Sztuka walki?

 

Jedne z ważniejszych słów, które w dzisiejszych czasach tracą pierwotne znaczenie, to sztuka i walka. Wielu z nas uważa, że walka to żadna sztuka. Niektórzy bardziej szukają walki, jednocześnie poddając się w najmniejszych potyczkach słownych, w trudnych relacjach, w codziennym życiu. Gdzie mamy więc szukać natchnienia do uprawiania sztuki duchowej walki? Można powoływać się na wielkich mistrzów duchowych jak np. Wawrzyniec Scupoli czy Ojcowie Pustyni. Ja podzielę się doświadczeniem tego, co sam widziałem, słyszałem i czytałem.

Najpierw pobudzę Twoją wyobraźnię – polecam obejrzeć ten filmik

 

Straszno i poważno!

Często to, czego najbardziej nie rozumiemy w życiu duchowym to strach. Nie rozumiemy go, bo zwykle on nami włada bez naszej świadomości. Strach powinniśmy szanować, ale nie poddawać się mu. Często ten strach wynika z obrazu Boga. Artysta, który pragnie podążać za natchnieniem, tworzyć, będzie próbował w swój wyjątkowy sposób oddać treść swoich uczuć; rzeczywistości, którą przedstawia; problemu, który go interesuje. Nie będzie udawał da Vinciego, żeby nie zostać wyśmianym. Jeżeli nie zna jednak prawdy o swoim natchnieniu – skąd ono pochodzi – szybko okaże się, że to tylko słomiany zapał. Jego dzieła będą podróbką lub po prostu fałszem, w który sam artysta zaczyna wierzyć. U mnie tak wyglądało życie duchowe. Zapalałem się do modlitw, które mnie przerastały, bo nie znałem prawdziwego Natchnienia – Tego, który dał mi pierwsze tchnienie.

Ja i nie ja?

Najpierw więc trzeba zerwać te fałszywe obrazy Boga – to one są źródłem naszego strachu. Kiedy walka zaczyna opierać się na miłości do Niego, możemy poczuć Jego pomoc (którą wielokrotnie doświadczyłem). Gdy już On nas naprawdę prowadzi, zobaczymy jeszcze większe „pole bitwy”. Jednak tutaj wzrastamy – każda bitwa (czy przegrana czy wygrana) – da nam niepowtarzalne doświadczenie. To prawdziwa Siła! Teraz trzeba będzie zmierzyć się nam ze starym człowiekiem – to natomiast walka z samym sobą. Ale jak?

Najlepszą obroną – atak?

Krótko – najmocniejszą bronią – atak miłością! Uścisk dłoni i przytulenie to najmocniejsze chwyty w walce o nasze relacje. Długo wydawało mi się, że asceza i ciężkie posty doprowadzają do pokochania siebie, a ono – do większej umiejętności obrony przed pokusami. Jednak bez miłości – często niszczyłem w ten sposób relację z bliskimi, którym nie tłumaczyłem swojego zachowania. Widzę, że lepiej jest w tej walce dawać się innym, ale tylko wtedy, gdy umiem choć trochę kochać siebie. To jedno z trudniejszych zadań, bo zwykle siebie nie znamy albo nam się wydaje, że się znamy. Dobrą metodą jest wyjście na pustynie – rekolekcje, samotny wyjazd, odcięcie się na chwilę od pracy i problemów. Owoce jednak szukania prawdy o sobie są niezwykłe.

Wierzę w przymierze…

Gdy będziemy mieli w sobie samym sprzymierzeńca, walka okaże się łatwiejsza, bo wiemy już, z kim walczymy, a z kim nie. Wtedy rozumiemy, że jedyny wrogiem jest szatan, który będzie nas kusił. Tu jednak musimy kierować się stylem walki, której przykład daje Jezus. Zauważyłem, że te 3 „miejsca duchowe”, jakie atakuje zły, będzie atakować praktycznie do końca życia. Naszym zadaniem jest kierowanie tych pokus na Boga, ciągle odwołując się do Jego miłości. Najważniejsze, aby oddawać Bogu te pokusy i trudności, skoro On jest mistrzem tej sztuki.

Walka trwa!

To, co daje mi zawsze nadzieję, to fakt zwycięstwa Jezusa. Wszyscy w Nim są i tak wygranymi, choć zły ciągle okłamuje nas, że przegrywamy. Spowiedź, Eucharystia, post, modlitwa, jałmużna – „narzędzi” Zbawienia, a więc i ekwipunku przeciwko złemu, jest wiele. Razem zwiększają skuteczność. Natomiast podstawa to wiara, nadzieja no i przede wszystkim miłość. Znalezienie jej w Bogu to większa obrona niż tarcza antyrakietowa. Szukaj w sobie tej miłości, a nic na Twojej drodze nie będzie za trudne do pokonania…

Zapraszamy już teraz do przygotowania się do Golgoty Młodych 2013 – Stan wojny.



WSPIERA MEDIALNIE


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *