Przygotowanie do wieczności


Autor: br. Rafał, Zgromadzenie Synów Matki Bożej Bolesnej (Bracia Doloryści)

www.dolorysci.opoka.org.pl

bracia.dolorysci@op.pl

 

„Jeżeli chcemy na nowe życie powstać z Chrystusem, powinniśmy nawet najpospolitsze nasze zajęcia wyższą uświęcać intencją ”

bł. Honorat Koźmiński

 

 

Dzisiejszej niedzieli Pan karmiąc nas swoim słowem, odpowiada na dręczące wielu ludzi pytanie: Kiedy w końcu będzie ten koniec świata i kto ma rację? W naszych czasach pojawiło się tylu „proroków”, różnych sekt, oraz krążących objawień i przepowiedni, że trudno dojść do prawdy, kto ma rację. Wiemy też, że wielu już wskazywało daty końca świata, ale jak do tej pory nikomu jakoś się nie udało trafić. W Ewangelii słyszymy: Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec.”Mk 13,32. Zatem odpowiedź już znamy, ale czy nas wszystkich ona zadowala i co tak naprawdę ona dla nas oznacza?

 

 

Wielu zaś, co posnęli w prochu ziemi, zbudzi się: jedni do wiecznego życia, drudzy ku hańbie, ku wiecznej odrazie.

Powyższe słowa z proroctwa Daniela, chociaż odnoszą się do końca czasów, nabierają większej jasności, oświecone światłem Ewangelii z perspektywy chrystologicznej. Oczywiście możemy je odnieść tylko do czasów ostatecznych, ale warto zastanowić się jakie  mają one znaczenie dla nas dzisiaj, tutaj i teraz. Powinniśmy zdawać sobie sprawę, że kładąc się spać każdego dnia, możemy już się nie obudzić. Przed operacją, jesteśmy poddawani narkozie i znane są przypadki, że nie wszyscy się budzą.  Pewne jest to, że zostaniemy obudzeni, ale do jakiego życia? Obdarzeni wolną wolą, mamy na to ogromny wpływ i dużo zależy od nas, jak będzie wyglądało nasze życie wieczne. Mając świadomość kruchości naszego życia, winniśmy czuwać i zawsze być gotowi na spotkanie z Panem,  niezależnie od tego, kiedy i w jakich okolicznościach On do nas przyjdzie. Dzisiejsze Słowo jest nam dane też po to, abyśmy się przebudzili, zobaczyli w jakim kierunku zmierzamy, jak wygląda nasze życie. Czy przypadkiem  nie daliśmy się zwieść, gromadząc i pomnażając materialne dobra i przestaliśmy już zabiegać o to, co nieprzemijające, co trwa na wieki?

 

Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte.

Kiedy dowiadujemy się z mediów o kolejnych trzęsieniach ziemi, huraganach i powodziach, zastanawiamy się czy te apokaliptyczne wydarzenia nie są początkiem końca?  Śmierć nazywamy końcem, kiedy ktoś umiera. Na kwiatach, wieńcach ludzie wierzący piszą: „ostatnie pożegnanie”. Zapomina się o modlitwie za zmarłych, tak jakby śmierć człowieka oznaczała koniec jego istnienia, a przecież zostaliśmy powołani do życia na wieki. Zanim nastąpi prawdziwa Apokalipsa, a wraz z nią Pan przyjdzie w chwale, w naszym życiu Bóg dopuszcza, małe trzęsienia ziemi. Czasami jest to konieczne dla naszego dobra w perspektywie wieczności, chociaż nie rozumiemy tego i nie raz buntujemy się.

 

Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą.

W czasie każdej Eucharystii Pan przychodzi z wielką mocą i chwałą. Najpierw przychodzi w Słowie, później ofiaruje swoje Ciało i Krew. Przychodzi w całej swojej pokorze i prostocie, a jednak z wielką mocą i chwałą, a my tak często tego nie dostrzegamy, bo czasami to dla nas za mało. Oczekujemy czegoś więcej, przyzwyczajeni do światowych wodotrysków i efektów specjalnych. Wielu przychodziło już „proroków ” głoszących swoją chwałę. Jak szybko przyszli, tak szybko przeminęli. A my? Kogo oczekujemy?

 

Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach.

Pan daje nam dzisiejsze słowo, aby wyrwać nas z rozpaczy i lęku przed śmiercią i bezsensem życia. Lękamy się często o nasze doczesne życie, a nie o zbawienie. Kiedy zaś nadejdzie chwila śmierci, tym bardziej ogarnia nas trwoga, bo widzimy, że nasze zgromadzone dobra nie mają już wartości, a w sercu pozostała pustka, niepewność i strach. Trzeba nam pamiętać, że Chrystus jest blisko każdego dnia: „Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną. (Ap3,20)” Jeśli więc dla  Syna Człowieczego mamy otwarte w sercu drzwi, nie powinniśmy się obawiać spotkania z Nim po przejściu przez bramę naszej śmierci, a tym bardziej, kiedy przyjdzie w chwale.


Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą.

W dzisiejszym czytaniu z Księgi proroka Joela w Liturgii Godzin słyszymy: „Słońce zmieni się w ciemność, a księżyc w krew, gdy przyjdzie dzień Pański, dzień wielki i straszny. Każdy jednak, który wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony”. Nie ma nic pewniejszego od słowa, które daje nam Bóg. Potrzeba nam jedynie wiary, która rodzi się ze słuchania. Tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa, jak pisze Św. Paweł w Liście do Rzymian. Słowo nieprzemijające i trwające na wieki.

„Pan moim dziedzictwem i przeznaczeniem,
to On mój los zabezpiecza.
Zawsze stawiam sobie Pana przed oczy,
On jest po mojej prawicy, nic mną nie zachwieje.”

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *