Vivat Sanctus Rochus

16 sierpnia w Kościele Katolickim przypada wspomnienie św. Rocha, wyznawcy. Kim jest dla współczesnych pielgrzym, który troszczył się o ludzi dotkniętych epidemią? Pomimo ubogiej dokumentacji, postać świętego przedstawiła w rozmowie z Marią Rachel Cimińską, osoba nosząca imię Roch.

 

Maria:  Jutro wspomnienie św. Rocha, patrona mało znanego na terenie Polski. Ale przecież tak znaczącego w historii Kościoła. Czy mogę prosić o przybliżenie historii jego poczęcia i narodzenia?

Roch: Roch rodzi się w późnym wieku swoich rodziców. To częsty motyw, ukazujący Bożą interwencje. Tak było i tym razem, gdyż jego poczęcie jest „wymodlone”. Znakiem tego było czerwone znamię w kształcie krzyża na piersi. Urodził się w Montpellier koło Marsylii we Francji, (Langwedocja).

 

Maria:  Z historii wynika, że bardzo szybko traci rodziców. Co postanawia zrobić?

Roch: Widać w nim Bożą iskrę. Jest człowiekiem zafascynowanym Ewangelią i postanawia rozdać majątek ubogim. Tak czynią tylko wielcy święci. Wyrusza też w pielgrzymkę. Pielgrzymowanie ma podwójny sens: z jednej strony jest umartwieniem, pokuta, postem, a z drugiej, jakby patrząc od Bożej strony, staje się zdobywaniem mądrości, podpatrywaniem jej u innych ludzi, także „czytaniem” jej z dzieł przyrody, stworzenia.

Maria:  Jego wędrówkę zatrzymuje epidemia, jakie podejmuje działanie? Czy ucieka z terenu gdzie ona się znajduje?

Roch: We włoskim Acqapendente zaskoczyła go epidemia dżumy. Postanowił pozostać na miejscu i pomóc chorym w miejscowym szpitalu, później doglądał chorych w Cesenie, Rimini, Novarze i Rzymie. Widzimy, że nie tylko nie uciekał, ale przemieszczał się do kolejnych miejsc gdzie był bardziej potrzebny. Rozważa, gdzie w imię miłości, mógłby się jeszcze zaangażować. Zasłynął też wieloma cudami, uzdrowieniami. Wskazuje to, że modlił się podczas pomocy chorym, mówił im o Bogu, i wzywał do ufności. To w pewnych sytuacjach zaowocowało cudami.

 

Maria: Kiedy dociera do Rzymu? Czy w ogóle podawany jest powód jego wędrówki do wiecznego miasta?

Roch: Bez wyraźnego podawania powodu można z całą pewnością stwierdzić, ze był to cel religijny. Wyzbycie się wszystkiego przed pielgrzymką świadczy, że wędrował, żebrząc, prosząc o nocleg, ewentualnie ubranie. Tak nie czyni podróżnik, tak czyni pielgrzym. Ten termin jest ściśle religijny, odnoszący działanie do Boga. Św. Roch szedł do Rzymu, aby być w sercu chrześcijaństwa, aby dotknąć „świętych progów”, być przy grobach papieży, i Męczenników.

 

Maria: Po realizacji celu, wraca do domu. Czy dociera do Montpellier?

Roch: Tak, ale jest to ostatni etap jego wędrówki, a wcześniej zaraził się dżumą i przebywał koło miasta Piacenza, w lesie. Widzimy jego odpowiedzialność za współbraci. Jednak i w tym był z nim Pan Bóg. Nie pozwolił mu umrzeć od choroby zbyt wcześnie. Musiał złożyć jeszcze świadectwo.

 

Maria:  Na obrazach itd. przedstawiany jest z psem oraz z odsłoniętą raną, dlaczego?

Roch: Właśnie w lesie odnalazł go pies, który przynosił mu jedzenie oraz lizał jego rany, co przyczyniło się do ulgi w cierpieniu oraz wyzdrowienia. Niestety, gdy wędrował dalej został uwieziony w swojej miejscowości przez policję i zmarł w wiezieniu. Rozpoznano go po charakterystycznym znamieniu. Ten epizod z psem przyczynił się do faktu, ze uznaje się św. Rocha jako patrona chorych zwierząt oraz pomocnika przy zakaźnych chorobach.

 

Maria:  Kult świętego rozwinął się przede wszystkim na zachodzie, gdzie możemy znaleźć ośrodki kultu świętego oddanego wiernym? Czy w Polsce takowe znajdziemy?

Roch: W Polsce także występowały liczne epidemie, wiec wierzący prosili swego niebieskiego patrona o pomoc. Budowano także jego kaplice na cmentarzu, jakby tam strzegł całej społeczności aby nikt więcej nie zmarł na choroby zakaźne, albo żeby choroba się nie rozszerzała. W naszej siedleckiej diecezji najbardziej znanymi miejscowościami z kultem św. Rocha są Miedzyrzec Podlaski, Łuków, Mordy.


Maria: Kim dla Ciebie jest święty Roch?

Roch: Jest dla mnie przede wszystkim dobrodziejem, który wyjednał mi pomoc Bożą gdy się rodziłem. Będąc w słabej kondycji, dzięki szybkiej interwencji lekarzy, którzy wrócili z odpustu św. Rocha, mogłem przeżyć. Do dzisiaj noszę jego imię jako drugie. Po drugie jego postawa pochylania się nad chorymi, z narażeniem życia, jest dla mnie zachętą aby mieć miłosierdzie dla ludzi, zarówno w sprawach duchowych jak też codziennych. Myślę, ze św. Roch rozszerza moje serce. Dzisiaj poleciłbym go jako patrona w modlitwie np. w sprawie wirusa Ebola.

Maria: Bóg zapłać za rozmowę.


1,2.foto. http: commons.wikimedia.org

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *