Tokaj zamiast abonamentu?

Głupawe i upokarzające Polaków spoty reklamowe w Telewizji Polskiej,
mające skłaniać nas do płacenia abonamentu RTV, powinny mieć raczej skutek
odwrotny do zamierzonego. Choć wyraźnie biedniejsi od obywateli zachodniej
Europy, nie lubimy, kiedy się ktoś z nas naśmiewa. A szczególnie, kiedy robią
to Niemcy i Francuzi. Mamy swoją godność i swoją filozofię życia. To ona
pozwoliła nam przetrwać czasy o wiele trudniejsze niż obecne. I nie chodzi
wcale o odgrzewanie naszej martyrologii, tylko o uświadomienie sobie, że
to, co dla Niemca czy Francuza było i jest obywatelską cnotą, to u nas bywa
traktowane z dystansem. Może i dzięki temu nigdy nie poddaliśmy się pod
władzę żadnego Robespierre’a, Hitlera ani Stalina? Co więcej, to na niesfornych
i niepokornych Polakach, którym obce jest hasło Ordnung muss sein, wszelkie
nowożytne totalitaryzmy łamały sobie zęby. Jesteśmy z tego dumni, bo
potrafimy sobie radzić tam, gdzie inni bezradnie opuszczają głowy i ręce!

Kampania reklamowa, w której zadowolony z siebie i bogaty Niemiec
Tomas szydzi z Polaków, bo jeśli w czymś mogą być najlepsi w Europie,
to w niepłaceniu abonamentu, żeruje na krzywdzących stereotypach,
utrwalonych co najmniej od czasów Bismarcka. Powtarzanie haseł o polskiej
nieodpowiedzialności i warcholstwie miało być usprawiedliwieniem zaborów,
bo Polacy nie zasługują na własne państwo. Stereotyp Polaka jako złodzieja
czy wręcz „polskiej świni” bywa ciągle podtrzymywany za Odrą. Ale dlaczego
odwołuje się do niego Telewizja Polska, i to za grube pieniądze? Podobnie ma
się rzecz z cynicznymi gratulacjami, jakie składa nam Francuzka Sophie.

No cóż, dotychczas nad Sekwaną mówiło się „pijany jak Polak”, pomijając
dalszą część tej napoleońskiej anegdoty: „ale niestety nie tak dzielny”. Może
wreszcie czas, aby zaczęto mówić: „niezależny jak Polak”? Zwłaszcza że do
niepłacenia abonamentu na telewizję tylko z nazwy publiczną, a faktycznie
rządową, zachęcał przed czterema laty nie kto inny jak obecny premier Donald
Tusk. Abonament nazywał wprost „haraczem ściąganym od ludzi”. Być może
poglądy pana premiera o tego czasu się zmieniły. Ale fakty przecież nie.
Podporządkowanie telewizji rządowi musi być dzisiaj chyba jeszcze większe,
skoro otwarcie protestuje przeciwko temu nawet Andrzej Schymalla, mąż
byłej szefowej TVP 1, mianowanej z nadania PO! Do niepłacenia abonamentu
przyczynił się pewnie i sam prezes TVP Juliusz Braun, który w ubiegłorocznym
liście do bp. Wiesława Meringa dość lekceważąco odniósł się do wpływów
z tego tytułu. Efekt jest taki, że ponoć 65 proc. Polaków tego „haraczu” nie
płaci. A będzie pewnie więcej, zwłaszcza po odmowie dostępu do nadawania
cyfrowego dla TV Trwam. Bo właśnie świat telewizji przestaje być naszym
światem. Próba zawstydzenia Polaków jako najgorszych w Europie niczego tu
nie zmieni.

Nie zachęcam bynajmniej do niepłacenia abonamentu, bo to wbrew prawu.
Ale zachęcam do pozbycia się tego pudła, przez które ktoś z zewnątrz rządzi
naszym czasem i wpływa na naszą świadomość. Ja już to zrobiłem, podobnie
jak ponad 700 tys. gospodarstw domowych w Polsce, gdzie telewizora nie ma
albo jest włączany tylko sporadycznie! Pomysł, aby odwozić swoje odbiorniki
do siedziby KRRiT, też wydaje się ciekawy. A zaoszczędzone na abonamencie
pieniądze można przeznaczyć choćby na spotkanie z przyjaciółmi przy dobrym
węgierskim tokaju. Bo tokaj jest ostatnio znakiem dobrego smaku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *