
REKOLEKCJE ADWENTOWE – IV KONFERENCJA
Autor: ks. Wojciech Kuzioła, paulista
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Siostry i Bracia,
Dobiegają końca nasze adwentowe rozważania. Jak szybko mijają te dni przygotowania do spotkania z Panem. W ubiegłym tygodniu zastanawialiśmy się nad tym, jak wiara owocuje w życiu codziennym. Człowiek wierzący ma być przecież konsekwentny. Nie może zamykać daru wiary w swoim małym świecie, ale powinien go rozpalać w sobie i pragnąć dzielić się wiarą, dawać świadectwo o Jezusie Chrystusie. Wszędzie i w każdym czasie.
Na koniec naszych internetowych spotkań trochę o odpowiedzialności. Człowiek wiary to człowiek odpowiedzialny. Za siebie i za całą wspólnotę Kościoła. I do tej odpowiedzialności mamy ciągle dojrzewać. Popatrzmy, jako chrześcijanie jesteśmy w szkole Jezusa Chrystusa, w szkole wiary. Tu uczymy się jak odczytywać wolę Bożą i jak z miłością wypełniać tę wolę w codziennym życiu. Uczymy się słuchać Bożego słowa i jak żyć tym słowem. Uczymy się czym jest Eucharystia i jak oddawać swoje życie za braci i siostry. Ale przecież nie można ciągle być uczniem. Nawet „wieczni studenci” kończą kiedyś swoją przygodę z nauką. Uczeń Jezusa ma więc stawać się także apostołem, to znaczy tym, który jest posłany, aby ogłaszać Dobrą Nowinę o zbawieniu. Co więcej, ma stawać się żołnierzem Jezusa, który walczy w obronie wiary.
Jest piękny tekst napisany przez Pawła Apostoła do ucznia Tymoteusza: „Ćwicz się w pobożności. Ćwiczenia cielesne przynoszą niewielką korzyść. Pobożność zaś jest przydatna do wszystkiego, niesie z sobą obietnicę życia obecnego i przyszłego. Słowo to jest godne wiary i zasługuje na przyjęcie. Właśnie nad tym trudzimy się i o to walczymy, ponieważ złożyliśmy nadzieję w Bogu żywym, który jest Zbawicielem wszystkich ludzi, a zwłaszcza tych, którzy wierzą”.
Dzisiejszy świat coraz bardziej staje się polem walki o wiarę, o życie wieczne. Jak wielu jest ludzi, którzy próbują zanegować Boga, ośmieszyć Go, wyeliminować z życia. Jak wiele jest propozycji ze strony świata, które wyrywają nam z serca skarb wiary. Aby ocalić w sobie to, co jest z Boga, trzeba być dziś żołnierzem, silnym łaską Bożą, uzbrojonym w słowo Boże, miłość i prawdę, trzeba być odważnym mocą Ducha Świętego. Do tego jesteśmy powołani. Do takiej postawy zaprasza nas Jezus, a „kto wytrwa do końca, będzie zbawiony”.
Czy podołamy temu zadaniu? Przecież tak często jesteśmy słabi, upadamy, łatwo rezygnujemy, czujemy się niewystarczalni. Pewnie, że tak jest i będzie, bo jesteśmy ludźmi. Pamiętajmy jednak, że nie jesteśmy sami. To przede wszystkim Bóg walczy w nas i z nami. Jesteśmy Jego sługami, jak wielu innych przed nami. Oni dają wymowne świadectwo, że z Bogiem można osiągnąć wszystko. Oni też byli słabi, grzeszni, oni także znosili trudy i porażki. A jednak Bóg dokonał w nich i przez nich wielkich rzeczy. Przypomnijmy sobie dwóch współczesnych świadków wiary, bardzo nam bliskich.
Błogosławiona Karolina Kózkówna, dziewica i męczennica. Papież Jan Paweł II w dniu jej beatyfikacji mówił o niej: „Święci są po to, ażeby świadczyć o wielkiej godności człowieka. Świadczyć o Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym dla nas i dla naszego zbawienia, to znaczy równocześnie świadczyć o tej godności, jaką człowiek ma wobec Boga. Świadczyć o tym powołaniu, jakie człowiek ma w Chrystusie. Karolina Kózkówna była świadoma tej godności. Świadoma tego powołania. Żyła z tą świadomością i dojrzewała w niej. Z tą świadomością oddała wreszcie swoje młode życie, kiedy trzeba było je oddać, aby obronić swą kobiecą godność”.
Błogosławiony Jerzy Popiełuszko, kapłan i męczennik. Arcybiskup Angelo Amato tak opisał go podczas Mszy świętej beatyfikacyjnej: „Ksiądz Jerzy nie uległ pokusie, by żyć w tym obozie śmierci. Przy pomocy jedynie duchowych środków, takich jak prawda, sprawiedliwość oraz miłość, domagał się wolności sumienia obywatela i kapłana. Lecz zgubna ideologia nie znosiła światła prawdy i sprawiedliwości. Dlatego ten bezbronny kapłan był śledzony, prześladowany, aresztowany, torturowany a ostatecznie brutalnie związany i, choć jeszcze żył, został wrzucony do wody. (…) Ofiara młodego kapłana nie była porażką. Jego oprawcy nie byli w stanie, nie mogli uśmiercić Prawdy. Tragiczna śmierć naszego męczennika była w rzeczywistości początkiem powszechnego nawrócenia serc do Ewangelii. Śmierć męczenników jest istotnie posiewem chrześcijan”.
Ci oraz inni świadkowie wiary uczą nas dziś, że można żyć inaczej, że można iść pod prąd, że Bogu trzeba pozostać wiernym aż do końca. Uczmy się od nich, choć może nie będzie nam dane cierpieć i oddać życia w śmierci męczeńskiej. Ale jest przecież coś takiego, jak męczeństwo duchowe, męczeństwo serca, które znosi prześladowania za wiarę, za przynależność do Pana i jego Kościoła. Takich duchowych męczenników wspólnota Kościoła dziś potrzebuje. My możemy nimi być, nawet powinniśmy. Tego oczekuje od nas Jezus Chrystus. „Szczęśliwi, którzy są prześladowani za sprawiedliwość, ponieważ do nich należy królestwo niebieskie. Jesteście szczęśliwi, gdy was znieważają, prześladują i oczerniają z mojego powodu. Cieszcie się i radujcie, bo wielka jest wasza zapłata w niebie.”
Przyszłość Kościoła zależy także od nas. To my jesteśmy pokoleniem, które ma wziąć odpowiedzialność za siebie i za tych, którzy przyjdą po nas. Dlatego tak ważne jest, aby wiary nie tylko bronić, ale ją przekazywać, aby uczyć kolejne pokolenia prawd wiary, Biblii, katechizmu, zasad moralnych, zaangażowania we wspólnotę Kościoła. Łatwo jest być kibicem, który klaszcze, gdy wszystko idzie tak, jak trzeba. Trudniej stanąć na pierwszej linii frontu i wziąć odpowiedzialność za siebie i za tę wielką rodzinę dzieci Bożych, która nazywa się Kościołem. Pozwólcie, że przywołam raz jeszcze fragment listu Pawła Apostoła do Tymoteusza. W tych słowach Paweł wzywa swojego ucznia do tego, aby nie patrzył tylko na „czubek własnego nosa”, ale aby spojrzał w przyszłość. „Ty więc, dziecko moje, nabieraj mocy w łasce, która jest w Chrystusie Jezusie. To, co usłyszałeś ode mnie wobec licznych świadków, powierz ludziom godnym zaufania, którzy z kolei byliby zdolni nauczać innych. Znoś razem ze mną cierpienia jak dobry żołnierz Chrystusa Jezusa”.
Kończymy nasze internetowe rekolekcje, czas wyjścia na pustynię życia, czas spotkania naszego jedynego Pana i Zbawiciela. Przed nami szara rzeczywistość, trudna rzeczywistość. I pewnie nie raz będziemy upadać, wątpić, żyć po swojemu, nie zważając na Boga. Pamiętajmy jednak, że były i są w naszym życiu takie chwile spotkania z Chrystusem, kiedy On nas dotknął, kiedy doświadczyliśmy jego miłości. Wracajmy do tych momentów, wracajmy zawsze do tej pierwotnej miłości. Wracajmy do Boga przez sakrament spowiedzi świętej, zawsze, kiedy przydarzy się grzech. Nie bądźmy nigdy obojętni na Bożą łaskę i niech nam nie będzie wszystko jedno, co dzieje się w naszej duszy. Bóg zawsze czeka i woła: Wróć do mnie! Czekam na ciebie, bo cię kocham, bo cierpiałem za ciebie, oddałem swoje życie na krzyżu. Świętość nie polega na tym, że człowiek jest pod każdym względem doskonały, idealny. Świętymi jesteśmy wtedy, kiedy mimo upadków nie tracimy z oczu i z serca Boga, kiedy upadając powstajemy, żałujemy i chcemy poprawy. Zatem nie poddawajmy się, bądźmy ludźmi wiary, nadziei, miłości i prawdy.
Niech Bóg nam w tym błogosławi. W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego +. Niech tak się stanie. Amen.
Pytania do osobistej refleksji:
- Czy jestem tylko kibicem Jezusa Chrystusa, czy Jego prawdziwym uczniem i apostołem?
- Czy mam odwagę wyznawać moją wiarę słowem i czynem?
- Czy czuję się odpowiedzialny za wspólnotę Kościoła i dziedzictwo wiary?
Foto. pawelztarsu.blogspot.com (Karel Dujardin, Św. Paweł uzdrawia chromego w Listrze, 1663)





