przygrywką do głównej batalii za pięć lat. Pogłoski mówiące o planach Jarosława Kaczyńskiego, zamierzającego odświeżyć klub parlamentarny, potwierdzają tę tezę. Sądzę, że prezes PiS-u doskonale zdaje sobie sprawę, że z partią w obecnym kształcie wyborów nie wygra. Jest politykiem zbyt wyrobionym, by tego nie dostrzegać. Światełkiem w tunelu jest powrót w orbitę PiS-u Ludwika Dorna, jednego z najbardziej inteligentnych polskich polityków. Kaczyński ma mocną bazę do myślenia o politycznej przyszłości, przede wszystkim w postaci struktur partyjnych (jak trudno je zbudować,  przekonuje się właśnie PJN) oraz niesłychanie zdyscyplinowanego, odpornego na medialną krytykę elektoratu. Prezesowi PiS-u będzie sprzyjać, w perspektywie kilkuletniej, nieuchronne zużywanie się obozu władzy oraz prawdopodobny kryzys gospodarczy po wyczerpaniu się głównej transzy funduszy unijnych. Czy tę szansę prezes PiS-u wykorzysta, czy też nie, zależy tylko od niego samego, od jego zdolności do pokonywania własnych ograniczeń i własnego cierpienia po stracie brata. Przywołując znaną anegdotę – musi dać sobie szansę i wykupić los na loterię.

Polską wyobraźnią polityczną wciąż rządzą Tusk i Kaczyński. Ich rozgrywka nie została jeszcze doprowadzona do końca i nie zakończy się również w roku 2011. Wbicie się między te postaci okazuje się nadzwyczaj trudne, o czym przekonali się politycy skupieni wokół Joanny Kluzik-Rostkowskiej, sprawiający dziś wrażenie „generałów bez armii”, czyli bez wyborców. Ich cel – wejście do parlamentu – dziś wydaje się bardziej odległy niż w momencie startu nowej inicjatywy.

Znane powiedzenie głosi, że historia przychodzi z boku, choć oczywiście nie każdego roku. W tym sensie, jeżeli nie wydarzy się nic dramatycznego (a chyba wyczerpaliśmy już limit), rok 2011 będzie, pod względem mentalnym, przedłużeniem kończącego się roku. Katastrofa smoleńska była wydarzeniem o takiej skali, że nawet obecna ekipa, dysponująca wyjątkowym talentem do PR, nie wyprze jej z umysłów Polaków. I nie zmienią tego tak nieporadne działania, jak przerabianie na zwykłe biura apartamentów Marii i Lecha Kaczyńskich w Pałacu Prezydenckim. Ciekawie może też wyglądać sprawa relacji Warszawy z Moskwą w kontekście Smoleńska. Wygłoszona w Wigilię przez prezydenta Miedwiediewa publiczna połajanka Tuska („Mam nadzieję, że polskim politykom wystarczy rozumu i woli, by przyjąć stosowne wnioski MAK-u”) pokazuje, że Rosja partnerstwo z ekipą Tuska uznaje tylko wówczas, gdy jest to dla niej wygodne.

W roku 2011 poważny test czeka polski Kościół i polskich katolików. Znaczna część mediów i spora część polityków nie ukrywa, że chce pchnąć Polskę w kierunku hiszpańskim. Po raz pierwszy mają narzędzia, które czynią ten plan realnym. Oby się nie okazało, że krótkookresowo najważniejszym efektem Smoleńska będzie szybsza niż dotąd laicyzacja Polski.

W przyszłym roku Polakom należy życzyć przede wszystkim optymizmu. Bo dziś, choć rządzi nami obóz mający optymizm na sztandarach, prawdziwej wiary w przyszłość wyraźnie brakuje. Moim zdaniem dlatego, że prawie wszystko pod spodem jest stare, a coraz częstsze malowanie już sprawy nie załatwia.

ŹRÓDŁO: Idziemy nr 1 (278)/ 2.01.2011

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *