Józef Szaniawski
Dziesięć lat temu – 11 września 2001 r. grupa islamskich fanatyków samobójców uprowadziła cztery samoloty pasażerskie, aby uderzyć w Amerykę i zniszczyć najważniejsze ośrodki USA. Tak na progu XXI wieku rozpoczął się konflikt, który miliony islamistów na całym świecie określają jednoznacznie jako wojnę świętą z Zachodem – „dżihad”. Zachodni politycy, dziennikarze i zwykli ludzie w Ameryce i Europie ze względu na polityczną poprawność, ale też strach, wolą mówić o terroryzmie. Tymczasem na naszych oczach, na oczach zaskoczonego świata, w ciągu dekady po ataku z 11 września 2001 r. sprawdza się realnie polityczna teoria Samuela Huntingtona – brytyjsko-amerykańskiego profesora i autora dzieła „Zderzenie cywilizacji”. Huntington twierdził, że „islam godzi w samą istotę cywilizacji zachodniej i chrześcijańskiej. Cokolwiek byśmy rozumieli pod tym pojęciem, to jest to nasza cywilizacja! (…) Jeżeli islam zmieniłby swoją postać, jego istnienie nie miałoby sensu. Fundamentem islamu jest święta wojna – dżihad”.
„Nowym Jorkiem jesteśmy my wszyscy”
Bitwa pod Wiedniem
11 września 1683 r. oraz 11 września 2001 r. – ta zbieżność dat nie jest przypadkowa, chociaż bardziej znana wśród terrorystów i fanatyków islamskich niż wśród Polaków! Oto zaplanowany z diabelską logistyką atak na Amerykę oraz uderzenie na wieżowce World Trade Center w Nowym Jorku 11 września 2001 r. nastąpiły w rocznicę bitwy pod Wiedniem, nawet co do godziny! Bitwa pod Wiedniem rozpoczęła się bowiem 11 września 1683 r. między 3 a 5 po południu, kiedy ze wzgórz Kahlenberg i Schafberg zaczęły nadciągać ku dolinie Dunaju oddziały wojsk chrześcijańskich i rozpoczęły bój z siłami ogromnej armii tureckiej. Terroryści Al-Kaidy otwarcie przyznali się, że atakiem na Amerykę 11 września 2001 r. pomścili największą klęskę islamu w dziejach, jaką było zwycięstwo króla Polski Jana III Sobieskiego właśnie pod Wiedniem.
Warto przypomnieć, że w 1683 r. to nie Wiedeń, ale Rzym był celem strategicznym ogromnej armii wezyra Kara Mustafy, który proklamował zrzucenie krzyży z Bazyliki św. Piotra oraz ustanowienie kalifatu Europa. Te plany islamskiej agresji załamały się wtedy pod kopytami polskiej husarii, a rotmistrz Zbierzchowski zdobył słynną wielką zieloną chorągiew proroka Mahometa. To na tej chorągwi wyhaftowane było złotem i srebrem złowieszcze dla cywilizacji chrześcijańskiej słowo „dżihad”. To właśnie tę chorągiew przesłał w darze papieżowi zwycięski wódz połączonych armii chrześcijańskich – Jan III Sobieski. Natychmiast po wiktorii, wprost sprzed namiotu Kara Mustafy, polski król wysłał Ojcu Świętemu Innocentemu X razem z chorągwią najkrótszy list w całej naszej historii: „Venimus, vidimus, Deus vicit” – Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył!
Dżihad XXI wieku
Od początku XXI wieku nastąpiła kolejna fala ekspansji i agresji wojowniczego islamskiego fanatyzmu przeciwko cywilizacji Zachodu. W meczetach nie tylko w krajach islamskich, ale także w państwach Unii Europejskiej mułłowie otwarcie proklamują globalny dżihad przeciwko giaurom, czyli niewiernym. Głoszą m.in., że zwycięstwo Allaha nastąpi dzięki wysokim cenom ropy naftowej oraz wysokiemu przyrostowi demograficznemu maurów. Otwarta wrogość islamu wobec cywilizacji chrześcijańskiej jest oczywista. Dżihad – czyli wojna święta z niewiernymi – został sformułowany przez Mahometa 1400 lat temu w Koranie i od tamtego okresu islam prowadzi agresję, która ma różne formy, ale zawsze jest agresją. Islam to jedyna nietolerancyjna religia świata. Wystarczy zacytować kilka choćby wersów z Koranu oraz wypowiedzi Mahometa odnotowane w islamskich skryptach zwanych hadisami. Stanowią one źródło i inspirację nienawiści oraz terroryzmu w stosunku do całej cywilizacji Zachodu:
− „A kiedy miną święte miesiące, wtedy zabijajcie bałwochwalców, tam gdzie ich znajdziecie, chwytajcie ich, oblegajcie i przygotowujcie dla nich wszelkie zasadzki!” (Sura 9:5).
− „Zapłatą dla tych, którzy zwalczają Allaha i jego Posłańca i starają się szerzyć zepsucie na ziemi, będzie tylko to, że będą oni zabici” (Sura 5:33).
− „I zabijajcie ich, gdziekolwiek ich spotkacie” (Sura 2:191).
− „Zwalczajcie ich, aż nie będzie już buntu i religia w całości należeć będzie do Allaha” (Sura 8:39).
Warto przypomnieć, że kiedy Benedykt XVI bardzo oględnie wspomniał, iż islam jest religią nietolerancyjną, w odpowiedzi na całym świecie islamiści spalili tysiące kukieł wyobrażających Ojca Świętego. Jednocześnie nasila się budowanie meczetów w krajach chrześcijańskich, a zarazem na całym świecie w państwach islamskich następują masowe prześladowania chrześcijan.
„W pustyni i w puszczy”
Wojna święta, czyli dżihad, przeciwko Ameryce, cywilizacji Zachodu, przeciwko chrześcijaństwu, została po raz kolejny ogłoszona przez przywódcę terrorystów arabskich Osamę Bin Ladena 11 września 2001 r. na tle dymów płonących i walących się wież Word Trade Center w Nowym Jorku. Zachód jest nie tylko w defensywie wobec zagrożenia ze strony fanatyków islamskich. Zachód nawet nie potrafi sprecyzować, czy jest to wojna z terroryzmem, czy też konflikt cywilizacji. Islamiści nie mają wątpliwości – to wojna cywilizacji! Sami tę wojnę ogłosili, wypowiedzieli i prowadzą z morderczą skutecznością. To dżihad przeciwko wszystkim niewiernym. Natomiast Ameryka, a także Europa walczą tylko z terroryzmem. A przecież terroryzm to nie jest wróg i przeciwnik. Terroryzm jest jedynie formą walki, sposobem i taktyką zabijania bezbronnych cywili, bo przecież nie wojska i żołnierzy.
Nie każdy wyznawca islamu jest terrorystą, ale każdy terrorysta XXI wieku jest wyznawcą islamu, i nie zmieni tego naiwna polityczna poprawność. Tej naiwności nie miał Staś Tarkowski. Z całą determinacją pozabijał arabskich terrorystów. Pisze o nim Sienkiewicz: „Dzielny chłopiec, nieodrodny potomek obrońców chrześcijaństwa, prawa krew zwycięzców spod Chocimia i Wiednia”.
Kiedy 11 września 2001 r. komando terrorystów samobójców Al-Kaidy zaatakowało Amerykę przy pomocy uprowadzonych samolotów pasażerskich, dla wnikliwych znawców geopolityki stało się oczywiste, że nie jest to monstrualny, ale pojedynczy zamach terrorystyczny. Islamscy fundamentaliści kierują się niezwykle spójną ideologią. Nagrania Osamy Bin Ladena, komunikaty wydawane przez jego następcę Aymana al-Zawahiriego czy kazania radykalnych muzułmańskich imamów niosą ten sam antychrześcijański i antyzachodni przekaz. Powtarzając jak mantrę identyczne przesłanie, terroryści z łatwością werbują młodych muzułmanów do wojny z niewiernym Zachodem.
W przypadku islamu mamy do czynienia z tysiącami imamów, setkami stacji telewizyjnych i portali internetowych, które nie tylko propagują terror, ale także wywodzą swoją ideologię wprost z nauk proroka Mahometa, ze świętej księgi Koran. Głoszą wprost, że to nie terror, tylko wojna święta z niewiernymi – dżihad. Wojna z cywilizacją Zachodu! Wielu pobożnych muzułmanów patrzy na te ekscesy z oburzeniem, niektórzy są nawet na tyle odważni, by narażając własne życie, publicznie sprzeciwiać się wypaczonym interpretacjom Koranu.
Islamiści są obecnie groźniejsi niż kiedykolwiek, bo mają ogromne petrodolary z ropy naftowej, możliwości nowoczesnej technologii, a zarazem ten sam co niegdyś fanatyzm, zdefiniowany przez Mahometa w Koranie. W kręgach i salonach politycznej poprawności mówi się, że nie wszystko w islamie jest fundamentalizmem, że postępowa polityka „spotkań cywilizacji”, zapoczątkowana przez przywódców europejskich, zbliża Zachód z narodami mahometańskimi. Można tu zapytać, czy jest to głupota, czy działanie z premedytacją. Jeżeli islam zmieniłby swoją postać, jego istnienie nie miałoby sensu. Fundamentem islamu jest święta wojna – dżihad. Islam żyje i istnieje po to, aby nawracać niewiernych giaurów. Jest to obowiązek wszystkich wiernych, czyli maurów. Islam nie może negocjować czy złagodzić swoich poglądów bez przeciwstawienia się swojemu jedynemu i końcowemu celowi. I tego nikt nie może zmienić, bo jest to nauczanie jego proroka i punkt szczytowy wiary muzułmańskiej.
Źródło: Tygodnik Niedziela Nr 37 / 2011






