NOBISCUM AD CAELUM…

Włócznia św. Longinusa wystawiona w Bazylice św. Piotra. Wierni oddali cześć relikwii Męki Pańskiej

W Bazylice św. Piotra w Watykanie wierni, pielgrzymi oraz odwiedzający mogli uczestniczyć w wyjątkowym wydarzeniu – publicznym wystawieniu włóczni św. Longinusa, uznawanej za jedną z najważniejszych relikwii związanych z Męką Jezusa Chrystusa. To właśnie nią, według przekazu Ewangelii św. Jana, rzymski żołnierz przebił bok ukrzyżowanego Zbawiciela.

Uroczystej liturgii przewodniczył abp Calogero La Piana. Obchody rozpoczęły się modlitwą przy Ołtarzu Konfesji, po której wierni wyruszyli w procesji pokutnej przez nawę główną świątyni, śpiewając Litanię do Wszystkich Świętych. Celebracja Eucharystii przebiegała w atmosferze ciszy i skupienia, właściwej dla przeżywanego okresu Wielkiego Postu.

Centralnym momentem wydarzenia było ukazanie relikwii w Loggii św. Weroniki. Włócznia, na co dzień przechowywana w Bazylice Watykańskiej, należy do najcenniejszych pamiątek związanych z ostatnimi chwilami życia Chrystusa na krzyżu.

W programie sobotniego statio znalazła się również Msza Święta przy Ołtarzu Katedry oraz adoracja Najświętszego Sakramentu.

Tradycja kościołów stacyjnych sięga pierwszych wieków chrześcijaństwa w Rzymie. W czasie Wielkiego Postu wierni codziennie gromadzili się na wspólnej modlitwie pod przewodnictwem papieża lub jego przedstawiciela, odwiedzając każdego dnia inną świątynię. Ostateczny kształt tej praktyki ustalił papież św. Grzegorz Wielki.

Ten jeden dzień…

Autor: Monika Matusiak
 
Kiedy zbliżamy się do dnia, w którym łamiemy się opłatkiem z bliźnim, często zapominamy o istocie tego gestu. Ten kruchy wypiek symbolizować ma pojednanie, przebaczenie, przyjaźń z drugą osobą. Podchodząc do kogoś z tym białym chlebem mówimy ustami duszy: Kocham Cię, bracie/siostro, umiłowany w Chrystusie. 

Spożywając go wręcz po raz kolejny przypominamy sobie o tym, podkreślamy fakt, że powinniśmy być „dobrzy jak chleb”. Wigilia Bożego Narodzenia to wyjątkowa noc, warto wtedy się przełamać, przeprosić, wyjść z inicjatywą pojednania… Kiedy ma się smutki, troski, zmartwienia, żale – 24 grudnia, nic nie może nam pomóc w odnalezieniu Boga. Jakże mamy Go odnaleźć, gdy nasze umysły zajęte są zamartwianiem się, że w życiu znowu nam nie wyszło, że straciliśmy z kimś bliskim kontakt? Każda chwila, każda myśl przybliża nas do jednego wniosku – jak życie dało mi w kość. A przecież mamy cały Adwent, a nawet rok, by przygotować się do przyjaścia tego Jedynego… Cały ten czas, by spróbować pojednać się z osobą, z którą nam się nie układało…

Mroźne zimowe popołudnie, zaliczające się do tych „leniwych”. Niespełna tydzień do świąt Bożego Narodzenia. W słabo ogrzewanym pokoju hotelowym siedzi skulony Marek. Ciemny blondyn, opatulony w czarną puchówkę. Jego dłonie drżą nieznacznie od głodu alkoholowego – jest uzależniony. Z jego przekrwionych oczu sączą się wielkie jak perły łzy, łzy rozpaczy… „Nie przyjeżdżaj do nas na święta… Zostań w hotelu, zapłacę za pobyt…” – te słowa jeszcze ciągle brzmiały mu w uszach. Tym bardziej bolesne, że wypowiedziane przez własnego ojca, jeszcze rozdrażniające wielką niewątpliwie ranę, że własny ojciec dał się zmanipulować przez obcą kobietę.  Parę lat temu nastąpił rozpad związku małżeńskiego Marka i Anny. Odeszła wraz z dziećmi, odgradzając przeszłość od teraźniejszości grubym nieprzenikalnym murem odległości, nie zostawiając po sobie śladu, chociażby tropu na adres, lokalizację.  Zatracał się i zatapiał swoje smutki w nowym przyjacielu – związku chemicznym działającym pobudzająco na ludzi. Bywał wszędzie, na statkach z dala od swojej ojczyzny, za granicą pracując na swoje utrzymanie, gdzie od alkoholizmu z trudem powstrzymywała go jego rodzicielka. Każde święta były uznawane za te „do zapomnienia”. Lecz tego roku, wszystkie poprzednie wspomnienia związane z obchodami dni Bożego Narodzenia były niczym złym, zaledwie uszczypnięciem. Nerwowe mieszanie zupy grzybowej instant w kubku z odłamanym uszkiem, popijanie wódki prosto z „gwintu”, ironizowanie z rodzinnych scen w filmie, sztuczne i odruchowe śmianie się ze znanych już na pamięć scen „Kevina samego gdzieś tam” – taki scenariusz, niezapowiedziany stał się dla niego rzeczywistością. Spojrzał się na różaniec na swoim palcu, który dostał od znajomej Katoliczki. Dostał, bo poprosił ją o to, czuł, że to mu pomoże pamiętać i częściej myśleć o Jezusie, którego poszukiwał, do którego tęsknił, ale nie mógł nigdy dojść do celu… Spojrzał się i pomyślał : „ Chciało Ci się przychodzić na ten beznadziejny świat? Ty z czym do ludzi przychodzisz, z miłością… A oni potrafią tylko pożądać jej, lecz nie potrafią okazywać…” Tej wigilijno – bożonarodzeniowej nocy miał piękny sen. Śniło mu się, że Jezus na niego spojrzał, w Jego oczach ujrzał on wszystko, czego pragnie… Po przebudzeniu rozpłakał się i zaczął rozmawiać z Bogiem.


"Jest w moim Kraju zwyczaj, że w dzień wigilijny,
Przy wejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie,
Ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny,
Najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie".

                                                       Cyprian Kamil Norwid

PRACA KONKURSOWA SANCTI

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *