W oczekiwaniu na cud


Za kilka dni w Polsce  będą miały miejsce rekolekcje  z o. Jamesem Manjackalem. Temat przybliżyła w rozmowie z Maria Rachel Cimińską, Pani Lidia Kluczyk współorganizator rekolekcji z o. Jamesem Manjackalem.

Maria: Zanim zareklamujemy rekolekcje, chcę zapytać, jak to się stało, że ojciec James odkrył powołanie by być wędrownym ewangelizatorem?

Lidia Kluczyk: Po prostu spotkał Jezusa. Prawie 40 lat temu został uzdrowiony – duchowo i fizycznie z gruźlicy nerek. To był ten moment spotkania z żywym Bogiem, w którym ojciec James zapragnął zostać wędrownym kaznodzieją. Do jego prośby przychylili się przełożeni i w 1976 roku został wysłany przez Zgromadzenie z misją ewangelizacji świata.

Maria: Czy od razu mógł pójść w świat? I kiedy przywędrował do Polski?

Lidia Kluczyk: Tak, już w 1976 roku ojciec James głosił rekolekcje. Do Polski pierwszy raz przyjechał w 2007 roku i był już 45 albo 46 razy.

Maria: W  Polsce  miał  wypadek. Jaki jest skutek wypadku w podejściu do ewangelizacji?

Lidia Kluczyk: Jeżeli mówimy o wypadku samochodowym, to miał on miejsce w Czechach. W samochód, którym jechał ojciec James z trójką swoich znajomych wjechał tramwaj. Samochód nadawał się do kasacji, pasażerom nic się nie stało. Jeżeli chodzi o chęć do głoszenia rekolekcji, to wypadek nie miał wpływu. Natomiast każde tego typu doświadczenie pogłębia naszą wiarę w Bożą Opatrzność i Miłość, a przez to wpływa na treść i głębię przekazu rekolekcji.


Maria: Od kilku lat w Polsce jest duże zainteresowanie takimi masowymi rekolekcjami z ewangelizatorami z innych krajów. Skąd ono płynie?

Lidia Kluczyk: Myślę, że powodów jest wiele. Na rekolekcje przyjeżdżają ludzie poszukujący Boga, przyjeżdżają też tacy, dla których spotkanie z Jezusem jest ostatnią deską ratunku, gdy sami już nic nie mogą zrobić. W jakiej sprawie? W wielu – choroby, problemy duchowe, uzależnienia, troska o najbliższych. W wielu Kościołach w Polsce odprawiane są Msze święte z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie. Wtedy Kościoły wręcz pękają w szwach. Po prostu ludziom tego potrzeba. Wyjątkowo liczne są rekolekcje z ewangelizatorami z innych krajów, bo po prostu oni rzadko u nas są. Poza tym te „masowe” rekolekcje nie opierają się jedynie na modlitwie o uzdrowienie. Są to kilkudniowe rekolekcje z bardzo dobrymi naukami, codzienną Mszą świętą, wspólną modlitwą. Mam nadzieję, że już niebawem organizowane rekolekcje z naszymi rodzimymi charyzmatykami będą równie liczne.

 


Maria: Czy oprócz pozytywów, możemy mówić o niewłaściwym podejściu do tego typu masowych rekolekcjach?

Lidia Kluczyk: Chętnie powiem, że nie ma negatywów. Nawet jeżeli ktoś przyjedzie na rekolekcje w poszukiwaniu wrażeń i sensacji, to wyjeżdża odmieniony. Każdy napełniony jest Duchem Świętym. Każdy spotyka żywego Boga. Myślę, że nawet najbardziej zamknięte serca wracają do domu dotknięte Bożą Miłością.


Maria: Zbliża się czas, gdy Polacy po raz kolejny spotkają się z Ojcem. Czy dużo jest zainteresowanych i czy wyłącznie z Polski?

Lidia Kluczyk: Jak zwykle zainteresowanie jest ogromne. Szacujemy, że będzie ponad 5500 rekolektantów. Codziennie liczba rośnie, więc prawie do ostatniej chwili nie będziemy wiedzieli ile dokładnie osób przyjedzie. Oczywiście na rekolekcje z ojcem Jamesem przyjeżdżają nie tylko Polacy. Spotkałam Słowaków, Białorusinów, Czechów. Proszę wybaczyć, ale nie pamiętam kto i skąd jeszcze przyjechał, ale Europa do nas zagląda.

Maria: Czym dla Pani jest spotkanie z o. Jamesem Manjackalem?

Lidia Kluczyk: Listopadowe spotkanie to będzie moje szóste uczestnictwo w rekolekcjach z ojcem Jamesem. Tak się złożyło, że moja obecność na rekolekcjach wiąże się z posługą. Jest to wspaniałe doświadczenie. Każda praca dla Pana Boga ubogaca J

Spotkanie z ojcem Jamesem to zawsze jest remanent myśli i serca. Wracam do domu umocniona w wierze i w Kościele, i „posprzątana” – nawet wtedy, gdy odkrywam nowe stare rzeczy do przepracowania. No i miło jest patrzeć na radość z głoszenia i słuchania Ewangelii. Dla mnie osobiście najważniejsze jest spotkanie z Panem Bogiem i podczas rekolekcji zawsze tego doświadczam.

 

Maria: Bóg zapłać za rozmowę.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *