Św. Katarzyna ze Sieny jako świadek wiary



Autor: Anna Maria Martinelli, Zgromadzenie bezhabitowe Unia św. Katarzyny ze Sieny – Misjonarek Szkoły

misjonarkiszkoly.blogspot.com


Aby być świadkami wiary, trzeba uczynić z niej centrum własnego życia. Wiara oznacza zarówno zbiór prawd, do których trzeba dostosować swoje życie, jak i postawę zaufania wobec Tego, od którego otrzymuje się istnienie i który pozwala człowiekowi poznać prawdę, objawiając się poprzez wcielenie Chrystusa, Słowa Bożego.

 

Katarzyna ze Sieny[1] przebyła intensywą drogę świętości i wiary. Wiara dla niej przede wszystkim wchodzi w relację z rozumem, z poznaniem. Słowa «wiara», «poznanie», «rozum» to najczęstsze ze słów, występujących w jej działach[2].

 

Wiara to dar, otrzymany we chrzcie; to dla Katarzyny światło, tarcza, obrona, brama. Natomiast rozum często nazywa ona okiem duszy. Ale wiara jest jego źrenicą; tak właśnie pisze Katarzyna: «źrenica najświętszej wiary». Źrenica to centralna część tęczówki, wygląda jak niewielkie ciemne koło. Ma za zadanie pozwolić światłu przenikać; w ten sposób umożliwia widzenia. Ale światło pochodzi z zewnątrz; z góry – jeśli mówimy, metaforycznie, o wierze. Katarzyna lubiła język metaforyczny, często wyrażała swą myśl w obrazach. Robi to też, mówiąc o wierze.

Droga wiary św. Katarzyny dopełniła się w zaledwie 33 latach jej ziemskiego życia. Charakteryzowała się ona wielką obfitością niezwykłych łask, niemożliwych do naśladowania, na które jednak potrafiła ona odpowiedzieć z niezwykłą – ale możliwą do naśladowania – wiernością.

Jedną z tych łask było, już  na początku jej drogi duchowej, doświadczenie mistycznych zaślubin z Chrystusem. Nastąpiło ono przed Wielkim Postem, gdy wokół niej rozbrzmiewał radosny, sieneński karnawał, w którym brali udział także jej liczni bracia. Natomiast ona przeżywała coś zupełnie innego – i to nie tylko wtedy. Wiemy, co się zdarzyło, bo opisał to bł. Rajmund z Kapui[3], jej spowiednik i  biograf.

Katarzyna odczuwała wielkie pragnienie osiągnięcia doskonałego stopnia wiary, aby móc całkowicie  oddać się Chrystusowi i w ten sposób bardziej Mu się podobać. Zaczęła więc prosić, aby powiększył jej wiarę i aby dał jej doskonałość tej cnoty. Chrystus wziął ją za słowo i odpowiedział «Poślubię cię w wierze». Katarzyna miała wtedy wizję Chrystusa, w towarzystwie Maryi, św. Jana Ewangelisty, św. Pawła apostoła, św. Dominika – założyciela Zakonu Kaznodziejskiego i Dawida, który «z uczuciem» grał na harfie. Jezus włożył jej na palec pierścień, ozdobiony cennymi kamieniami i powiedział: «Oto zaślubiam cię w wierze. Odtąd będziesz postępować mężnie i bez wahania, aż do dnia, kiedy znajdziesz się w Niebie, aby odprawić wieczne zaślubiny. Uzbrojona w pancerz wiary, z łatwością zwyciężysz nieprzyjaciół»[4].

 

To, co później zdarzyło się w życiu Katarzyny, to realizacja tej zapowiedzi. Do chwili mistycznych zaślubin żyła zajęta modlitwą, medytacją, pokutą; jej życie toczyło się między pokojem w rodzinnym domu a niedaleką bazyliką dominikanów. Natomiast od tej chwili Chrystus kazał jej wyjść z domu, iść do ludzi, aby w sposób praktyczny świadczyć o wierze. W ten sposób spędziła resztę życia; w ten sposób jej wiara przekształcała się w miłość. Najpierw zajmowała się chorymi i biednymi w swoim mieście. Jako tercjarka dominikańska mogła trafić tam, gdzie inaczej nie miałaby dostępu, więc służyła Chrystusowi w chorych na zarazę, w żebrakach, w więźniach; w tych, którzy nie byli zdolni do przebaczenia i pogodzenia się. Później jej sława rozszerzyła się poza mury jej rodzinnej Sieny. Zaczęto ją  zapraszać, aby była narzędziem pokoju między walczącymi miastami, między skłóconymi rodzinami – i osiągała zdumiewające efekty, które zawsze pokornie przypisywała swojemu Oblubieńcowi. Żyła zawsze zjednoczona z Nim, także gdy wędrowała po ulicach miast, bo zawsze znajdowała Go w «celi serca», w tym wewnętrznym miejscu, gdzie Jezus – jak jej obiecał – czekał na nią w każdej chwili.

Wierzę w Boga Ojca…

Wierzę w Jezusa Chrystusa, Syna Jego jedynego…

Wierzę w Ducha Świętego…

Wierzę w jeden, święty i apostolski Kościół…

Walki, które ciągle wybuchały między miastami podzielonych na małe państewka Włoch pozwoliły jej doświadczyć w sposób szczególny wartości Kościoła – chociaż Państwo Kościelne było w tym okresie jednym z wielu państw włoskich, często prowadzących wojnę jedne przeciw drugim. Papież znajdował się daleko, w Awinionie na południu Francji, a we Włoszech trwała rywalizacja między poszczegółnymi państwami, która często przeradzała się w wojny. Katarzyna czuła, że misja Kościoła powinna być inna. Wierzyła głęboko w Kościół jako Mistyczne Ciało Chrystusa, była świadoma, jak wielkie to jest misterium i dlatego poświęciła   ostatnie lata swojego krótkiego życia  dla dobra Kościoła, dla jego odnowy i umocnienia. Wydarzenia polityczne w Toskanii zaprowadziły ją, jako posłankę pokoju, właśnie do Awinionu. Nie udało jej się osiągnąć celu, dla którego podjęła długą i trudna podróż, ale jej obecność w mieście papieskim zaowocowała czymś znacznie większym: powrotem papieża Grzegorza XI do «jego stolicy», to znaczy do Rzymu.[5] Katarzyna uważała, że był to pierwszy krok w kierunku uzdrowienia Kościoła. Czuła, że przede wszystkim konieczna była wewnętrzna odnowa wszystkich chrześcijan, ale zacząć należało ją z góry, od tych, którzy mieli najwięcej wpływów, którzy byli zdolni do nadania tonu i wlania odwagi innym, a więc byli najbardziej odpowiedzialni za stan rzeczy. Stąd jej działania. Pisała listy, pełne przejęcia, do papieży, kardynałów, kapłanów i świeckich, aby każdy, w tym, co go dotyczy, działał, aby przywrócić zdrowie Kościołowi, który był «osłabiony i pobladły»; aby uczynić z niego piękny ogród, pachnący i wypielęgnowany, pełen drzew, przynoszących owoce.  Szczególnie zaangażowane są jej listy do papieża, którego prosiła, w imię Jezusa Ukrzyżowanego, aby z odwagą wyrwał z ogrodu świętego Kościoła martwe drzewa, zgniłe i śmierdzące kwiaty; i aby zasadził zdrowe i pachnące drzewa, przynoszące owoce.  Było to wezwanie, aby papież mianował na stanowiska kościelne osoby sprawiedliwe, święte, zdolne do odnowienia całego Kościoła. Nie było to łatwe zadanie. A kiedy dokonał się pierwszy krok, to znaczy powrót papieża do Rzymu, radość Katarzyny była wielka; lecz wkrótce zaćmiła ją śmierć papieża. Wybór nowego  papieża, Urbana VI, oznaczał powiew nadziei, bo był on zdecydowany, aby odnawiać Kościół. Niestety, demon działał przeciw planom Boga: niektórzy z kardynałów, niezadowolonych z posunięć papieża, które dotyczyły ich starych, światowych nawyków, woleli bunt, zamiast posłuszeństwa, zdolnego do uzdrowienia sytuacji. Zebrali się na kolejnym konklawe i wybrali antypapieża, co doprowadziło do Wielkiej Schizmy Zachodniej[6], która miała trwać przez wiele lat i oznaczała poważne szkody dla chrześcijaństwa. Katarzyna bardzo cierpiała z tego powodu. Na zaproszenie Urbana VI przeniosła się ze Sieny do Rzymu, razem z uczniami, którzy zbierali się wokół niej i których ciągle uczyła wiary i służby Kościołowi. W Rzymie miała ona użyć swego autorytetu, aby wesprzeć papieża przeciw antypapieżowi i przekonać niepewnych, żeby opowiedzieli się po stronie prawomocnie wybranego papieża. Kiedy przyjechała do Rzymu, papież zebrał kardynałów i zaprosił Katarzynę, aby przemówiła do nich. Byli oni smutni i zniechęceni, a ona dodała im odwagi i zapewniła, że Bóg jest po ich stronie. Papież, zwracając się później do kardynałów, powiedział «Katarzyna nas zawstydza. Ona, jako kobieta, powinna być z natury trwożliwa; natomiast to my jesteśmy pełni obaw, a ona niczego się nie boi i nam dodaje odwagi.» [7]. W tym okresie Katarzyna pisała też listy, pełne wiary i zapału, skierowane do wielkich tego świata, do władców, panujących w Europie, wzywając ich, aby uznali prawomocność wyboru papieża, aby nie dali się zwieść namiętnościom czy interesom.

Lecz jej życie miało się ku końcowi. A kiedy już nie miała innych możliwości, by działać dla dobra Kościoła i papieża, «słodkiego Chrystusa na ziemi», jak chętnie go nazywała, ofiarowała swoją słabość fizyczną, wędrując codziennie z wysiłkiem do bazyliki i grobu apostoła Piotra[8], aby modlić się za Kościół, aby błagać o miłosierdzie dla niego. Przy wejściu do bazyliki znajdowała się wtedy mozaika Giotta, przedstawiająca łódź św. Piotra, to znaczy Kościół. Pewnego dnia, gdy była bardziej zmęczona niż zwykle, poczuła na swych słabych ramionach ciężar tej właśnie łodzi; odczuła w ten sposób, że to ona jest osobiście odpowiedzialna za zło, które stara się wyplenić. Upadła i niemalże została zmiażdżona przez jej ciężar. Katarzyna nazwała to cierpienie za Kościół swoim męczeństwem; zmarła  w wieku lat 33, mówiąc, że oddaje życie za Kościół.

Do tego doprowadziła ją wiara, do oddania życia. Wiara prowadziła ją do heroicznej miłości, okazywanej przez konkretne działania. Ona sama twierdziła, że wiara prowadzi do matki wszystkich cnót, jaką jest miłość. Wiara prowadzi do bram Nieba – ale pozostaje na zewnątrz; bo do środka wchodzi miłość.

 

 

 

Foto. http://www.corazones.org/santos/catalina_siena.htm

 

 

 


[1] Siena 1347 – Roma 1380.

[2] Dialog, Listy, Modlitwy.

[3] Bł. Rajmund z Kapui, autor Legenda Maior, obszernej biografii świętej Katarzyny. Po jej śmierci został wybrany generałem zakonu dominikanów i starał się o jego reformę w duchu św. Katarzyny.

[4]. Cfr. Legenda Maior, Księga I, r. XII

[5]. Wjazd Grzegorza XI do Rzymu nastąpił 17 stycznia 1377 r.

[6]. Schizma trwała od roku 1378 do 26 lipca 1429, kiedy na soborze w Konstancji wybrano papieża Marcina V.

[7] Cfr. Rajmund z Kapui – Legenda Maior. Księga III, r. I

[8] Wtedy jeszcze przed późniejszą, renesansową rozbudową

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *