Św. Jan Chrzciciel – miłość Kościoła

 

Pragniemy zaprosić czytelników naszego portalu ewangelizacyjnego, do wspólnego przeżywania Adwentu w duchu oczekiwania. Wkraczając w nowy rok liturgiczny, tym razem przeżywany pod hasłem: „Kościół naszym domem”, ten czas chcemy wykorzystać na refleksję nad naszym zaangażowaniem w rozkwit dobra i miłości w Kościele, którego jesteśmy częścią. Odrzućmy, więc krytykę (która rzeczywiście czasami determinuje rozwój we właściwym kierunku i niezbędne reformy), a na ten szczególny czas przyjrzyjmy się swojej roli, możliwościom, które posiadamy, dzięki włączeniu w Mistyczne Ciało Chrystusa – Kościół, poprzez Chrzest święty.

Tę drogę rozpoczynamy ze świętym Janem Chrzcicielem, który jako ostatni z proroków, bezpośrednio przygotowuje drogę Panu. Już w czasie, gdy przebywał pod sercem matki chwalił niejako jej słowami Boga, który przygotował światu Zbawiciela. Boga, który gromadził swój lud pod jednym sztandarem: Mesjasza. Elżbieta pochwaliła Maryję słowami, które nie były standardowym pozdrowieniem ale miały charakter osobisty. Jan także miał zaistnieć bardzo osobiście wobec Chrystusa – jako zapowiedziany równający doliny i pagórki ludzkich myśli i wyobrażeń o świętym życiu.

 

Czy łatwo jest dbać o ścieżki, którymi kroczy Bóg? Przyglądając się pobytowi proroka na pustyni z łatwością możemy dostrzec ogrom trudności, jakim musiał podołać, by zrealizować swoje powołanie. Najpierw przygotowanie się, zmierzenie z ogromem pustyni i małością człowieka. Aby człowiek, ten zmysłowy nie urósł, odział go w pokutne odzienie; aby człowiek zmysłowy nie zaślepił go w poszukiwaniu dróg Bożych; czujnie słuchał słowa a ciału dawał marne pożywienie: szarańczę, symbol głodu i ubóstwa oraz miód leśny – mód dziki, (pustynia była wtedy zalesiona) – jako pokarm umartwienia, z powodu ukłuć pszczół. Słuchał Boga, wiedziony Duchem, bo wierzył, że człowiek wyciszony, naturalnie napełni się Bożą obecnością, gdy szuka. Nie zawiódł się, odnalazł drogę.  Bóg nigdy go nie opuścił, zawsze wspierał, choć wydawać by się mogło, że był „wielkim Nieobecnym” w ostatnim okresie życia proroka. Pustynia nauczyła Jana zaufania Bogu, i tego, że pośród głuszy istnieje Boża droga, dosyć wyraźna.
Bóg słowami Jana o prostowaniu ścieżek, o pokornym uniżaniu się, uznawaniu siebie za ciągle potrzebujących nawrócenia, wykonywaniu dzieł sprawiedliwości przemawia do nas i dziś… Nadal oczekuje czujności, wciąż wskazuje na potrzebę aktywnego oczekiwania. Choć nikt z nas „nie zna dnia ani godziny”, a finał czasów ostatecznych, które nastały już z momentem przyjścia na świat Chrystusa, wydaje się być odległy i nie dotyczyć naszej rzeczywistości. Jednak, jako chrześcijanie mamy trwać w oczekiwaniu na „przyjście Oblubieńca”, jak czuwające, roztropne panny, ciągle przygotowane na powitanie Go, posiadające oliwę wytrwania.

Miarą czujności, ową oliwą jest miłość, troska nie tylko o siebie, ale także o nasze otoczenie, nasze rodziny, środowiska, … czasami może nawet całe społeczności, troska  o ich świętość. Troska o miłość przejawi się także w modlitwie, którą Jan Paweł II wprost nazywa miłością wyrażoną wobec Boga.

Dlatego św. Jan wzywa, również i dziś, byśmy nie ulegali relatywizmowi moralnemu, który wypłukuje z serca prawdziwą miłość i każe koncentrować się na swoim dobrostanie, podobnie jak to czynili saduceusze. Byśmy nie uważali, formalnego związku z Bogiem, za wszystko i miarę doskonałości – jak to czynili faryzeusze –  ale otwierali serca na wieloraką Bożą mowę.

To czuwanie więc, najpełniej realizujące się w miłości, ma także wymiar wspólnotowy. Wtedy nie jest przygnębiającym oczekiwaniem na nieunikniony koniec, przepełnionym niepewnością, ale radosną drogą wspólnego pielgrzymowania i pozostawiania po sobie świata lepszym, czynnego uczestnictwa w nastawaniu „królestwa Bożego”. To czuwanie pełne miłości – jest konsekwencją „fiat” – bądź wola Twoja – wypowiadanego Bogu w modlitwie Pańskiej. Jest także przyczynianiem się do realizacji Bożej woli… Ten aktywny wymiar działalności chrześcijańskiej to właściwa czujność, do której przyzywa syn Elżbiety i Zachariasza.
Św. Jan bezwzględnie poświęcił się Bogu przed wyjściem na pustynię, a dopełnił tego poświęcenia broniąc prawdy do śmierci i to powołanie konsekwentnie realizował w pełnym wymiarze swego życia i działalności, nie ograniczając swojej odpowiedzialności, ale przeciwnie – ciągle poszerzając horyzonty dobra…Myślał o złym przykładzie konkubinatu Heroda i nawoływał go do podążania za Bożymi przykazaniami. Pośród ludzi otaczających władcę wydawał się być niewielkim płomieniem, który świecił Bożą prawdą. Dlatego papież Benedykt XVI mówił: „Niech wasze światło świeci w społeczeństwie, w polityce, w świecie ekonomii, w świecie kultury i badań naukowych. Nawet jeśli jest to nikłe światło pośród wielu błędnych ogni, czerpie ono swą siłę i blask od Gwiazdy Zarannej, zmartwychwstałego Chrystusa, którego światło jaśnieje – pragnie jaśnieć poprzez nas – i nigdy nie zgaśnie.” (Homilia, 8 września 2007).

Św. Jan wskazuje nam także przez nawoływanie do życia sprawiedliwego, porzucenia nieprawości na istotę adwentowej spowiedzi. To oczyszczenie, musi być przez nas traktowane nie, jako odbycie obowiązku, albo terapia pozwalająca nam odrzucić doskwierające wyrzuty sumienia, ale jako możliwość ponownego pełnego zjednoczenia się z Bogiem w Kościele, to znaczy – z każdym jego członkiem… Także w perspektywie zagojenia ran zadanych przez nasze grzechy przeciw jedności tego Mistycznego Ciała.  

Prorok uczy, że nie tylko świątynia jest przestrzenią naszego wzrastania w świętości, tam raczej jest tego początek. To przede wszystkim nasze codzienne środowiska… Tutaj ukazujemy naprawdę co dominuje w naszym sercu… Chrześcijanin żyje w świecie, świadcząc o Bogu, zawsze – nawet (a pewnie: zazwyczaj) wtedy, gdy nawet nie wspomina Jego imienia…Chrześcijanin świadczy także w świątyni, wobec innych wierzących, gdy wspólnie z nimi się modli, przyjmuje prawdy Boże, gdy uczestniczy w sakramentach.

Św. Janie Chrzcicielu podczas tego Adwentu wyproś dla nas łaskę czujności, oraz gorliwości w wierności Bogu w naszym powołaniu. Aby rodziny stały się domowymi Kościołami, a osoby duchowne i konsekrowane z większym zapałem wypełniały powierzone im charyzmaty. Wzywaj nas nieustannie do prostowania ścieżek do naszych serc, do troski i aktywnej czujności… Abyśmy odnajdywali naszą drogę do Ojca i nigdy jej nie zgubili…

 

red.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *