Świadectwo wiary aż po męczeństwo (2)


Autor: Ks. Jarosław Oponowicz, Koordynator duchowy

e-Sancti.net


Wiara żywa na przykładzie Błogosławionych Męczenników z Pratulina.

część II

 

23 stycznia przeżywamy wspomnienie Bł. Wincentego i Lewoniuka, unitów Podlaskich. Główne uroczystości będą miały miejsce w Pratulinie o godz 12.00. Na Sancti są oni „świętymi miesiąca” stycznia, a w tygodniu modlitw o jedność chrześcijan ukazują praktyczną drogę budowania jedności Kościoła Chrystusowego. Ich postawa stała się punktem wyjścia i przykładem do rozważań o wierze.

Ks. Lombardi, watykański rzecznik prasowy, przed pierwszą kanonizacją w roku Wiary powiedział: „Nowa ewangelizacja zacznie się od świętych naszych czasów. Święci od zawsze są najbardziej wiarygodnymi świadkami wiary chrześcijańskiej, żywej obecności i działania Ducha zmartwychwstałego Jezusa, przemiany ludzkości dzięki tajemniczej mocy Ewangelii.”

Gdy spoglądamy na starotestamentalne rozumienie wiary widzimy w niej niezwykłą podstawę do nadziei. Nadzieja rodzi niesamowitą wytrwałość, zaufanie Bogu, nawet w najtrudniejszych okolicznościach. Prorok Izajasz, choć rysuje konieczność spełnienia się Bożych wyroków, które z powodu ludzkich uchybień, będą karzące, naprawcze, jednak wierni, Reszta Izraela, ma za zadanie szukać ocalenia wyłącznie w Bogu. Tym tylko można wytłumaczyć niezwykłą wierność prześladowanych, którzy nie wybierali opcji zdrady Boga, Kościoła Katolickiego czy Ojca Świętego. Boga poznawali, jako wiernego człowiekowi i sami tak się „wiernie” zachowywali. Oto kilka obrazów:

 

„W roku 1883 jechał przez Podlasie na koronację nowego cara delegat ojca świętego Leona XIII arcybiskup Vanutelli. Na trasie w Brześciu, Chotyłowie, Białej i Międzyrzecu wzdłuż kolei czatowali unici, niektórzy nawet od dwóch tygodni. Gdy pociąg nadszedł, lud zgromadził się na torach, padł na kolana, niektóre niewiasty kładły się na szyny i głosem pełnym jęku wołały: „Ojcze święty ratuj. Żyjemy bez kościoła, umieramy bez księdza”. Nuncjusz płakał i błogosławił lud.

Nadzwyczajne! Nie wołają, że katują, czy zabierają inwentarz i latami trzymają w więzieniach. Wołają tylko: „żyjemy bez Kościoła, umieramy bez księdza”.*

 

„Prześladowanie trwało latami. Nic nie zapowiadało zmiany. Nadzieja nie gasła, ale zaczynało brakować sił. Był rok 1889.  I wtedy pociecha przyszła z nieba. Oto w Jabłoniu, Kwasówce i Kornicy ukazała się Matka Boska. Kornicy na polu, przy gruszach ukazała się wielka jasność. Była widoczna w okolicznych wioskach. Ludzie, którzy się zbiegli byli w pełnej jasności. Nie było cienia. Pod gruszą z rękami złożonymi jak do pacierza klęczała Marysia Jaroszuk. Miała może 10 lat. „Matkę Boską widziałam, tu była Matka Boska” wyszeptała najbliższym. Nowy duch wstąpił w ludzkie serca. Powtarzano nawet jakby usłyszane od Marysi, że w Kornicy kościół stanie, tam, gdzie było największe krwi przelanie. Ale to wydawało się niemożliwe. Bo kto pokona moskiewskiego cara, kto przegoni strażników, kto wygoni kozaków. I kto go zbuduje. To nie jest możliwe. A jednak. Upłynęło kilkanaście lat. Po przegranej wojnie moskiewski car spokorniał.

W Kornicy rodziny Giereszów, Tymickich i Kalinowskich przeniosły swoje budynki. Wieś pomogła. I na tej ziemi, w którą niedawno wsiąkła męczeńska krew powstała nowy gotycki, piękny kościół. 16 października 1908 roku biskup Franciszek Jaczewski dokonał jego konsekracji. Dla wierzącego nawet to, co po ludzku niemożliwe, stanie się możliwe.”

 

„Męstwo ludu bożego miało swoje odniesienie do postawy tutejszych kapłanów. Duchowieństwo łacińskie z ogromną ofiarnością niosło pomoc udręczonym braciom. Ciche i tajne śluby, po kryjomu chrzty, namaszczanie chorych nocą, było częstą praktyką naszego duchowieństwa. Cała posługa odbywała się w lasach, w niedostępnych bagiennych terenach i tam gdzie nie mogło wypatrzeć oko żandarma. Sypały się kary finansowe i zamykanie w areszcie. Były zsyłki na Syberię. Powędrował tam między innymi ksiądz proboszcz z Wisznic. Nie doszedł do Syberii, bo skonał w drodze ks. proboszcz z Komarówki. Piękne świadectwo o naszych kapłanach daje biskup lubelski Franciszek Jaczewski.  Otóż było rozporządzenie władz moskiewskich, by do parafii gdzie byli unici nie posyłać księży wcześniej karanych za udzielanie im posług duszpasterskich.  W 1897 biskup Jaczewski pisze do gubernatora Imertyńskiego w Warszawie, by cofnął ten zakaz. Nie ma już do dyspozycji choćby jednego kapłana, który nie byłby karany.”

 

„Godna uwagi jest postawa  Symeona Jozafaciuka z międzyrzeckiej parafii, starca przeszło 70- letniego. Był to człowiek rozumny i wzorowych obyczajów, miał wiel­ki wpływ we wsi. Zabrano mu dobytek, zboże, trzodę i sprzęty gospodarskie i zniszczono go. W Siedlcach trzymali go moskale po­nad rok. Nie zmienił się. Został wezwany do Radzynia, gdyż naczelnikowi wiele zależało na tym, aby tego wpły­wowego i szanowanego we wsi starca opór przełamać. Naczelnik Kotow począł przekonywać starca najpierw łagodnie i odwodzić go od religijnego uporu. Obiecywał mu sumy pieniężne, wynagrodzenie strat i poprawę jego zniszczonej fortuny; prosił go, aby parafian odwodził od uporu i sam przyjął nowy obrządek. Starzec w prostocie swojego ducha wyciągając swe kościste, wyschłe ręce zawołał: „Wielmożny Panie Naczelniku! Te ręce pracowały cały mój wiek, rano i wieczorem składałem je do modlitwy mojemu Bogu, te ręce wypiastowały synów i piastują dziś wnuki. I ty panie chcesz abym je splamił podpisem i przyjął obcą wiarę. Nigdy tego nie zrobię”. Skatowany, złamany na zdrowiu, wkrótce umarł.”

Wiara Unitów była pełna, Dotyczyła przyjmowania sakramentów, systematycznego, często z narażeniem życia. Bóg w Chrystusie jest i był dla nich Zbawicielem, do którego zdążali za wszelką cenę. Chrystus był dla nich, jak dla św. Pawła, Jedynym Usprawiedliwiającym, żadne układy, dobrobyt czy „święty spokój” nie miały dla nich wielkiego znaczenia. Tamte czasy wspomina jedna z potomków unitów: „po prostu się wierzyło i już”. Podkreślają dzisiejsi parafianie z Pratulina, wzajemne budowanie się wiarą, przekazywanie jej młodemu pokoleniu, rozmowy o wierze, jako coś „codziennego”, praktykowanie wiary we wspólnotowych formach rozlicznych stowarzyszeń czy wspólnot religijnych.

Wiara Unitów była dla  nich drogą życia, nie dodatkiem, nie obowiązkiem, ale życiem samym i dlatego dla współczesnego człowieka jest tak wyraźnym światłem. Męczeństwo licznych z Pratulina, Drelowa i innych miejscowości, jest tego dowodem.

Więcej informacji znajdziecie Państwo na WWW.sanktuariumpratulin.pl oraz na profilu Facebook.

 

* – fragmenty jeszcze niepublikowanych rozważań ks. Romana Wiszniewskiego, wykorzystanych podczas poświęcenia Dróżek Męczenników.

 

Część pierwsza

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *